Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "felietony". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "felietony". Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 czerwca 2013

Książki na wakacje

Już wkrótce kalendarz potwierdzi oficjalnie radosny fakt nadejścia lata. Wielu z nas, oddając się błogiemu lenistwu, będzie mogło zanucić: "Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew…". To tekst dla wszystkich, którym do pełni szczęścia w tym sielankowym obrazku brakuje jedynie ciekawych lektur.


Przyjęło się, że wakacyjne lektury powinny być lekkie, łatwe i przyjemne, bo człowiek zmęczony całoroczną pracą nie ma ochoty na wysiłek intelektualny, a kurorty proponują tak wiele atrakcji, że na czytanie zwyczajnie szkoda czasu.


Wszystko to prawda, warto jednak pamiętać, że jest to tylko jedna z wielu możliwości. Najlepszą zasadą w doborze książek czytanych podczas urlopu jest zupełny brak zasad. 

Na początku należy bowiem stwierdzić, że coś takiego jak idealna lektura wakacyjna, która spełni oczekiwania wszystkich czytelników, po prostu nie istnieje i szkoda czasu na jej definiowanie. Wszystkie przedstawione przeze mnie propozycje będą więc subiektywnym wyborem, stanowiącym jedynie wskazówkę i inspirację dla własnych książkowych poszukiwań.


Oto, uwzględniający różne gusta, przegląd książek, które spokojnie można spakować do walizki. Wszystkich, którzy lubią lekko, przyjemnie, a jednocześnie ciekawie, z pewnością zadowoli„Bomba. Alfabet polskiego show - biznesu” Karoliny Korwin - Piotrowskiej. 


Niezdecydowani, którzy szukają pomysłu na kierunek wakacyjnej wycieczki, powinni sięgnąć po „Gaumardżos" Marcina Mellera i jego żony Anny Dziewit, w której opisują Gruzję i swoją fascynację tym krajem. Lekturą obowiązkową dla tych, którzy lubią odkrywać nieznane, są „Światoholicy” Aleksandry i Jacka Pawlickich – piękne zdjęcia i fascynujące opowieści staną się zapewne inspiracją do niejednej wakacyjnej podróży. 

Reportażami o zdecydowanie większym ciężarze emocjonalnym i gatunkowym, które jednak również zasługują na uwagę, są: „Zapiski z Homs" Jonathana Littella oraz "Ostatni świadkowie Swietłany Aleksijewicz. 

W krainę baśni i fantazji zaprowadzi nas niezawodny w tym względzie Haruki Murakami w tomie opowiadań „Zniknięcie słonia". Wielbiciele powieści historyczno-przygodowych bez obaw mogą sięgnąć po „Władcę Barcelony II" Chufo Llorensa, czy monumentalne „Wyznaję” Jaume Cabre . W zadumę, ale także dobry humor wprowadzą was „Bracia Sisters” Patricka DeWitta .  Troszkę młodszych odbiorców zachwyci najnowsza powieść Zafona pt.:  „Więzień nieba". 

Miłośnicy rozwiązywania zagadek kryminalnych w czasie plażowania sięgną zapewne po „Człowieka nietoperza" Jo Nesbo lub „ Mózg Kennedy’ego Henninga Mankella. 

Ci, dla których nie istnieją tematy tabu ani granice politycznej czy językowej poprawności, powinni zapoznać się z najnowszą powieścią Chucka Palahniuka pt.:  „Snuff”. 

Z rodzimych propozycji warte uwagi są:„Wiele demonów” Jerzego Pilcha i „świeżutkie „Ości” Ignacego Karpowicza. 

Wiele interesujących pozycji mogą w tym roku spakować do walizki wielbiciele felietonów. Wśród nich „W krzywym zwierciadle” Macieja Stuhra –publikowane na łamach „Zwierciadła”, „Hitman” Juliusza Machulskiego – teksty z nieistniejącego miesięcznika „Bluszcz”, „Manhattan pod wodą” debiut Zuzanny Głowackiej, będący zbiorem felietonów również publikowanych w „Bluszczu”, „Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu” Jacka Dehnela, a przede wszystkim „Polska mistrzem Polski” Krzysztofa Vargi – zbiór wypowiedzi publikowanych w rubryce „Kajet konesera” na łamach „Dużego Formatu”.


Jak zwykle długą listę w doborze wakacyjnego repertuaru będą mieli do dyspozycji fani biografii i wspomnień. Z uwagi na mnogość wartościowych tytułów w tej kategorii, pozwolę sobie wymienić dwa, które moim zdaniem zasługują na szczególną uwagę. Są to: „Poniedziałkowe dzieci” Patti Smith,  oraz „Dziennik Mistrza i Małgorzaty” Michaiła i Jeleny Bułhakowów.



Lektury wakacyjne powinny iść z duchem czasu. Nie sposób nie zauważyć, że ostatnio na czasie w Polsce jest gotowanie. Rynek wydawniczy bardzo szybko odpowiedział na to zapotrzebowanie i  pojawiło się sporo publikacji nie tyle z przepisami, co z kulinariami, jako głównym tematem fabuły. Z pewnością warto zapoznać się z całą serią „Dolce Vita”, przygotowaną przez wydawnictwo Czarne, „Białymi Truflami” N.M. Kelby i „Kulisami Kulinarnej Akademii” Marka Brzezińskiego.



Nie samymi nowościami literackimi jednak żyje człowiek. Duża część osób zapakuje do walizki książki, które dobrze zna i czytała niejednokrotnie. Lista wakacyjnych klasyków jest długa i dla każdego inna. 


W zestawie obowiązkowym znajdują się jednak z pewnością kryminały Agathy Christie czy reportaże Ryszarda Kapuścińskiego. 

Niektórzy z całą pewnością zamarzą o powrocie do dzieciństwa i zechcą przypomnieć sobie „Jeżycjadę" Małgorzaty Musierowicz, odkryć na nowo „Anię z Zielonego Wzgórza", czy zanurzyć się w świecie „Przygód Mikołajka". 

Dla tych, którzy dotychczas nie zdążyli tego zrobić, urlop jest też wyśmienitą okazją do zapoznania się z „Millenium" - trylogią Stiega Larssona. Jest tylko jedna wada takiego wyboru, wolny czas upłynie nam dwa razy szybciej.


Innym pomysłem na dobór wakacyjnych czytadeł jest przekorne pójście pod prąd obowiązującemu schematowi "lekko, łatwo, przyjemnie". Każdy z nas w zakamarkach pamięci ma tzw. cegłę z gatunku tych ambitnych, do której zawsze - mimo wielokrotnych prób przeczytania - zabrakło cierpliwości. L


Lato jest doskonałą porą do podjęcia ponownej lektury i wbrew pozorom są duże szanse, że zakończy się ona sukcesem. Kto powiedział, że na plaży nie można czytać np. „Ulissesa" Joyce’a,  „Braci Karamazow" Dostojewskiego, czy „Łaskawych" Littella? Że nie wypada, że zbyt męczące, grube, ciężkie? 

Wszystko to jedynie wymówki, gdyż właśnie latem dzięki promieniom słonecznym jesteśmy najbardziej pozytywnie nastawieni do świata i gotowi do takich działań. Polecam, zwłaszcza przekornym jednostkom - to naprawdę działa.


Na koniec należy wspomnieć o wszystkich tych, którzy podczas wakacji zamierzają ostentacyjnie i z pełną premedytacją nie przeczytać żadnej książki. Bo czytają dużo w pracy i zwyczajnie chcą od tego odpocząć lub po prostu nie lubią. Zamiast wygłaszać tyrady na temat dobrodziejstw płynących z czytania bądź niepochlebne opinie na temat intelektu tych osób, spróbujmy uszanować ten wybór, pamiętając, że nie żyjemy przecież w dyktaturze moli książkowych.



Jak widać, w doborze wakacyjnych lektur powinien obowiązywać wyłącznie freestyle Wszelkie mody tutaj tracą rację bytu, gdyż jedynym wskaźnikiem powinny być nasza fantazja, aktualna potrzeba i intuicja. 


Jeśli więc zza parawanu na ręczniku niedaleko nas ujrzymy osobę czytającą z zapamiętaniem książkę Paulo Coelho, Dana Browna, Stephenie Mayer, bądź innego autora, którego nie darzymy sympatią, nie patrzmy na nią z lekceważeniem, zamiast tego uśmiechnijmy się przyjaźnie. 

Przecież są wakacje, których głównym celem ma być nasz prywatny relaks, a ten dla każdego oznacza co innego. Wszystkim czytelnikom życzę więc szerokich wakacyjnych dróg i dobrych dla was wyborów książkowych!

piątek, 20 kwietnia 2012

Pisać każdy może...

Jerzy Sthur w swoim przeboju przekonywał nas kiedyś, że śpiewać każdy może. Słowa tego szlagieru odnieść można do obecnej sytuacji polskiego rynku wydawniczego. Ostatnio bowiem wszyscy celebryci uwierzyli w to, że pisać każdy może. Szkoda tylko, że już nie chodzi o to, jak co komu wychodzi.



Napisanie książki jest obowiązkowym punktem w CV każdej gwiazdy. Działanie tego typu, poza znacznymi profitami finansowymi, przynosi również informacje na temat prestiżu i pozycji społecznej, jaką zajmuje dana postać. Trzeba bowiem powiedzieć, że celebryci z dorobkiem "literackim" na koncie cieszą się z reguły ogromną popularnością.

Książki pisane bądź opatrywane nazwiskami ludzi ze świata show-biznesu nie są oczywiście zjawiskiem nowym. Jego początków należy szukać w powstaniu amerykańskiego przemysłu filmowego, kiedy to aktorzy byli proszeni o spisanie wspomnień, udzielenie wywiadu rzeki czy opublikowanie swego życiorysu. Z czasem zjawisko to objęło także innych znanych ludzi: muzyków, dziennikarzy polityków.

Moda ta, choć z pewnym opóźnieniem, dotarła również nad Wisłę. W związku z tym obserwujemy wysyp gwiazdorskiej literatury. Jedna wizyta w księgarni wystarczy, by znaleźć odpowiedź na iście filozoficzne pytanie Kingi Rusin, co z tym życiem; poznanie sekretu powrotu do formy po porodzie Kasi Cichopek i sposobów Krzysztofa Ibisza na atletyczną sylwetkę. Jeśli nadal jesteśmy głodni wiedzy, z pomocą przychodzi nam Jolanta Kwaśniewska, udzielając "Lekcji stylu". Potrzebę wzruszeń doskonale zaspokoi nam Weronika Marczuk-Pazura, która, chcąc być jak agent, rozpaczliwie próbuje odbudować swój wizerunek i zyskać nowe źródło dochodu.

Trudno uwierzyć, że kiedyś opublikowanie jakiegokolwiek utworu wymagało nie tylko odwagi, ale także wiedzy i doświadczenia życiowego. Autorzy cieszyli się dużym uznaniem publiczności, otaczała ich pewna aura tajemnicy, która wydaje się warunkiem koniecznym do powstawania dobrej literatury. To se ne vrati -można tylko pomyśleć z żalem. Dziś bowiem pisarze aspirują do miana gwiazd popkultury. Zamiast w samotności oddawać się refleksjom na temat sensu istnienia, wolą niezdarnie pląsać na parkiecie "Tańca z Gwiazdami" lub popisywać się zdolnościami kulinarnymi w porannych programach śniadaniowych. W dobie czasopism kolorowych i tabloidów o tajemnicy też nie może być mowy. Ludzie pióra namawiani są do ujawniania w wywiadach szczegółów swojego życia prywatnego. Wszystko to oczywiście w imię poprawienia wyników sprzedaży i ocieplenia wizerunku.

Nakręcaniu marketingowej machiny poza książkami znanych i lubianych służą także historie tzw. zwykłych ludzi, doświadczonych boleśnie przez los. Osoby przeżywające życiowy dramat padają ofiarami wydawców często w chwilę po wydarzeniu. Idealnym przykładem jest tu więziona przez porywacza Natascha Kampusch czy Henryka Krzywonos-Strycharska, której biografia ukazała się niemalże zaraz po wystąpieniu w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 2010 r.

Istotną kwestią jest, na ile gwiazdy są faktycznymi autorami swoich książek? Za gotowym produktem stoi często cały sztab specjalistów: redaktorów, konsultantów, ghostwriterów. I tak za książkę Cichopek odpowiada dziennikarka Sylwia Niemczyk-Opońska, współautorem książki Ibisza jest natomiast scenarzysta Maciej Kraszewski. Tylko Marczuk przyznaje, że świadomie zrezygnowała z pomocy profesjonalistów. Nazwiska tych właściwych twórców nie są oczywiście eksponowane. Nie od dziś wiadomo bowiem, że błyszczeć mają gwiazdy, bo to one są gwarancją dużych zysków.

Przeglądając ofertę nowości wydawniczych, stwierdzam, że nic nie wskazuje na to, aby tendencja ta miała ulec zmianie. Na rynku pojawiają się coraz bardziej kuriozalne przykłady literackiej aktywności celebrytów. Pewna serialowa aktorka, nie mogąc pochwalić się bogatym dorobkiem zawodowym bądź interesującą pasją, postanowiła popełnić dzieło pt.: „Koty i ich sławni ludzie”. Aż strach pomyśleć, co będzie dalej?

Dalej mamy jednak możliwość wyboru. Oczywistą sprawą jest, że wydawcy będą schlebiać gustom mas, a skoro jest popyt, trudno dziwić się jego wykorzystywaniu. Można co prawda prowadzić ożywione dyskusje na temat upadku kultury. Są one jednak bezcelowe, dopóki wchodząc do księgarni, możemy zdecydować, czy wolimy spędzić czas na lekturze Dostojewskiego, czy odkrywać mądrości życiowe celebrytów. Choć prawdą jest, że pisać każdy może, a cierpliwy papier przyjmie wszystko, to na szczęście nie każdy musi te literacko podobne twory czytać i tego należy się trzymać.


sobota, 7 kwietnia 2012

Przepis na sukces


Śledząc losy bohaterów i słuchając dialogów w polskich serialach, wielokrotnie zastanawiałam się nad kluczem, według którego tworzone są scenariusze, i w czym tkwi sekret olbrzymiej popularności produkcji, które w dużej mierze są ciężkostrawną papką dla średnio zaawansowanych? Oto wyniki mojego dochodzenia w pigułce.

Z miłością w tytule
Nie od dziś wiadomo, że dobry tytuł to połowa sukcesu. Zasadę tę bardzo szybko pojęła i wprowadziła w życie znawczyni branży Ilona Łepkowska, tworząc serialową epopeję pt. „M jak miłość”. Jak wiadomo, miłość to uczucie, które powszechnie budzi wiele pozytywnych emocji i skojarzeń, a jego wielowymiarowość pozwala twórcom na dowolne komplikowanie akcji i rozpisywanie wątków na wiele lat do przodu. I tak ruszyła lawina – czujna konkurencja nie chciała pozostać w tyle i zabrała się do pracy. Jej efektem były kolejne miłosne tasiemce „Pierwsza miłość” i „Tylko miłość”, które również cieszyły się dużą oglądalnością.

Wsi spokojna, wsi wesoła
Ten motyw do polskiego serialu wprowadził Jan Purzycki, tworząc „Złotopolskich”. Produkcja szybko zyskała sympatię zwłaszcza w środowiskach wiejskich. Wydawało się, że nie zagości na antenie za długo, a jednak. Z czasem ludność zadymionych miast zatęskniła za ciszą i spokojem pól i łąk. Ogłoszono powrót do natury i zaczęto spożywać ekologiczne posiłki. W tej potrzebie należy upatrywać sukcesu kolejnych „wiejskich” seriali, czyli „Rancza”, „Blondynki” i „Domu nad rozlewiskiem”.

Beczka śmiechu i wesela
Na słynnym zdaniu „z kogo się śmiejecie – z samych siebie się śmiejecie” zdaje się opierać popularność sitcomów w Polsce. Niekwestionowanym królem tej kategorii jest „Świat według Kiepskich”, przedstawiający w przerysowany sposób obraz Polski B. W konwencji komediowej została sportretowana klasa pracująca w „Heli w opałach”. Szkoda tylko, że rodzime scenariusze nie dorównują kunsztem swym zachodnim pierwowzorom, a gagi zamiast szczerego śmiechu budzą raczej zażenowanie. Honor w tej materii ratuje słynna już „Niania”, równie dobra bądź lepsza niż oryginał. Niewątpliwym światełkiem w tunelu są też świetne „Usta usta” – pierwszy tego typu format na polskim rynku, gdzie w błyskotliwy, zabawny i ironiczny sposób potraktowane zostały tematy tabu i życiowe dramaty. Można więc odetchnąć z ulgą, skoro raz się udało, to może jest nadzieja?

Brudny Harry
Poczucie bezpieczeństwa jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Każdy z nas marzył o tym, by o jego spokój troszczył się uczciwy stróż prawa, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Wielu z nas podziwiało Clinta Eastwooda i kibicowało Kevinowi Costnerowi w jego walce z pazernymi bogaczami. Jeśli przypomnimy sobie wszystkie te fascynacje, z całą pewnością przestanie nas dziwić olbrzymie zainteresowanie serialami typu „Kryminalni” czy „Oficer”, gdzie dobro niszczy zło, słowo spełnia się, a słabsi wygrywają z silnymi. Jego źródło leży właśnie w tych starych jak świat wartościach.

Do krwi ostatniej
Nastroje społeczne w kraju są jedną z przyczyn szczególnie nasilonego ostatnio powrotu do tematyki historycznej. Na tej fali powstał serial „Czas honoru” i emitowany ostatnio „Wojna i miłość 1920”. Nie od dziś wiadomo, że jesteśmy narodem, który potrafi cierpieć jak żaden inny, ale w jeszcze większym stopniu jesteśmy głodni sukcesów, zwłaszcza tych spektakularnych na dużą skalę. Scenarzyści, obserwując tę przyjazną koniunkturę, wprost nie mogli przepuścić tak dobrej okazji. Zręcznie wykorzystując niełatwą historię naszego kraju, dodając do niej bardziej uniwersalne wątki, zaserwowali dania w 100% odpowiadające naszym aktualnym gustom. W ten oto sposób znów sukces jest gwarantowany.

Teoretycznie wszystko się zgadza – przepis jest prosty, łatwy do wykonania, a co najważniejsze zawsze wychodzi, więc czegóż chcieć więcej? Zdaje się jednak, że szefowie „kuchni” w postaci dyrektorów programowych stacji telewizyjnych nie doceniają swoich gości. Wciąż serwuje się nam bowiem ten sam posiłek, składający się w 80% z mocno przesłodzonej mazi. Polscy scenarzyści wychodzą z założenia, że ilość cukru w cukrze po prostu musi się zgadzać. A czasem przecież ma się ochotę na pełnokrwistego befsztyka, czyż nie? Miłośnicy konkretnych dań muszą zadowolić się zachodnimi propozycjami. W najbliższym czasie nie zanosi się na to, że zobaczymy choćby polskiego „Doktora House’a”. Wielbiciele swojskiej kuchni mogą jedynie uraczyć się przaśnym „Na dobre i na złe”. Patrząc na dużą część polskich seriali, ma się czasem ochotę zawołać z całych sił do producentów: czas na zmianę menu, panowie! Tylko czy naprawdę warto się tak wysilać, skoro zawsze można zmienić lokal? 

*Tekst opublikowany wcześniej w "Gazecie Młodych" http://gazeta.mlodych.pl/