piątek, 2 kwietnia 2021

Najlepsze książki marca


W marcu przeczytałam 10 książek.  Więcej napiszę jedynie o tych najlepszych.

1. Łuk Triumfalny Erich Maria Remarque, tł. Ryszard Wojnakowski - klasyk literatury, na którego wznowienie czekałam od dawna. Wreszcie jest, nowe wydanie ukazało się w lutym tego roku, nakładem wydawnictwa Rebis. Powieść wielka, powieść wybitna, która skradła moje serce. Fenomenalnie napisana historia Ravica - uchodźcy z Niemiec, który w przededniu wybuchu II wojny światowej ukrywa się we Francji, wykonując zawód lekarza pod fałszywym nazwiskiem. Opowieść o obezwładniającej, niemożliwej do spełniania miłości, która wywołuje zazdrość, tęsknotę i lęk jednocześnie. Traktat o kondycji ludzkiej, zawodności człowieka, zemście - jej zasadności i konsekwencjach. Głównym bohaterem jest tu również nocny Paryż - miasto podejrzanych spelunek, burdeli, małych hotelików ukrytych w ciemnych zaułkach. Najlepsze zdanie o tej książce, które usłyszałam w jednej z recenzji brzmi: opakowana w papier i twardą oprawę depresja instant. Trudno się nie zgodzić. To powieść totalna, kompletna, tragiczna, do której idealnie pasuje zdanie: napisana z epickim rozmachem. Zdecydowanie najlepsza książka przeczytana przeze mnie w marcu i jedna z najważniejszych przeczytanych w życiu.

https://www.rebis.com.pl/pl/book-luk-triumfalny-erich-maria-remarque,b46889.html

2. O tym się nie mówi Emilie Pine, tł. Joanna Figiel - zbiór niezwykle osobistych esejów irlandzkiej eseistki, w których autorka przełamuje wiele społecznych tabu. O alkoholizmie ojca, rozwodzie rodziców, przemocy, zaburzeniach odżywiania, chęci posiadania dziecka i niemożności zajścia w ciążę, poronieniu, menstruacji. Pine pisze szczerze, odważnie, bez grama lukru. Całość jest mocna, soczysta, głęboko poruszająca i skłaniająca do przemyśleń. Faktycznie o tym się nie mówi na co dzień, przy herbacie, dlatego cały czas warto o tym czytać, zwłaszcza w takim wydaniu.

https://wydawnictwocyranka.pl/product/o-tym-sie-nie-mowi/?v=9b7d173b068d

3. Pustostany Dorota Kotas - przyznam, że po przeczytaniu opisu na czwartej stronie okładki w ogóle nie byłam zainteresowana czytaniem tej książki, wydawała mi się zbyt abstrakcyjna na mój gust. Nie przekonały mnie do tego również nagrody, które otrzymała za nią autorka. Dopiero zainteresowanie drugą książką Kotas, która ma się ukazać 14 kwietnia sprawiło, że postanowiłam dać szansę tej pierwszej i w ten sposób, w końcu się spotkałyśmy. Była to ciekawa przygoda. Pustostany to faktycznie dość abstrakcyjny zbiór opowiadań o bezrobotnej kobiecie zamieszkującej opuszczoną kamienicę na warszawskiej Pradze. Tym, co rzuca się w oczy i przyciąga uwagę od pierwszych stron jest specyficzny język używany przez Kotas. Mnóstwo tu ironii i sarkazmu, które uwielbiam oraz celnych obserwacji na temat polskiej rzeczywistości, np. takich:

Poczta zawsze wygląda tak samo. Jest jak Polska w skali mikro. Makieta najważniejszych symboli i mieszanina czołowych mitów narodowych. To największy znany mi dom handlowy, który nie jest domem handlowym. Eldorado pełne kalendarzy z przepisami na mięso z siostry Anastazji, kolorowanek z sarmatami i naklejkami gratis , ręczników z wyszytymi złotą nicią tytułami honorowymi Mąż i Żona oraz foremek do pieczenia drożdżowej baby dla baby.* 

Takich perełek jest w tej książce znacznie więcej. Do tego mamy świat wykreowany na granicy jawy i snu, w którym, co chwila nie wiemy już, co jest prawdą, a co zmyśleniem i nieprzystosowaną społecznie, wysoko wrażliwą, na pierwszy rzut oka socjopatyczną bohaterkę. Intrygujący miks. Pustostany należy czytać powoli, dawkować sobie w małych ilościach, najlepiej po jednym rozdziale/ opowiadaniu dziennie. Wtedy można bez problemu zobaczyć i docenić wszystkie walory tego stylu pisania. Mój błąd polegał na tym, że, z uwagi na małą objętość, potraktowałam ją , jak powieść do przeczytania "na raz". A ta proza czytana w ten sposób po jakimś czasie zaczyna męczyć, staje się duszna, za ciasna i w rezultacie ciężka do strawienia. Nie mam jednak wątpliwości, że Dorota Kotas jest zapowiedzią dużego talentu, który w tym momencie wymaga jeszcze delikatnego oszlifowania. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autorki.

http://niebieskastudnia.pl/index.php?s=kw&i=82

4. Dryfując do Betlejem Joan Didion, tł. Mikołaj Denderski - twórczość Didion znałam dotychczas jedynie ze świetnej książki Rok magicznego myślenia. Od razu po jej przeczytaniu wiedziałam, że chcę poznać całą twórczość autorki. Zbiór reportaży wydany w Polsce w lutym był doskonałą okazją do tego. Reportaże powstały w latach 60. XX wieku publikowane m.in: w "Saturday Evening Post", "New York Time Magazine". Są to teksty na wskroś amerykańskie, często dotyczące małych, pozornie nieistotnych fragmentów rzeczywistości. Choć niektóre z nich nie oparły się upływowi czasu, to większość, przede wszystkim dzięki stylowi pisania Didion - od ogółu do szczegółu, skupieniu na historii pojedynczych osób, ich charakterze i próbie zrozumienia postępowania, wciąż jest interesująca w lekturze i wywołuje apetyt na więcej.

https://wydawnictwocyranka.pl/product/dryfujac-do-betlejem/?v=9b7d173b068d

5. Odeszło, zostało Jennifer Croft, tł. Robert Sudół - o książce pisałam tu.

*Cytowany fragment pochodzi z omawianej książki.


wtorek, 30 marca 2021

Odeszło, zostało - Jennifer Croft, tł. Robert Sudół


Jennifer Croft zaprasza czytelników do obejrzenia jej rodzinnego albumu. Po wejściu w ten intymny, często bardzo prywatny świat autorki, okazuje się, że wielu z nas odnajdzie tam fragmenty własnych historii i sposobu odczuwania świata.

Na wstępie przyznam, że nie zwróciłabym uwagi na tę książkę, gdyby nie fakt, że Croft jest tłumaczką książek Olgi Tokarczuk. To przykuło moją uwagę i wzbudziło ciekawość tytułem. Była to słuszna intuicja.

Historia sióstr - starszej Amy, której pasją jest fotografia oraz młodszej Zoe została przedstawiona w postaci migawek, pojedynczych scen, kadrów zatrzymanych w czasie i pamięci W tym fotograficznym zapisie obserwujemy codzienność Amy i Zoe, które oglądają razem telewizję, odwiedzają dziadków, chowają się w schowku przed tornadami. Ważnym momentem w ich relacji jest zdiagnozowanie choroby nowotworowej  u Zoe. Nieśmiała Amy boi się o siostrę, czuje jeszcze większą odpowiedzialność za nią, spędzają razem więcej czasu, podczas edukacji domowej. Choroba Zoe zmienia życie rodziny, ale w nim nie dominuje. Płynnie wchodzimy w okres dojrzewania. Siostry przeżywają wspólną wyprawę do drogerii po pierwsze środki higieniczne, u Amy pojawia się fascynacja nauczycielem języka rosyjskiego. Po raz pierwszy obserwujemy u niej również potrzebę posiadania własnej, niezwiązanej z Zoe przestrzeni. W związku z tym przychodzi również czas na pierwsze tajemnice. Kolejne szczeble edukacji pozwalają Amy wybić się na niezależność i rozstać z siostrą.

Niezwykle ważną, równorzędną częścią tej prozy są zdjęcia. Uzupełniają ją, dopowiadają, ale przede wszystkim otwierają czytelnikom pole do własnych interpretacji, przemyśleń. W całości tworzą osobną, równoległą narrację. Jednocześnie ich duża ilość w tak krótkim tekście nieco rozprasza uwagę, nie pozwala odpowiednio skupić się na losach bohaterek, a tym samym przywiązać do nich i przeżyć właściwie ich historii.

W Odeszło, zostało, widać, jak ważne dla Croft są słowa i język. Dobiera je ostrożnie, waży z uwagą. O rzeczach najważniejszych: miłości, tęsknocie, lęku, chorobie pisze z dużą wrażliwością, ale bez odrobiny patosu, egzaltacji. O tematach trudnych: niezrozumieniu, braku akceptacji, zaburzeniach odżywiania, próbie samobójczej -  z dystansem, na chłodno. Co ważne, w żadnym fragmencie nie próbuje szantażować emocjonalnie czytelników. Wszystkie emocje pulsują tu pod skórą, są ukryte pod powierzchnią tekstu. Croft pilnuje, by uwalniały się powoli, nie przejęły kontroli nad percepcją całości. Język używany przez autorkę jest prosty, momentami naiwny, mający podkreślić perspektywę dziecka.

To nie jest wielka literatura i trudno oprzeć się wrażeniu, że nie rości sobie praw do tego typu określeń. To proza oszczędna, kameralna, intymna. Prezentowana czytelnikowi z dużą nieśmiałością i licznymi obawami. Wyrosła na gruncie osobistego doświadczenia. W związku z tym bardzo trudno ją oceniać. Z jednej strony mamy tu uniwersalną powieść o dojrzewaniu, z drugiej, prozę autobiograficzną, skupioną na opisie codzienności. Może więc wystarczy napisać zwyczajnie: po prostu dobrą literaturę. 

Nie udało mi się podczas lektury przywiązać  do bohaterek, opowieść nie poruszyła we mnie tych najczulszych strun. Niemniej dostrzegam jej wszystkie wzruszające momenty. Najcenniejsze w tej prozie są jednak: język i oryginalna forma. To właśnie z uwagi na nie warto zapoznać się z tą historią.

Odeszło, zostało J. Croft, tł. R. Sudół, Wydawnictwo Literackie 2021.
* Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za przekazanie egzemplarza do recenzji.


wtorek, 2 marca 2021

Czytelnicze podsumowanie lutego


W najkrótszym miesiącu roku przeczytałam mało książek i w ogóle nie mogłam się zabrać do pisania o nich. W końcu postanowiłam się zmobilizować i oto jest, tekst podsumowujący moje lutowe osiągnięcia.

1. Matka wszystkich pytań Rebecca Solnit, tł. Barbara Kopeć-Umiastowska - W najnowszej książce Solnit kontynuuje misję uświadamiania nam, że wciąż żyjemy w świecie zdominowanym przez patriarchat, wskazuje, ile jeszcze mamy do zrobienia, by to zmienić, zauważa również to, co już zmieniło się na lepsze. Pisze o uciszaniu kobiet, pomijaniu, odbieraniu im głosu i prawa do decydowania o sobie i swoim ciele. O wymazywaniu z historii, choćby poprzez utrwalanie stereotypu, że w dawnych czasach to mężczyźni wyruszali na polowanie, a kobiety czekały na nich, siedząc bezczynnie w jaskiniach. O kulturze gwałtu, w której wciąż świadectwa kobiet uznaje się za bezwartościowe i powszechne jest przekonanie o tym, że "sama jest sobie winna, bo..." . O przemocy domowej: fizycznej i psychicznej O tym, że coraz więcej mężczyzn rozumie, czym i po co jest feminizm i staje się feministami. Problem uciszenia dotyczy również ich, choćby przez wpajanie im od dziecka, że nie powinni okazywać emocji, bo to niemęskie. Solnit pisze bardzo bezpośrednim, momentami wręcz kolokwialnym językiem. Pisze zadziornie, zaczepnie, konfrontacyjnie, polemicznie. Pisze tak, że recenzje jej książek mogłyby być jednym, bardzo obszernym cytatem. Matka wszystkich pytań, nie jest krokiem milowym w twórczości eseistki, bardziej jest kolejnym etapem na drodze do budowania, kształtowania i zmieniania świadomości społecznej w temacie szeroko pojętej opresji kobiet. Nie jest to też żadne odkrycie Ameryki, bo o tych sprawach mówi się już od dawna. Smutne jest to, że mimo upływu lat, rozwoju cywilizacyjnego i zmianach w świadomości, wciąż są one tak boleśnie aktualne, w zasadzie pod każdą szerokością geograficzną. Że wciąż trzeba mówić o tym głośno, przypominać, tłumaczyć, przekonywać uświadamiać. I całe szczęście, że jest ktoś taki, jak Rebecca Solnit, kto robi to w sposób prosty i zrozumiały dla wszystkich.

* Dziękuję Wydawnictwu Karakter za przekazanie egzemplarza do recenzji.

2. Dom duchów Isabel Allende, tł. Zbigniew Marcin Kowalewski - klasyka literatury sprzed blisko 40 lat, ostatnio pięknie wznowiona przez Wydawnictwo Marginesy. Saga o rodzinie temperamentnego Estebana Trueby. Choć głównym bohaterem na pierwszy rzut oka wydaje się mężczyzna, tak naprawdę jest to powieść o kobietach, ich sile wzajemnym wsparciu i więzach rodzinnych, z których nie sposób się uwolnić. Pięknie napisana historia o miłości, odwadze, nienawiści i zemście. Mamy tu świetnie skonstruowanych bohaterów, do których przywiązujemy się od pierwszych stron, trzymającą w napięciu, gęstą od emocji fabułę. Mamy również sporą dawkę realizmu magicznego, który jednak w żaden sposób nie zaburza harmonii całości, a jedynie dodaje jej smaku i charakteru. Literatura doskonała.

* Dziękuję Wydawnictwu Marginesy za przekazanie egzemplarza do recenzji.

3. Wegetarianka Han Kang, tł. Justyna Najbar-Miller, Choi Jeong In - Yong -hye nawiedzają makabryczne sny. W związku z tym z dnia na dzień postanawia przestać jeść mięso. Ta decyzja na zawsze odmieni jej życie. Gdybym miała określić tę książkę dwoma przymiotnikami, napisałabym : dziwna i osobliwa. Spodziewałam się po niej zupełnie czego innego, niż finalnie otrzymałam. Myślałam, że będzie to zaangażowana społecznie powieść, dostałam: studium szaleństwa, przemocy, dewiacji seksualnych i  swego rodzaju odczłowieczenia. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że autorka w rozwiązaniach fabularnych poszła "o jeden most za daleko", gubiąc po drodze myśl przewodnią i główny wątek. W efekcie uczyniło to tekst niezrozumiałym i nieprzystępnym. Szkoda.

https://www.gwfoksal.pl/wegetarianka-han-kang-sku194a3099cf8a7e5e2011.html

4. Rozmowy z przyjaciółmi Sally Rooney, tł. Łukasz Witczak - Pierwsza wydana w Polsce w zeszłym roku powieść autorki: Normalni ludzie mnie zachwyciła i trafiła na listę najlepszych książek 2020 roku. Druga, będąca jej literackim debiutem, która u nas ukazała się niedawno jest jednym z największych tegorocznych rozczarowań. Młoda kobieta Frances występuje wraz ze swoją byłą dziewczyną Bobbi na slamach poetyckich. Tam pewnego dnia poznają znaną dziennikarkę Melissę oraz jej męża Nicka - aktora. W ten sposób trafiają do świata wyższych sfer. Tekst w całości jest klasycznym small talkiem udającym pogłębioną rozmowę. Pogłębioną, bo mamy tu całą masę aktualnych tematów: różnice klasowe, ekonomiczne, LGBT, uchodźcy, mamy celne miejscami obserwacje, niby poczucie humoru i niby błyskotliwość, która jednak w rezultacie tworzy miałką, mocno przegadaną i ciężkostrawną papkę. Niedobrym, szkodliwym względem autorów pomysłem wydawców jest wydawanie debiutów po uznanych i lubianych powieściach. Gdyby Rozmowy z przyjaciółmi ukazały się u nas prawidłowo jako pierwsza książka Rooney, można by ją uznać za niezłą wprawkę przed drugą powieścią. Jako druga po Normalnych ludziach, pozostawia jedynie złe wrażenie i budzi wątpliwości, co do talentu i warsztatu pisarskiego autorki.

https://www.gwfoksal.pl/rozmowy-z-przyjaciolmi-sally-rooney-sku1605bad37aa38cbd9464.html

5. Miss Birmy Charmaine Craig, tł. Jolanta Kozak - saga rodzinna z historią Birmy i polityką w tle. Pochodząca z ludu Karenów Khin przyjeżdża do Akyab - miasta położonego w zachodniej Birmie, tuż przed wybuchem II wojny światowej. Pracuje jako pomoc domowa. Pewnego dnia poznaje Benny'ego, który jest Żydem. Podziały etniczne, konflikty zbrojne, wielka polityka położą się cieniem na ich wspólnym życiu. Niezwykle cenne jest to, że autorka pokazuje historię Birmy - kraju nieobecnego w powszechnej świadomości i często pomijanego w przekazach medialnych. W tym miejscu żyje ponad 140 grup etnicznych i narodów. Dwie największe: Bamarowie i Karenowie - żyją w ciągłym konflikcie i mają inne wizje państwa. Przede wszystkim jest to jednak powieść o sytuacji kobiet w klasowym, patriarchalnym społeczeństwie. O ich sile i odwadze w walce o siebie. Ta kobieca perspektywa wyróżnia powieść na tle innych. Dobrze napisana, choć nie pozbawiona mankamentów realizacyjnych. Otwiera oczy na nieznany fragment historii i znacząco poszerza perspektywę.

https://wydawnictwowam.pl/prod.miss-birmy.22893.htm?sku=81307





piątek, 12 lutego 2021

Najlepsze książki stycznia


Spośród wszystkich przeczytanych w styczniu książek postanowiłam wybrać dwa najlepsze tytuły i omówić je szerzej.

1. Gorzko, gorzko Joanna Bator - najnowszą powieścią laureatka Nike wraca do świetnej formy pisarskiej i na Dolny Śląsk. Saga o losach czterech pokoleń kobiet z rodziny Serce to wielowątkowa opowieść o losie powtórzonym, tęsknocie, niespełnieniu, ale też o odwadze i sile, by walczyć o siebie i dzień po dniu stawiać czoła fatalnym okolicznościom życiowym. Prababka -  Berta Koch została wychowana w uzdrowiskowym miasteczku na Dolnym Śląsku, przez surowego ojca -  rzeźnika, który przekazał jej swój fach. Jedyne, o czym marzyła przez całe życie to wielka miłość. I właśnie takie fatalne zauroczenie, w konsekwencji zaprowadziło ją do więzienia. Urodzona w zakładzie karnym babka Barbara trafia do sierocińca - przez całe życie starała się zasłużyć na miłość i przez całe swoje życie nie wierzyła, ze jest to możliwe. Córkę urodziła na długo przed trafieniem do więzienia. Jedynym marzeniem Violetty było to, by wyrwać się z ciasnej klitki przy placu Górnika do lepszego życia, oczywiście w towarzystwie rycerza wyjętego wprost z komedii romantycznej lub popularnego romansu. Przez całe życie goniła za marzeniami, uciekała przed wszelką odpowiedzialnością i konfrontacją z rzeczywistością. Jej córka - Kalina jest dziełem przypadku, efektem klasycznej wpadki. Ze wspomnień, zasłyszanych na ich temat historii usiłuje złożyć i zapisać opowieść, by móc wreszcie odnaleźć siebie i swoją tożsamość. Bator stworzyła pełnokrwiste, wyraziste bohaterki, do których się przywiązujemy od pierwszych stron i, których losy śledzimy z ciekawością i zapartym tchem do samego końca. Powieść jest doskonale napisana i skonstruowana. Przeplatające się na przemian historie doskonale się uzupełniają, Mimo dużej objętości (656) udaje się utrzymać uwagę czytelnika. Mamy też idealny miks stylów. Podobnie jak w poprzednich powieściach Bator pojawia się realizm magiczny, który pozostaje w harmonii z faktami i przemyśleniami bohaterek. Ten element magiczny występuje w charakterze przyprawy, która nie zaburza całości narracji i nie odbiera jej powagi. Ogromne wrażenie robi też język i epicki rozmach powieści. Bator potrafi z jednego zdania stworzyć mikropowieść, które na długo zapada w pamięć. Mimo że świat przedstawiony w Gorzko, gorzko jest smutny i trudny, to nie chcemy go opuszczać, bo hipnotyzuje i zasysa. To niezwykle intensywna, dynamiczna proza, o której trudno zapomnieć.

https://www.znak.com.pl/ksiazka/gorzko-gorzko--180665?query=gorzko

2. Amerykańska choroba. Szpitalne zapiski o wolności Timothy Snyder, tł. Bartłomiej Pietrzyk

Snyder to wybitny amerykański historyk, politolog, intelektualista. Autor m.in: O tyranii, Czerwonego Księcia, Skrwawionych ziem. Tym razem napisał książkę wywodzącą się z bardzo osobistych doświadczeń. W grudniu 2019 roku z powodu bardzo złego samopoczucia trafił do szpitala w Niemczech. Lekarze nie rozpoznali zapalenia wyrostka robaczkowego i po jednej dobie został wypisany ze szpitala. Złe samopoczucie nie ustępowało, dwa tygodnie później, po powrocie do Stanów Zjednoczonych ponownie trafił do szpitala, tym razem w Connecticut, gdzie lekarze wycięli mu ślepą kiszkę i znów po jednym dniu pobytu wypisali do domu. Autor udał się wraz z rodziną na urlop na Florydę, gdzie po raz kolejny poczuł się bardzo źle - odczuwał drętwienie rąk i nóg. Znalazł się w szpitalu, z którego po raz kolejny wypisano go po jednym dniu. Wrócił do domu w New Haven, gdzie wykłada historię na Uniwersytecie Yale. 29 grudnia 2019 roku ponownie znalazł się w szpitalu, w związku z gwałtownym pogorszeniem stanu zdrowia. Tym razem na prawidłową, w końcu diagnozę czekał przez 17 godzin na Izbie Przyjęć. Szereg błędnych decyzji i przeoczeń lekarzy doprowadziło Snydera do sepsy, stanu zagrożenia życia i konieczności walki o nie. Te dramatyczne doświadczenia stały się dla niego pretekstem do napisania swoistego aktu oskarżenia przeciwko amerykańskiemu systemowi opieki zdrowotnej i polityce Donalda Trumpa. Skłoniły go również do refleksji nad tym, czym jest wolność i, co oznacza w kontekście choroby?  Snyder stawia tezę, że nie ma wolności bez sprawnie działającej służby zdrowia. I, jeśli Ameryka w dalszym ciągu chce się uważać za ojczyznę wolności musi w radykalny sposób zreformować cały system opieki zdrowotnej, bo obecnie nie pomaga on ludziom, nie chroni ich zdrowia i życia. Jako jego największą wadę wskazuje fakt, że służba zdrowia traktowana jest w Stanach Zjednoczonych, jak biznes, nastawiony na zwiększanie zysków szpitali, klinik, firm farmaceutycznych. Dobro pacjenta ma w tym wszystkim drugo, a nawet trzecio- rzędne znaczenie. Lekarze natomiast są w tym systemie podwykonawcami, trybikami, którzy działają tak, jak oczekuje tego, nastawiony na maksymalizację zysków system. Wykazane są tu także ogromne nierówności: klasowe, rasowe, a przede wszystkim ekonomiczne w dostępie do ochrony zdrowia. Przykład Snydera pokazuje, że nawet posiadanie odpowiedniego statusu i dużej ilości pieniędzy, wcale nie gwarantuje uzyskania rzetelnej, fachowej pomocy i opieki medycznej. Autor dużo uwagi poświęca również polityce Donalda Trumpa. Pokazuje, w jaki sposób: ignorancja, niewiedza, brak środków ochrony, braki kadrowe, oszczędność i złe zarządzanie pandemią koronawirusa doprowadziły Stany Zjednoczone do katastrofy. Świetnie napisana, niezwykle aktualna, ważna i potrzebna książka. Tym cenniejsza, że wyrosła na gruncie osobistych, dramatycznych doświadczeń. Choć dotyczy amerykańskiego systemu ochrony zdrowia, można tu znaleźć wiele uniwersalnych refleksji i spostrzeżeń, które śmiało można odnieść do tego, co dzieje się obecnie w służbie zdrowia na naszym, krajowym podwórku.

* Dziękuję Wydawnictwu Znak za przekazanie egzemplarza do recenzji.

poniedziałek, 1 lutego 2021

Zima - Ali Smith, tł. Jerzy Kozłowski

W drugim tomie cyklu Pory roku Ali Smith kontynuuje eksperymenty z pojęciem czasu i formą literacką.

Byłam przekonana, że Zima będzie kontynuacją Jesieni, która w ubiegłym roku wzbudziła mój zachwyt. Spodziewałam się, że poznam dalsze losy bohaterów, których zdążyłam polubić. Okazuje się, że Zima to odrębna powieść, którą można czytać niezależnie od pierwszego tomu. 

O czym jest ta książka? Najuczciwiej byłoby stwierdzić, że trudno powiedzieć, bo tak naprawdę, o wszystkim. Jak zwykle w twórczości Smith zatarte są granice gatunków, a ramy czasowe i fabularne, nie mają żadnego znaczenia. Przeszłość miesza się z przyszłością, a sny i wizje z bieżącymi wydarzeniami.

Art przyjeżdża na święta do domu  swojej matki Sophii z Lux - dziewczyną, którą zabrał w zastępstwie Charlotte, która niedawno go porzuciła. Niespodziewanie pojawia się tam również dawno nie widziana siostra matki - Iris - nielubiana, czarna owca w rodzinie o zdecydowanych, lewicowych poglądach.

Spotkanie przy wspólnym stole ujawnia podziały wewnątrzrodzinne, tajemnice z przeszłości, do tej pory skrzętnie zamiatane pod dywan, przemilczenia, kłamstwa. Różnice światopoglądowe prowadzą do eskalacji konfliktu między siostrami.

Arta regularnie nawiedzają dziwne wizje. Do jego świadomości usiłują się przedrzeć wszystkie sprawy, które dotychczas starał się wyprzeć z pamięci.

Obok tej zagmatwanej historii rodzinnej, mamy nawiązania do bieżących wydarzeń m.in emocjonalne komentarze do prezydentury Trumpa, czy kwestii globalnego ocieplenia.

W obu tomach pojawiają się liczne nawiązania literackie. Tym razem do Dickensa, Szekspira i Keatsa. Wydaje się, że Smith w swoim cyklu ma również misję przypominania różnych artystek. Tym razem jest to Barbara Hepworth. 

Zima, podobnie, jak jej poprzedniczka Jesień to gęsta, napisana pięknym językiem proza. Mnóstwo tu literackich tropów do odkrycia i publicystyki. Pozostawia wiele możliwości interpretacji. Można się w niej pogubić, można się w niej zatracić, można się nią zachwycić i można się nad nią zamyślić. Literatura nieoczywista, nie dająca się zaszufladkować, niełatwa w odbiorze, długo pozostająca w pamięci. Taka, która nie ma najmniejszego zamiaru podobać się wszystkim i spełniać jakiekolwiek oczekiwania. 

Jesień mnie zachwyciła, Zima nieco ten entuzjazm ostudziła. Niemniej jednak w dalszym ciągu z dużą ciekawością czekam na kolejne tomy z cyklu Pory roku. Nie ulega wątpliwości, że Ali Smith jest jedną z najbardziej oryginalnych, intrygujących, współczesnych pisarek.

Zima, A. Smith, tł. J. Kozłowski, Wydawnictwo W.A.B. 2021.

* Dziękuję Wydawnictwu W.A.B. za przekazanie egzemplarza do recenzji.


wtorek, 12 stycznia 2021

Najlepsze książki 2020 roku


Wreszcie jest! Długo oczekiwana, dobrze przemyślana, ściśle wyselekcjonowana lista najlepszych książek najdziwniejszego roku w najnowszej historii. W tym miejscu, w prawie wszystkich podsumowaniach tego typu pojawia się zdanie, że wybór był bardzo trudny i sprawił wiele problemów. Dla mnie akurat był prosty i przyjemny.

Nie przedstawię tu żadnych statystyk, liczby przeczytanych książek, bo nie czytam na wyścigi ani na czas. Dla mnie najważniejsze jest to, że w minionym roku nie przeczytałam żadnej złej książki, takiej, po której miałabym poczucie straconego czasu. Te, które w trakcie okazywały się rozczarowaniem, nie spełniły oczekiwań, porzucałam bez litości, nie dokańczając lektury. Czasy, kiedy byłam sumienną czytelniczką i męczyłam się, czytając do końca kiepskie książki, bo tak trzeba, na szczęście dawno mam już za sobą. To również uważam za swoje spore osiągnięcie. W związku z tym nie będę pisała również o najgorszych książkach minionego roku. Wystarczy, że raz już straciłam swoje pieniądze i czas na ich przeczytanie, wy nie musicie tego robić. Nie widzę powodu, żeby poświęcać im więcej uwagi.

Nie będzie to też żadna klasyczna lista 10, czy 20 najlepszych książek. W każdej kategorii będzie ich dokładnie tyle, ile naprawdę mi się podobało. Będzie krótko, zwięźle i mam nadzieję na temat, zatem przejdźmy do meritum.

I Literatura obca:

1. Złoty latawiec Dezső Kosztolányi, tł. Irena Makarewicz - niewątpliwie najlepsza książka, jaką przeczytałam w minionym roku. Klasyk literatury węgierskiej, którego powinni poznać wszyscy. mistrz suspensu, detalista. Zachwyca kunsztem językowym. Gęsta, wieloznaczna proza. Więcej o książce pisałam tu.

2. Wierzyliśmy jak nikt Rebecca Makkai, tł. Sebastian Musielak - świetny, ważny społecznie temat, doskonale zrealizowany. Moja recenzja tu.

3. Zbieranie kości Jesmyn Ward, tł. Jędrzej Polak - autorka w przejmujący sposób pisze o rodzinie, ludziach wykluczonych, znajdujących się na marginesie społeczeństwa oraz o Ameryce - takiej, której nie chcemy znać, i o której nie mamy pojęcia. Więcej o książce tu.

4. Normalni ludzie Sally Rooney, tł. Jerzy Kozłowski - Największe, pozytywne zaskoczenie tego roku. Książka, po której zupełnie nie spodziewałam się tego, co finalnie otrzymałam. Recenzja tu.

5. Jesień Ali Smith, tl. Jerzy Kozłowski - pierwsza część cyklu Pory roku. Rozbudziła ciekawość i apetyt na więcej. Czekam z niecierpliwością! Recenzja tu.

6. Była sobie rzeka Diane Setterfield, tł. Izabela Matuszewska - literatura popularna na wysokim poziomie. Książka z motywem rzeki, przez którą dosłownie się płynie. Z bohaterami, którzy zapadają w pamięć i, których nie chce się zostawiać. Do tego z najpiękniejszą według mnie okładką minionego roku..

II Literatura polska:

1. Bezmatek Mira Marcinów - O wyjątkowej, nie pozbawionej cierni relacji z matką. O śmierci, żałobie, przeżywaniu straty. Proza miażdżąca, rozrywająca serce. Zasysająca, do której można wracać i odkrywać wciąż na nowo.

2. Cudze słowa Wit Szostak - recenzja książki tu

3. Poufne Mikołaj Grynberg - prozę Grynberga cenię za kameralność, wrażliwość, niepowtarzalny, pełen czułości i empatii styl. Wszystko to jest w jego najnowszej książce, dodatkowo okraszone poczuciem humoru. Więcej o książce pisałam tu.

III Odkrycie roku:

Wit Szostak - autor uznany, z bogatym dorobkiem. Cudze słowa były moim pierwszym zetknięciem z twórczością tego niezwykłego pisarza. Zdarzenie to można określić mianem klasycznego złotego strzału. Cudze słowa wywołały u mnie zachwyt totalny, którego w literaturze polskiej nie doświadczyłam od lat. Zachwyciło mnie wszystko: konstrukcja powieści, język, erudycja, przewijające się motywy. Po tej lekturze natychmiast chciałam poznać pozostałe książki autora. Sięgnęłam po Wróżenie z wnętrzności, o której więcej piszę tu. Na półce czeka już na mnie Poniewczasie. W Internecie przeczytałam następujące zdanie o Szostaku: najbardziej utalentowany, nieznany szerszej publiczności polski autor. Niestety, trudno się z tą opinią nie zgodzić. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak zdolny pisarz nie okupuje jeszcze list bestsellerów w Polsce? Zamiast, a przynajmniej obok np. Twardocha, czy wielu innych mocno przereklamowanych, a znacznie mniej utalentowanych pisarzy. Mam nadzieję, że ta sytuacja wkrótce się zmieni i o Szostaku zrobi się głośno, tak, jak na to niewątpliwie zasługuje.

IV Ulubiona seria wydawnicza:

Niezmiennie jest to Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich Wydawnictwa Poznańskiego. Każda z książek tej serii, którą przeczytałam jest w jakiś sposób wyjątkowa i warta uwagi. Wszystkie polecam równie mocno. Poniżej zostawiam linki do recenzji.

Współczesna rodzina, Życie Sus, Blizna, Poparzone dziecko

V Debiut roku:

Za prozatorski debiut roku bez cienia wątpliwości uznaje nominowaną do Paszportów Polityki Mirę Marcinów i jej Bezmatek. W tej kategorii warto również zwrócić uwagę na Halny Igora Jarka, o którym pisałam tu.


środa, 6 stycznia 2021

Czytelnicze podsumowanie grudnia


Mija pierwszy tydzień stycznia, niemal wszyscy blogerzy zdążyli opublikować już rankingi najlepszych / najgorszych książek minionego roku, a ja dopiero teraz serwuje wam podsumowanie grudnia. Tak właśnie. Okres świąteczno-noworoczny był dla mnie czasem odpoczynku i ostatnią rzeczą, o której myślałam podczas tej przerwy było pisanie. Pierwszy tydzień roku, wydaje mi się doskonałym momentem na dokonywanie wszelkich podsumowań. Zanim jednak podsumuje cały rok i opublikuje własny ranking najlepszych książek, zapraszam na podsumowanie grudnia, w którym przeczytałam kilka bardzo dobrych tytułów.

1. Moja znikająca połowa Brit Bennett, tł. Jarosław Westermark - ta książka pojawiła się w wielu podsumowaniach roku. Zasłużenie. W założonym przez Afroamerykanów o jaśniejszej karnacji miasteczku Mallard w Luizjanie, w biednej rodzinie rodzą się bliźniaczki Stella i Desiree. Pewnego dnia uciekają z rodzinnych stron, by na nowo zbudować swoją tożsamość i znaleźć lepsze warunki do życia. Każda z nich wybiera jednak inną drogę do tego celu. To dobrze skonstruowana, napisana z rozmachem powieść o sile rodzinnych więzów, rasizmie, uprzedzeniach, a przede wszystkim poszukiwaniu, odkrywaniu i budowaniu swojej tożsamości. Mocno obecny jest tu również wątek kultury queer i transseksualności. Bennett stawia wiele istotnych pytań m.in o to, czy można oderwać się od korzeni, ile masek jesteśmy w stanie nałożyć i jak długo możemy w nich funkcjonować, czy jesteśmy tym, kim się czujemy, czy tym kogo pokazujemy światu?  Całość napisana jest z ogromnym wyczuciem, bez poszukiwania taniej sensacji i nadmiernej emocjonalności. Moja znikająca połowa to również doskonały przykład na to, że w literaturze współczesnej zmienia się sposób opowiadania historii. Podejmowane są tematy, które dotychczas były zupełnie pomijane, pojawiają się bohaterowie, którzy nie mieli swojej reprezentacji. 

* Dziękuję Wydawnictwu Agora za przekazanie egzemplarza do recenzji.

2. Złoty latawiec Dezső Kosztolányi, tł. Irena Makarewicz - klasyk literatury węgierskiej i jego najwybitniejsza powieść, która pod koniec ubiegłego roku nareszcie ukazała się w Polsce. Senne, węgierskie miasteczko, szkoła średnia - doświadczony nauczyciel matematyki i fizyki -  Antal Novak popada w konflikt ze słabym uczniem Vilim Lisznerem. W tle rozgrywa się porywająca historia miłosna z Hildą - nastoletnią córką Novaka w roli głównej. Kosztolányi jest mistrzem w opisywaniu detali, pozornie nieistotnych, błahych wydarzeń, które po czasie okazują się mieć decydujący, często tragiczny wpływ na losy jednostki. Doskonale nakreślone, niejednoznaczne postaci, świetny opis codzienności i atmosfery panującej w prowincjonalnym miasteczku. Powieść napisana w starym, pięknym stylu: z powolnie rozwijającą się narracją i ogromnym kunsztem językowym. Zdumiewa wielością poruszanych tematów (konflikt pokoleń, niezrozumienie jednostki i świata, samotność, pamięć i powrót do wspomnień z przeszłości) oraz mnogością możliwych interpretacji. Literatura wybitna.


* Dziękuję Wydawnictwu Officyna za przekazanie egzemplarza do recenzji.
  
 
3. Droga Pani Bird AJ Pearce, tł. Katarzyna Makaruk - Londyn, lata 40. XX wieku. Emmy Lake chce zostać korespondentką wojenną, przez przypadek trafia jednak do redakcji czasopisma "Przyjaciółka Kobiety" i dostaje tam posadę młodszej maszynistki, asystentki wiekowej Henrietty Bird - autorki porad. Odpowiada na listy czytelniczek. Lista tematów zakazanych do poruszania w rubryce jest długa, zasady konserwatywne, atmosfera panująca w redakcji sztywna. Z czasem Emmy, na przekór przełożonej stara się poszerzać obszar wolności, tak by sprostać oczekiwaniom i potrzebom czytelniczek w zmieniającej się, wojennej rzeczywistości. Literatura lekka, niezobowiązująca i niekonieczna. To, co początkowo wydawało się ciekawym pomysłem w miarę rozwoju akcji zaczyna zwyczajnie nużyć. Piękna, świąteczna okładka nie ma nic wspólnego z treścią książki, jest klasycznym zmyleniem czytelnika. Rozczarowanie, a szkoda, bo potencjał historii był spory.


* Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za przekazanie egzemplarza do recenzji.

4. Czuły narrator Olga Tokarczuk - zbiór esejów noblistki. W tekstach znajdziemy przede wszystkim bardzo osobistą historię czytania i pisania Tokarczuk. Autorka pisze o tym, jak i kiedy kształtował  i zmieniał się jej gust literacki, przedstawia swoich ulubionych bohaterów. Dużo uwagi poświęca swojej filozofii pisania i procesu twórczego. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ten zbiór jest ukłonem noblistki w stronę czytelnika, okazją do Jej bliższego poznania. Całość jest napisana bardzo przystępnym językiem. Doskonała rzecz dla tych, którzy chcieliby rozpocząć przygodę z twórczością pisarki, ale dotychczas bali się to zrobić, myśląc że jest ona dla nich za trudna, zbyt hermetyczna. 


* Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za przekazanie egzemplarza do recenzji.

5. Człowiek, który czeka. Pandemia na mansardzie Agnieszka Taborska - pierwszy, opublikowany jeszcze w końcówce ubiegłego roku dziennik czasu pandemii. Pisarka, historyczka sztuki, romanistka - Agnieszka Taborska, opowiada o życiu rozpiętym pomiędzy Ameryką, Europą i Warszawą. Dziennik obejmuje okres od 1 kwietnia do 27 czerwca 2020 roku. Opisy pandemicznej, warszawskiej codzienności, przeplatane są adekwatnymi cytatami z literatury i licznymi nawiązaniami do innych tekstów kultury. Całość napisana jest lekko, zabawnie erudycyjnie. Od opisywanych wydarzeń upłynęło jednak zbyt mało czasu, by móc w pełni docenić wartość tekstu i spojrzeć na niego z dystansu. W związku z tym obecnie czyta się to bardziej, jak kolekcję złych wspomnień, do których nie bardzo ma się ochotę wracać myślami.


* Dziękuję Wydawnictwu Lokator za przekazanie egzemplarza do recenzji. 

6. Świetlista republika Andres Barba, tł. Katarzyna Okrasko - W San Cristobal  - fikcyjnym miasteczku na skraju dżungli niepodziewanie pojawia grupa dzieci. Są biedne, brudne, głodne, posługują się własnym, specyficznym językiem. Z dnia na dzień stają się coraz bardziej agresywne wobec mieszkańców miasteczka. Spokój lokalnej społeczności zostaje zburzony raz na zawsze. Napisana, jak reportaż, dziwna, niepokojąca, porażająca proza. Autor od pierwszej strony niezwykle umiejętnie buduje atmosferę grozy i napięcia. Skłania do refleksji nad kondycją społeczną. Stawia wiele istotnych pytań o rolę dziecka w społeczeństwie, moralność, zasady i ich granice. Książka warta uwagi.


* Dziękuję Wydawnictwu Filtry za przekazanie egzemplarza do recenzji.

7. Nomadland. W drodze za pracą Jessica Bruder, tł. Martyna Tomczak - doskonały reportaż o środowisku amerykańskich Workkamperów, wędrownych robotników, którzy z różnych przyczyn porzucili swoje domy, zamieszkali w samochodach i wyruszyli w poszukiwaniu pracy. Bruder przeprowadziła dziesiątki rozmów z przedstawicielami tej grupy. Sama przez jakiś czas żyła w ten sposób, zatrudniła się również m. in przy zbiorach buraka cukrowego. Wszystko po to, by lepiej poznać ich styl życia, zwyczaje. Wyłania się z tego niezwykle poruszający obraz współczesnego niewolnictwa, nomadów - żyjących poza nawiasem społeczeństwa, częstokroć poniżanych i wyszydzanych, a jednocześnie ludzi wolnych i dumnych, którzy wciąż mają nadzieję, że kiedyś w końcu przestaną być traktowani, jak obywatele drugiej kategorii, o których nikt się nie upomina. Na podstawie tej książki powstał nagrodzony Złotym Lwem film ze znakomitą Frances McDormand w roli głównej, który, miejmy nadzieję wejdzie na ekrany kin w tym roku.