Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura obca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura obca. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 września 2021

Lato, gdy mama miała zielone oczy Tatiana Tibuleac, tł. Dominik Małecki

Lato, gdy mama miała zielone oczy Tatiany Tibuleac, to bez wątpienia najpiękniejsza i najbardziej wstrząsająca powieść o rodzinie i miłości, jaką przeczytałam w tym roku.

Tego ranka, gdy nienawidziłem jej bardziej niż kiedykolwiek, mama skończyła trzydzieści dziewięć lat. Była mała, i gruba, głupia i brzydka. Najbardziej bezużyteczna ze wszystkich matek, jakie dotąd istniały. Przyglądałem się jej przez okno; sterczała przed bramą szkoły jak żebraczka. Zabiłbym ją odłamkiem myśli.*

Ten mocny, przepełniony negatywnymi emocjami początek, zapowiada kolejną historię o zbuntowanym nastolatku, który za wszelką cenę chce się uwolnić od rodziców i wybić na niepodległość. Powieść jakich wiele, na temat stary jak świat. Nic bardziej mylnego, więc nie dajcie się zwieść. W tej niewielkiej, kameralnej powieści rumuńskiej pisarki nie ma absolutnie nic typowego.

Relacja Aleksego z matką od początku była trudna. Naznaczona bólem, cierpieniem, tragicznymi wydarzeniami, które sprawiają, że kobieta zupełnie nie jest w stanie wypełniać swojej roli, otoczyć syna należytą opieką. Jest matką niedoskonałą, a jej miłość jest niewystarczająca. Chłopiec czuje się odrzucony, niekochany, niezrozumiany przez nikogo. Do matki żywi wyłącznie nienawiść, pogardę, odrazę. 

Punktem zwrotnym jest śmiertelna choroba matki i ostatnie lato, które zostaje im darowane. Nie mogą cofnąć czasu, naprawić wyrządzonych krzywd, mogą jedynie ocalić czas, który im pozostał. Oboje bardzo się starają to zrobić. Obserwujemy powolną, stopniową ewolucję uczuć Aleksa. Kiedy role się odwracają, nienawiść, dzień po dniu wyparowuje z serca chłopca. Zostaje zastąpiona przez troskę, opiekuńczość, poczucie odpowiedzialności, próbę zrozumienia, wybaczenia, w końcu: ogromne przywiązanie i miłość. 

Tym, co robi największe, piorunujące wręcz wrażenie w powieści Tibuleac jest język. Brutalny, ostry, bezwzględny, szczery, bezkompromisowy, w miarę rozwoju fabuły urzeka poetyckością, prostotą pięknem, które wywołują wzruszenie i łzy. W zasadzie każde zdanie jest tu perłą, która zostaje w sercu na długo, Chce się je zaznaczać, przepisywać bez końca, po to, by zapamiętać już na zawsze.

W tym niezwykle intymnym monologu syna - narratora do matki udało się uchwycić meandry zawiłej, szczególnej relacji, która łączy dziecko z rodzicami. To proza niezwykle przejmująca, smutna, melancholijna, gęsta, zaskakująca, świetnie skonstruowana, zachwycająca. Po prostu wybitna i jedyna w swoim rodzaju.

T. Tibuleac, Lato, gdy mama miała zielone oczy, tł. D. Małecki, Wydawnictwo Książkowe Klimaty 2021.

* Cytat pochodzi z omawianej książki, s.6.

https://ksiazkoweklimaty.pl/ksiazka/102/lato-gdy-mama-miala-zielone-oczy



wtorek, 24 sierpnia 2021

Letnie lektury - część 4


Tym razem miało być lekko, przyjemnie, a przy tym ciekawie i mądrze. Udało się.

1. Modopolis. Dlaczego to, co nosimy, ma znaczenie, tł. Hanna Pasierska - produkcja ubrań, szybka moda upchnięta w sieciowych molochach i nasze nadmierne zakupy mają szkodliwy wpływ na środowisko. Warunki pracy w szwalniach produkujących dla modowych potentatów są fatalne. Katastrofa budowlana kompleksu Rana Plaza w Bangladeszu, uświadomiła wielu skalę tego zjawiska Mówi się o tym dużo, temat powraca coraz częściej, wraz z postępującymi zmianami klimatu, których skutki obserwujemy na co dzień. Choć świadomość społeczna w tej kwestii stale rośnie, dla niektórych wciąż są to puste, nic nie znaczące hasła. Dana Thomas postanowiła prześwietlić świat mody. Przeprowadziła dziesiątki rozmów z projektantami, właścicielami firm odzieżowych, szeregowymi pracownikami zakładów, innowatorami, chcącymi wprowadzać ekologiczne rozwiązania w branży mody. Thomas nie tylko wylicza grzechy, błędy i zaniechania przemysłu odzieżowego, ale również, a może przede wszystkim zastanawia się nad jego przyszłością i zmianami, które przyczyniłyby się w znaczący sposób do poprawy sytuacji. Modopolis to kompendium wiedzy, z mnóstwem konkretnych informacji i danych statystycznych, np. o tym, ile litrów wody potrzeba do wyprodukowania jednego t- shirtu i, jak szkodliwe dla środowiska jest wyprodukowanie jednej pary kultowych jeansów. Autorka wskazuje też, jakie proste zmiany naszych codziennych zachowań i nawyków zakupowych, mogą wpłynąć na poprawę kondycji środowiska. Niezwykle ważna, wartościowa pozycja, zarówno dla tych zorientowanych w temacie, jak i dla tych początkujących, którzy po prostu chcieliby wiedzieć więcej. Obowiązkowa dla wszystkich, którym los planety nie jest obojętny.

* Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za przekazanie egzemplarza do recenzji.

2. Nie w humorze Fran Lebowitz, tł. Łukasz Witczak - O Fran Lebovitz po raz pierwszy usłyszałam dzięki serialowi Netflixa Udawaj, że to miasto. W rozmowach z Martinem Scorsese, opowiadała o życiu w Nowym Jorku, odkrywając przed widzami jego zakamarki, swoje ulubione miejsca, przy okazji prezentując swoje, często kontrowersyjne i bezkompromisowe poglądy na życie. Błyskotliwa inteligencja, erudycja, poczucie humoru, cięty język, ironia i dystans do siebie to dla mnie połączenie idealne. Lebowitz wzbudziła moją sympatię od pierwszego wejrzenia. Z niecierpliwością czekałam na pierwszy opublikowany w Polsce zbiór jej felietonów. Nie w humorze ukazało się w Stanach Zjednoczonych w latach 90. XX wieku, tłumaczenie dotarło do nas dopiero na fali popularności serialu. Lepiej późno, niż wcale. Zbiór zawiera głównie teksty publikowane w magazynie "Interview" w latach 70. i 80. XX wieku. O czym są te teksty? O wszystkim i o niczym jednocześnie. Pojęcia poprawności politycznej, dyplomacji są Fran z z gruntu obce - widać to od pierwszych zdań w książce. Szydzi, drwi, wyśmiewa absolutnie wszystko i wszystkich dookoła, na czele z samą sobą. To zdecydowanie jest książka dla osób z dużą dozą poczucia humoru i szerokim marginesem tolerancji. Nie w humorze - w momencie czytania jest doskonałą rozrywką, z czasem zamienia się jednak w lekkostrawny posiłek, o którym zapominamy szybko po zjedzeniu. Na zachętę mała próbka możliwości Fran:

12.35. Dzwoni telefon. Nie bawi mnie to ani trochę. Nie tak wygląda mój ideał pobudki. Idealna pobudka jest wtedy, gdy o wpół do trzeciej po południu francuska gwiazda filmowa szepcze mi do ucha, żebym już zadzwoniła po śniadanie, bo inaczej nie zdążę do Szwecji na odebranie literackiego Nobla. Niestety, zdarza się to rzadziej, niżbym sobie życzyła.

15.40 Zastanawiam się, czyby nie wstać, dochodzę jednak do wniosku, że nagły ruch mógłby mi zaszkodzić. Jeszcze trochę czytam i palę. **

https://www.znak.com.pl/ksiazka/nie-w-humorze-lebowitz-fran-204685

3. Obiad w Rzymie. Historia świata w jednym posiłku Andreas Viestad, tł. Małgorzata Rost - nie lubię gotować, ale uwielbiam jeść, a tym bardziej czytać o jedzeniu. Jedzenie + podróże to kompozycja idealna, zwłaszcza te do Włoch. Viestad zabiera nas do La Carbonary - swojej ulubionej restauracji w Rzymie.  Podstawowe składniki: chleb, oliwa, sól, pieprz, makaron, mięso, wino, stają się dla autora pretekstem do snucia opowieści o kulturotwórczej roli jedzenia, jego wpływie na historię, politykę, wojny i pokój na świecie. Wyśmienity, gawędziarski styl Viestada, czyni z obfitego posiłku erudycyjną ucztę, z której czytelnik wychodzi syty i spragniony dalszego ciągu.

https://www.znak.com.pl/ksiazka/obiad-w-rzymie-historia-swiata-w-jednym-posilku-viestad-andreas-202761?query=obiad%20w%20rz


** Cytowane fragmenty pochodzą z omawianej książki, s. 9 i 11.

wtorek, 10 sierpnia 2021

Letnie lektury - część 3


W tej części zatęskniłam za książkami z moimi ulubionymi motywami literackimi. Obstawiłam, że będą to pewniaki, które z całą pewnością przypadną mi do gustu. Czy się nie zawiodłam? Bywało różnie. 

1. Wąski pas lądu Christine Dwyer Hickey, tł. Magdalena Iwińska - przepiękna reprodukcja obrazu Sea Watchers Edwarda Hoppera na okładce, sprawiła, że uznałam tę książkę za idealną lekturę na wakacje, poniekąd słusznie. Michael - niemiecki chłopiec, adoptowany przez parę Amerykanów po II wojnie światowej, pewnego lata zostaje wysłany do Cape Code, by spędzić wakacje z zaprzyjaźnioną rodziną Kaplanów i przebywającym tam również małym chłopcem o imieniu Richie. Zamiast z rówieśnikiem, Michael zaprzyjaźnia się jednak z mieszkającym niedaleko malarzem - Edwardem Hopperem i jego żoną Josephine. Z kart tej historii wyziera porażająca wręcz samotność i melancholia. Ta wynikająca z doświadczeń wojennych, których nikt inny nie jest w stanie zrozumieć, ta wywołana brakiem poczucia bezpieczeństwa, nieumiejętnością odnalezienia się w nowej sytuacji i środowisku, wreszcie ta najgorsza- samotność w związku, mająca źródło w niespełnieniu. To również portret małżeństwa artystów, w którym na pierwszym planie jest On - realizuje swoje wizje i ambicje. Ona pozostaje w cieniu, organizując życie domowe i dbając o odpowiednie warunki do pracy męża. W tym miejscu należy zaznaczyć, że mamy do czynienia z powieścią, w związku z czym, nie wiadomo, czy którekolwiek z opisanych tu zdarzeń z życia Hopperów naprawdę miało miejsce. Jest to książka nie tylko sprawnie napisana, ale przede wszystkim doskonale namalowana. Nadmorskie krajobrazy, duszna atmosfera amerykańskiego Południa, bohaterowie i zdarzenia z łatwością stają przed oczami w trakcie lektury. Fabuła snuje się tu leniwie, niczym godziny spędzane na rozgrzanej słońcem plaży, w środku lata. Choć całość pod koniec wydawała mi się odrobinę przegadana i niepotrzebnie rozciągnięta, muszę przyznać, że dzięki wspomnianej wyżej malarskości, ogólnie rzecz biorąc całkiem przyjemnie płynęło się przez tę powieść. Polecam, zwłaszcza tym, którzy lubią zanurzyć się w historii i zapomnieć na chwilę o świecie.

https://www.proszynski.pl/Waski_pas_ladu-p-36465-.html

2. Mżawka Luis Landero, tł. Karolina Jaszecka - Gabriel wpada na pomysł zorganizowania przyjęcia z okazji 80. urodzin matki. Uważa, że będzie to doskonała okazja do ponownego spotkania całej, skonfliktowanej od lat rodziny, zażegnania wszelkich sporów i przebaczenia win. Jego żona - Aurora, pełniąca rolę powierniczki każdego członka rodziny, jest innego zdania. Losy bohaterów - Gabriela i jego dwóch sióstr: Sonii i Andrei, poznajemy za sprawą rozmów telefonicznych, które rodzeństwo odbywa między sobą. To w nich każde przedstawia listę doznanych krzywd ze strony matki, swoją wersję minionych zdarzeń i punkt widzenia na teraźniejszość. Przerzucają się oskarżeniami i odpowiedzialnością, a my w ten sposób poznajemy kolejne sekrety i elementy rodzinnej układanki. Aurora, mimo że ma własne problemy i historię do opowiedzenia pełni wyłącznie rolę wiernego, cierpliwego, wyrozumiałego słuchacza dla całej rodziny. Sama nie ma z kim podzielić się własnym smutkiem, wątpliwościami. To kameralna powieść o pamięci, jak w bardzo różny sposób zapamiętujemy te same zdarzenia, przeżywane wspólnie, pod jednym dachem. Jak często, na potrzeby okoliczności tworzymy różne wersje siebie, wkładamy maski, w które bardzo chcemy wierzyć, a po czasie okazuje się, jak niewiele mają one wspólnego z rzeczywistością. Im dalej posuwamy się w tej bardzo krótkiej, skondensowanej powieści, tym bardziej zamienia się ona, niestety, w trudną do strawienia telenowelę. Szkoda.

https://soniadraga.pl/produkt/mzawka

3. Niedostatek Lynn Steger Strong, tł. Ewa Borówka - Elizabeth jest wykształcona, ma męża, dwójkę dzieci i pracę na dwóch etatach w szkole. Z powodu zadłużenia para jest zmuszona ogłosić upadłość konsumencką. Praca nie przynosi wystarczających dochodów ani satysfakcji, macierzyństwo jest męczące i trudno się w nim odnaleźć, a związek powoli dopada rutyna. W dodatku relacje z rodzicami są bardzo dalekie od ideału, a kontakt z najlepszą przyjaciółką się urwał. Na pierwszy rzut oka Elizabeth ma wszystkie cechy osoby, której należy współczuć i, z którą łatwo jest się utożsamić. Po bliższym przyjrzeniu się, okazuje się jednak, że to pierwsze wrażenie było mylące. Długi nie przeszkadzają Elizabeth w swobodnym korzystaniu z karty kredytowej, pracy nie traktuje poważnie, wielokrotnie urywając się z zajęć przed końcem dnia. Kontakt z przyjaciółką został zerwany z jej winy, w młodości była zbuntowaną nastolatką, która mocno dała rodzicom w kość, a teraz oczekuje, że oni, bez mrugnięcia okiem, wyciągną ją z kłopotów finansowych. Elizabeth winą za swoje niepowodzenia obarcza innych, na nich przerzuca też całą odpowiedzialność za swoje, nie zawsze mądre, wybory i decyzje. Sama sprawia wrażenie płynącej z nurtem, bezwolnej istoty, która nie robi nic, by w jakikolwiek sposób poprawić swoją sytuację i rozwiązać problemy. Taka postawa głównej bohaterki sprawia, że ostatecznie bardzo trudno jest ją lubić, współczuć i się z nią utożsamiać. Ta postawa zniechęca też do lektury. I choć autorka porusza ważne społecznie tematy, które, zwłaszcza obecnie dotykają bardzo wielu osób, to finalnie osiąga efekt odwrotny do zamierzonego. Szkoda.

https://fameart.pl/produkt/niedostatek-lynn-steger-strong/

piątek, 30 lipca 2021

Wyznanie - Domenico Starnone, tł . Katarzyna Skórska


Nie ma znaczenia, czy Starnone jest mężem Eleny Ferrante ani to, czy ma jakikolwiek inny związek z tym pseudonimem. Najważniejsze, że jest utalentowanym pisarzem, który doskonale opanował reguły swojego fachu i potrafi je zastosować w praktyce.

Włoch specjalizuje się w krótkich, kameralnych powieściach skupionych na jednym bohaterze. Nie inaczej jest tym razem. 

Pietro jest nauczycielem w liceum.  Nawiązuje romans ze swoją byłą uczennicą - Teresą. Pewnego dnia dziewczyna wpada na pomysł, by wzajemnie zdradzili sobie po jednym wstydliwym sekrecie ze swojego życia. Wkrótce po tym  wyznaniu ich związek się rozpada. Ten, z pozoru nieistotny incydent zaważy na całym życiu Pietra.

Na kolejnych stronach poznajemy historię jego życia w kolejnych dekadach, aż do późnej starości. Urodził się w wielodzietnej rodzinie. Był krnąbrnym, zbuntowanym chłopakiem. Za wszelką cenę chciał zasłużyć na uwagę ojca, sprostać jego wysokim wymaganiom. Ożenił się z ambitną nauczycielką matematyki, która marzyła o karierze uniwersyteckiej. Chciał jej dorównać, być podziwiany. Splot sprzyjających okoliczności czyni go autorem dwóch szeroko komentowanych publikacji o włoskim systemie oświaty. Zyskuje rozgłos, szacunek, uznanie. Jego kariera rozwija się w zawrotnym tempie. Przestaje być tylko zwykłym nauczycielem. W końcu ma to czego zawsze chciał - szczęśliwą rodzinę i spełnienie zawodowe. Cały czas boi się, że Teresa któregoś dnia wyjawi jego tajemnicę i wszyscy dowiedzą się, kim tak naprawdę jest? 

Nadia - jego żona, była zdolniejsza niż mąż, miała wszelkie predyspozycje, by osiągnąć sukces. Dobrze zapowiadająca się kariera przegrała z potrzebą macierzyństwa i koniecznością wychowania trójki dzieci. Od tego momentu jej rola ogranicza się na towarzyszeniu mężowi w sukcesie, wspieraniu go. Żyje w umiejętnie skrywanym niespełnieniu i cieniu Teresy.

Starnone po raz kolejny zagłębia się w zakamarki ludzkiej psychiki, analizuje drobne zachowania, gesty. Każe zastanawiać się nad tym, jak często przybieramy w swoim życiu różne maski, po to by stać się lepszą wersją samych siebie, zyskać w oczach partnerów, rodziny, współpracowników? Jak bardzo niepewność, strach przed zdemaskowaniem, niechęć do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny i decyzje determinuje i ogranicza nasze życie? Jak często zakochujemy się w naszym wyobrażeniu o osobie, a nie w niej samej, by nieraz po długim czasie odkryć, że nie ma ono nic wspólnego z rzeczywistością? Wyznanie to również rzecz o tym, jak bardzo brak równowagi w życiu zawodowym, czy osobistym wpływa na nasze poczucie szczęścia i o tym, że niespełnienia w któreś z tych dziedzin, nie da się w zasadzie niczym zrekompensować.

To nie jest wielka literatura, z gęstą fabułą i zapadającymi w pamięć frazami. Całe, niezwykle umiejętnie zbudowane napięcie w powieści opiera się na pytaniu: czy Teresa wyjawi sekret Pietra? Z całą pewnością jest to książka zawierająca dużo prawdy o człowieku i jego ciemnej stronie. Tej, o której wolimy na co dzień nie myśleć, do której nie chcemy się przyznawać, nawet przed samymi sobą. To lektura niewygodna, która zmusza nas do krytycznego spojrzenia na swoje postępowanie i dokonania rachunku sumienia. Postawienia się w sytuacji, w której nie chcielibyśmy stawać, spojrzenia z innej, szerszej perspektywy. Dlatego właśnie warto przeczytać Wyznanie i przy okazji nadrobić poprzednie powieści autora, jeśli jeszcze ich nie znacie.

D. Starnone Wyznanie, tł. Katarzyna Skórska, Wydawnictwo Pauza 2021.
* Dziękuję Wydawnictwu Pauza za przekazanie egzemplarza do recenzji.



piątek, 16 lipca 2021

Czytelnicze podsumowanie półrocza


Połowa lipca za nami, to najlepszy moment, żeby dokonać czytelniczego podsumowania półrocza. 

Od kilku lat czytam świadomie. Bardzo uważnie dobieram lektury, staram się, by były różnorodne. Przestałam czytać na czas, nie gonię za modą. Dzięki temu coraz rzadziej zdarzają mi się książkowe rozczarowania, poczucie straconego czasu po lekturze. Gdy przejrzałam listę przeczytanych książek, z okresu od stycznia do czerwca, okazało się, że tych najlepszych, które najbardziej zapadły mi w pamięć i wzbudziły najwięcej emocji jest tylko dziesięć. Oto one:

Najlepsze książki półrocza:

1. Gorzko, gorzko Joanna Bator, Wydawnictwo Znak 2021 - więcej o książce pisałam tu.

2. Pani Dalloway Virginia Woolf , tł. Krystyna Tarnowska, Wydawnictwo Znak 2016 - klasyka literatury, której nie muszę uzasadniać.ń

3. Dom duchów Isabel Allende, tł. Zbigniew Marcin Kowalewski, Wydawnictwo Marginesy 2021 - więcej o książce pisałam tu.

4. Łuk Triumfalny Erich Maria Remarque, tł. Ryszard Wojnakowski, Wydawnictwo Rebis 2021 - więcej o książce pisałam tu

5. O tym się nie mówi Emilie Pine, tł. Joanna Figiel, Wydawnictwo Cyranka 2020 - więcej o książce pisałam tu.

6. Przywiązania Vivian Gornick, tł. Łukasz Witczak, Wydawnictwo Filtry 2021 - więcej o książce pisałam tu.

7. Dorośli Marie Aubert, tł. Karolina Drozdowska, Wydawnictwo Pauza 2020 - ta niepozorna, cieniutka książka wzbudziła we mnie niespodziewanie dużo emocji i przemyśleń. Historia opowiada o dwóch siostrach, które wraz z rodziną postanawiają spędzić urlop w domku letniskowym nad wodą. Ida - zbliża się do czterdziestki, nie ma partnera, ale pragnie mieć dziecko. Jej siostra właśnie spodziewa się dziecka. Aubert prezentuje ciekawe, nieoczywiste spojrzenie na kwestie macierzyństwa i relacji rodzinnych. Pisze o zazdrości, niespełnieniu, próbach dopasowania się do oczekiwań społecznych. Aż trudno uwierzyć, że na 144 stronach zmieściła się tak złożona, gęsta od emocji opowieść, oferująca do tego trzymające w napięciu zwroty akcji i niebanalne rozwiązania fabularne. Równie ciekawa jest także druga książka autorki: Zabierz mnie do domu, w tłumaczeniu Karoliny Drozdowskiej - dziewięć bardzo krótkich opowiadań, stanowiących emocjonalny koktajl, z trafiającymi w punkt obserwacjami na temat relacji.

8. Stówka. Przeczytaj to jeszcze raz Anna Dziewit-Meller, Justyna Sobolewska, Wydawnictwo Osnova 2021 - więcej o książce pisałam tu.

9. Dom Holendrów Ann Patchett, tł. Anna Gralak, Wydawnictwo Znak 2021 - więcej o książce pisałam tu.

10. Przerwa Katherena Vermette, tł. Paweł Lipszyc, Wydawnictwo Wielka Litera 2021 - więcej o książce pisałam tu.

Najgorsze książki półrocza:

1. Wegetarianka Han Kang, tł. Justyna Najbar-Miller, Wydawnictwo W.A.B. 2021 - więcej o książce pisałam tu.

2. Rozmowy z przyjaciółmi Sally Rooney, tł. Łukasz Witczak, Wydawnictwo W.A.B. 2021 - więcej o książce pisałam tu.

3. Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę Ocean Vuong, tł. Adam Pluszka, Wydawnictwo W.A.B. 2021 - więcej o książce pisałam tu.

4. Cicho, cichutko Ignacy Karpowicz, Wydawnictwo Literackie 2021 - więcej o książce pisałam tu.

5. Biblioteka o północy Matt Haig, tł. Ewa Wojtczak, Wydawnictwo Zysk i S-ka.2021 - więcej o książce pisałam tu.

Najlepszy debiut półrocza:

Przerwa Katherena Vermette, tł. Paweł Lipszyc, Wydawnictwo Wielka Litera. 

Literackie odkrycie półrocza: 

Marie Aubert i obie jej książki: Dorośli, Zabierz mnie do domu, tł. Karolina Drozdowska, Wydawnictwo Pauza. 2020/2021

Na moich półkach jest jeszcze wielu potencjalnych kandydatów do tytułu książki roku, których nie udało mi się przeczytać w pierwszym półroczu. W kolejce na lekturę czekają m.in: Przewóz Andrzeja Stasiuka, Dziewczyna, kobieta, inna Bernardine Evaristo, esej: Między światem a mną Ta-Nehisi Coatesa, reportaże: Wojenka Magdaleny Grzebałkowskiej oraz Białe płatk, złoty środek Piotra Pawła Reszki. Na te tytuły znajdę czas jesienią.

Mam nadzieję, że moje wybory choć po części pokrywają się z waszymi lub znajdziecie wśród nich inspiracje lekturowe dla siebie. 



poniedziałek, 12 lipca 2021

Letnie lektury - część druga


W tym zestawieniu znalazły się tytuły, które letni klimat prezentują wyłącznie na okładce, lekkie naprawdę oraz takie, które są dla mnie eksperymentem w czystej postaci, a nawet złamaniem czytelniczego kręgosłupa i wszystkich dotychczasowych zasad.

1. Lato Ali Smith, tł. Jerzy Kozłowski - ostatni tom cyklu Pory roku, przyniesie pełną satysfakcję fanom tetralogii i twórczości pisarki. Nieprzekonanych do niej, takimi pozostawi. 

Sacha Greenlaw jest młodą aktywistką ekologiczną, jej brat Robert - zbuntowanym nastolatkiem, nieustannie wpadającym w kłopoty. Ich matka - Grace zmaga  się z demonami przeszłości. We trójkę tworzą nietuzinkową, specyficzną rodzinę.

Lato, czyta się miejscami, jak kronikę minionych, choć wciąż świeżych w pamięci zdarzeń. Mamy tu oczywiście pandemię, locdown, problemy wywołane przez kryzys ekonomiczny i izolację społeczną, Brexit, kryzys klimatyczny, pożary w Australii, Gretę Thunberg, zabójstwo Georga Floyda, politykę Trumpa i wiele innych.

Przede wszystkim jednak jest to hymn na cześć natury, wolności, wiedzy, wspólnoty, przyjaźni. Smith wierzy w młodych ludzi, pokłada w nich wielkie nadzieje, wie, że ich głos jest ważny i zdecyduje o przyszłości świata. Podobnie, jak w poprzednich częściach zastanawia się nad istotą czasu, jego granicami. Pojawiają się też postaci znane z poprzednich tomów, ich historie się domykają. Łącznikiem między Porami Roku są liczne nawiązania do innych dzieł literackich.

Pisarka stara się uchwycić i opisać zarówno atmosferę oczekiwania, które zawsze wiążemy z latem, jak i moment zmiany społecznej, pokoleniowej, którą niewątpliwie obserwujemy. Obie te rzeczy udają się  jej doskonale. 

Lato prowokuje do myślenia, skłania do wyciągnięcia wniosków, zostawia z nutą melancholii, ale również optymizmu. Polecam czytać w letni, najlepiej deszczowy dzień, bo to lektura wymagająca skupienia i namysłu.

* Dziękuję Wydawnictwu W.A.B. za przekazanie egzemplarza do recenzji.

2. Kochankowie i pisarze Lily King, tł. Magdalena Koziej - trzydziestoletnia Casey pracuje jako kelnerka, jest niespełnioną pisarką, która od sześciu lat próbuje dokończyć swoją debiutancką powieść, przeżywa żałobę po śmierci matki, boryka się z problemami finansowymi, szuka życiowej stabilizacji, wchodząc w kolejne związki. Otoczona przyjaciółmi, po prostu usiłuje radzić sobie z życiem. Główna bohaterka wzbudza naszą sympatię od pierwszych stron. Jej nieporadność jest urocza, perypetie zabawne, a dialogi, miejscami, zaskakująco błyskotliwe. Choć nie jest pozbawiona wad, a jej postępowanie momentami budzi wątpliwości, to trzymamy za nią kciuki. King o emocjach pisze bez patosu, o związkach - bez przesładzania, o zagubieniu - z wyrozumiałością, o kryzysach twórczych - ze znajomością tematu. Jest to lektura idealna na wakacje: lekka, niegłupia, czyta się bardzo szybko i równie szybko, niestety, ulatuje z głowy, ale za to koi, pozostawia czytelnika z nadzieją, wzruszeniem i w dobrym humorze, a to czasami dużo ważniejsze, niż zaspokojenie intelektualnych ambicji.

https://www.proszynski.pl/Kochankowie_i_pisarze-p-36899-.html

3. Beach read. Wakacyjny romans Emily Henry, tł. Aleksandra Weksej - sięgnięcie po tę książkę było z mojej strony eksperymentem, do którego zachęciły mnie pochlebne opinie innych oraz ta wybitnie wakacyjna okładka. Pierwszy kontakt z tym gatunkiem okazał się dla mnie bardzo nieudanym doświadczeniem, ale zacznijmy od początku. Czego oczekuje od wakacyjnego romansu, skoro z góry wiem, że nie będzie to wybitna literatura wysokich lotów, bo nie o to w niej chodzi? Tego, żeby nie wywoływał we mnie zażenowania, potrzeby zgrzytania zębami i poczucia straconego czasu. Czy Beach Read. Wakacyjny romans spełnił, choć jeden z tych warunków? Nie. January Andrews jest autorką poczytnych romansów, która przeżywa żałobę po śmierci ojca, zmaga się z kryzysem twórczym i ekonomicznym. Gus Everett dotychczas tworzył wyłącznie ambitną literaturę. Pewnego dnia drogi tych dwojga krzyżują się. Zawierają zakład: on ma napisać romans, ona stworzyć dzieło wysokich lotów, Sam pomysł na fabułę jest bardzo dobry. Z wykonaniem niestety już dużo gorzej. Mnóstwo tu stereotypów: January jest wykreowana na niepoprawną romantyczkę, zranioną księżniczkę, Gus na gburowatego buca zamkniętego w wieży niedostępności. Ich dialogi są banalne, realizacja wątku romantycznego przyprawia o ból zębów, całość jest zdecydowanie przegadana, nudna i przewidywalna. Jeśli potrzebujecie odmóżdżenia w trybie "now", wasza kondycja intelektualna jest na poziomie ameby, albo macie bardzo długi urlop, na którym bardzo się nudzicie i nie szkoda wam czasu - sięgnijcie po tę książkę. Innym - szczerze i z całego serca odradzam.

http://www.wydawnictwokobiece.pl/produkt/beach-read/

Przyznaje, że Kochankowie i pisarze oraz Beach read, czytane w tym samym czasie, jedna po drugiej sprawiają wrażenie napisanych na kursach kreatywnego pisania prowadzonych przez tę samą osobę. Oba tytuły wykorzystują dokładnie te same motywy literackie, oczywiście różnią się niuansami fabularnymi i jakością wykonania. To wrażenie wywołane jest pewnie kolejną modą wydawniczą, zapotrzebowaniem na lekkość w lecie. Wyciąganie wniosków o wtórności współczesnej literatury wyłącznie na podstawie tych zbieżności jest pewnie zbyt daleko idące, ale tak trudno się im oprzeć. Mój prywatny ranking i pojedynek na wakacyjną lekturę, idealną na plażę, bezapelacyjnie wygrywa Lily King i jej najnowsza książka.






czwartek, 8 lipca 2021

Najlepsze książki czerwca


Po chwili oddechu wywołanej letnimi lekturami, wracam do swoich standardów. Najlepsze książki czerwca są smutne i trudne, mimo tego ich czytanie było ogromną przyjemnością. Obydwa tytuły mają moje ulubione motywy literackie. Są ważne i nie do przeoczenia. Wygląda na to, że upodobań nie da się oszukać :-)

1. Dom Holendrów Ann Patchett, tł. Anna Gralak - okładka tej książki od pierwszego wejrzenia mówiła do mnie: kup i przeczytaj natychmiast! Jej malarskość sugeruje przeniesienie do świata, który dawno przeminął, krainy baśni. Nie są to błędne skojarzenia.
 
Główni bohaterowie Maeve i Danny Conroy - rodzeństwo porzucone w dzieciństwie przez matkę, która pewnego dnia postanawia odejść od rodziny, wraz z ojcem mieszkają w przyprawiającej o zawrót głowy swym przepychem rezydencji w Elkins Park na przedmieściach Filadelfii. 

Dom Holendrów, który swą nazwę zawdzięcza pierwszym właścicielom - małżeństwu VanHoebeeków jest pełnoprawnym bohaterem powieści. Dom był prezentem ojca - Cyrila Conroya dla żony - Elny. Jest to miejsce przytłaczające i pełne tajemnic, jednocześnie bliskie i najdroższe sercu rodzeństwa. Stanowi centrum ich świata. 

Po kilku latach do domu i życia Cyrila Conroya wprowadza się jego nowa żona Andrea, wraz z dwiema córkami. Kobieta wyrachowana i okrutna. Po niespodziewanej śmierci męża zmusza młodych Conroyów do opuszczenia domu. 

Od tego momentu rodzeństwo jest zdane na siebie, musi się sobą zaopiekować. Maeve jako starsza siostra czuje się odpowiedzialna za brata, po części kieruje jego życiem.

Patchett opowiada tę historię powoli, stopniowo ujawniając kolejne elementy fabuły, odsłaniając relacje łączące bohaterów i motywy ich działania. Umiejętnie gra też znanymi z baśni motywami m.in złej macochy.

Pojawia się też, w zasadzie nieobecny w literaturze motyw matki marnotrawnej. W powszechnej świadomości i narracjach jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że to ojciec zostawia rodzinę i nie ma obowiązku przed nikim się tłumaczyć. Kobieta może umrzeć, zachorować, ale nie wolno jej porzucić dzieci, podjąć świadomej i dobrowolnej decyzji o odejściu od rodziny. Doczekaliśmy się w końcu odwrócenia ról - tutaj matka ostatecznie powraca, ale w zasadzie nie wyjaśnia motywów swojego postępowania. 

Autorka pisze na chłodno, z dystansem, momentami jest brutalna i racjonalna do bólu. Nie wymusza żadnych emocji na czytelniku, nie jest sentymentalna. Nie boi się wprowadzania negatywnych postaci, złych zachowań, kontrowersji, które mogą one wywołać. 

Jedyne co dziwi, to fakt, że historia napisana przez kobietę jest opowiadana wyłącznie z perspektywy mężczyzny - Danny'ego Conroya. Bardzo brakuje tu tego kobiecego punku widzenia - zarówno siostry, jak i matki. Postaci Maeve, Elny, Andrei i Celeste - żony Danny'ego zostały przedstawione dość powierzchownie. Od powieści napisanej z takim rozmachem i dbałością o szczegół, oczekiwałabym bardziej pogłębionych psychologicznie portretów kobiet.

Dom Holendrów to epicka powieść o stracie, żalu tęsknocie, sile więzów rodzinnych, wsparcia i przebaczenia. Wciąga od pierwszych stron, sprawia, że z ochotą zanurzamy się w świecie wykreowanym przez pisarkę. Dzięki nietuzinkowym zabiegom stylistycznym i oryginalnemu potraktowaniu znanych motywów literackich, nie jest to jedynie kolejny, ckliwy melodramat rodzinny. Odwaga i świeże spojrzenie Patchett wyróżniają tę powieść spośród wielu innych o podobnej tematyce.


2. Przerwa Katherena Vermette, tł. Paweł Lipszyc - Przyznaje, że gdyby nie Instagram przeoczyłabym tę książkę. Na szczęście tak się nie stało, bo ta historia to największe, do tej pory, zaskoczenie czytelnicze tego roku i jedna z najlepszych książek, które w nim przeczytałam.

Tytułowa Przerwa to kawałek ziemi niczyjej między blokami. Pewnego zimowego wieczora dochodzi tam do przestępstwa. Stella - młoda matka, która widziała zajście z okien swojego domu zawiadamia policję.

Akcja powieści osadzona jest w lokalnej, mieszanej społeczności rdzennych Kanadyjczyków i potomków osadników. Jest to historia czteropokoleniowej rodziny kobiet. Rodziny dalekiej od ideału, w której są konflikty, kłótnie, żale pretensje, niedopasowania. Takiej, która jednoczy się w obliczu tragedii i robi wszystko, by poradzić sobie z jej konsekwencjami. 

W tej wielogłosowej narracji poznajemy nie tylko okoliczności przestępstwa, opowiedziane z perspektywy babci, matki, córek, wnuczki i policjanta prowadzącego śledztwo . Poznajemy przede wszystkim historie kobiet,  stopniowo odkrywamy zagadki ich przeszłości, motywacje, które kierowały ich zachowaniem . Zachowaniem  często złym, niewłaściwym, fatalnym w skutkach, którego czasem żałuje się do końca życia. 

Są to bardzo różne kobiety. Każda z nich mierzy się z czymś trudnym: traumą, osieroceniem, odrzuceniem, uzależnieniem. Każda przed czymś ucieka: samotnością, niespełnieniem. Każda próbuje sobie radzić na swój własny sposób.

Na kartach tej książki jest mnóstwo bólu, bezsilności, cierpienia, brutalności i zła w czystej postaci. Jest to też, na szczęście, opowieść o sile kobiet, solidarności, wytrwałości, sile rodziny, wspólnoty. Jest mądrość babci, sztama sióstr i opiekuńczość matki. Jest przekonanie o bezcennej wartości  przyjaźni i wsparcia. Jest nadzieja, która zwycięża.

Gęstość akcji, mnogość emocji, które wywołuje, doskonałe portrety psychologiczne bohaterów  sprawiają, że trudno się od tej książki oderwać. Chce się ją czytać non- stop, do końca, w każdym możliwym momencie. Dawno nie doświadczyłam tego uczucia, zapomniałam już, jak bardzo jest przyjemne.

Przerwa to niezwykle poruszająca książka - złożona opowieść, która zawiera w sobie bogactwo trudnych tematów i zmusza do refleksji. Czytając ją trudno uwierzyć, że to debiut literacki autorki. Jej styl i dojrzałość robią ogromne wrażenie. Będę śledzić i nie mogę się doczekać kolejnych poczynań pisarki.

Ten tytuł zdecydowanie zasługuje na waszą uwagę i dużo więcej medialnego rozgłosu, niż otrzymał do tej pory. Must read.





środa, 30 czerwca 2021

Letnie lektury


Pierwszy tydzień szkolnych wakacji właśnie dobiega końca, lato rozkręca się na dobre, temperatury nieco spadły, przynosząc wyczekiwane ochłodzenie po ostatnich upalnych dniach. To idealny czas, by wystartować z cyklem letnich lektur.

Na wstępie muszę przyznać, że lato nigdy nie jest dla mnie owocnym czytelniczo okresem. W związku z tym, że dużo czytam przez cały rok, podczas urlopu czytanie nie jest moją priorytetową czynnością. Gdy mózg topi się z gorąca na rozgrzanej słońcem plaży, w głowie mam tylko szum fal i myśl o szybkim schłodzeniu organizmu. Dlatego też nigdy nie trafiam z doborem lektur i na wakacje zabieram przeważnie książki nudne, które wywołują u mnie jedynie przewracanie oczami lub zgrzytanie zębami ze zniecierpliwienia. Zdarzało mi się również popadać w skrajności i przy 30 stopniach w cieniu podejmować próbę lektury Na szczytach rozpaczy Emila Ciorana.  Sami oceńcie, czy to był dobry pomysł?

Mimo tych doświadczeń, w tym roku postanowiłam dodatkowo utrudnić sobie życie i w okresie letnim wybierać lektury znacznie lżejsze od tych, które wybieram na co dzień, z gatunków, po które nie sięgam, lub robię to bardzo rzadko. Po co mi to? Żeby odciążyć wyczerpany mózg, dokonać słynnego, zalecanego przez wszystkich wyjścia ze swojej strefy komfortu, po to, by sprawdzić, czy poza nią znajdę coś dla siebie i, czy moja niechęć do niektórych gatunków nie jest jedynie niczym nieuzasadnionym wymysłem.

Przed wami pierwszy set takich właśnie lektur i efekty eksperymentu.

1. Rebeka Daphne du Maurier, tł. Eleonora Romanowicz-Podolska - do sięgnięcia po tę książkę, w pierwszej kolejności zachęciło mnie piękne wydanie w Serii butikowej Wydawnictwa Albatros. Chciałam sprawdzić, czy ta piękna okładka przekona mnie do poznawania angielskiej klasyki, z którą dotychczas było mi zupełnie nie po drodze. Podczas pobytu w Monte Carlo zamożny wdowiec Maxim de Winter poznają młodziutką dziewczynę, która po krótkiej znajomości zgadza się wyjść za niego za mąż. Po podróży poślubnej para wraca do rodzinnej posiadłości Maxima - Manderley. Tam duchy przeszłości zaczynają prześladować młodą żonę. W końcu postanawia rozwikłać zagadkę śmierci i dowiedzieć się czegoś więcej o swojej poprzedniczce - Rebece. Ten gotycki romans ze zbrodnią w tle przeżywa ostatnio renesans popularności, za sprawą najnowszej (słabej) ekranizacji Netflixa. Angielska klasyka ma to do siebie, że snuje się powoli, napięcie budowane jest stopniowo, a elementy układanki składają się w całość w żółwim tempie. Szczegół dominuje nad ogółem. Nie inaczej jest w tym przypadku. Znajdziemy tu mnóstwo opisów: rezydencji, przyrody, przedmiotów, strojów, posiłków. Dobrze napisana powieść, zwłaszcza dla cierpliwych, którzy nad tempo akcji i mnogość zdarzeń przedkładają atmosferę i portrety psychologiczne postaci. Czy przekonała mnie do angielskiej klasyki? Nie, ale była idealna na oderwanie od rzeczywistości i zanurzenie w niepowtarzalnym klimacie. Poza tym zawsze warto mieć na półce tak pięknie wydane książki.

2. Biblioteka o północy Matt Haig, tł. Ewa Wojtczak - Każdy z nas czasem zastanawia się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby dokonał innych wyborów, podjął inne decyzje, zarówno te dotyczące studiów, pracy, jak i prywatne. Każdy z nas chciałby odbyć podróż w czasie i zobaczyć, jak potoczyły się jego losy w innych okolicznościach? Gdy przeczytałam o bibliotece, która oferuje możliwość spróbowania żyć w nieskończonej ilości wariantów, podekscytowana weszłam w ciemno i... przeżyłam największe dotychczas rozczarowanie czytelnicze tego lata, ale od początku. Nora Seed jest rozczarowana swoim życiem na każdej płaszczyźnie, podejmuje decyzje o samobójstwie. Po śmierci trafia do tytułowej Biblioteki o północy, która daje jej możliwość doświadczenia wariantów egzystencji na które nie miała odwagi. W pierwotnym życiu była osobą wszechstronnie utalentowaną: mogła zostać medalistką olimpijską, znaną piosenkarką, mieć karierę naukową. W bibliotece dostaje możliwość wybrania najlepszej dla siebie drogi. Problem z Norą Seed polega na tym, że sama nie wie, czego chce i zapomniała o tym, że jakikolwiek wariant wybierze, zawsze zabiera tam siebie, a jest postacią wybitnie irytującą wywołującą u czytelnika złość i zażenowanie  Jej przemyślenia są banalne, postawa infantylna. Chęć upchnięcia różnorodnych scenariuszy, w niewielkiej objętościowo książce, dodatkowo czyni całość niezwykle powierzchowną. Pomysł na fabułę świetny, realizacja fatalna. Szkoda czasu.


3. Sezon na truskawki Marta Dzido - Nie lubię opowiadań, rzadko po nie sięgam. Na te zdecydowałam się z uwagi na tematykę. W licznych recenzjach podkreślano dziewczyńskość, zmysłowość i opisywanie seksu bez pruderii. Uznałam, że warto to sprawdzić, mimo mojego dystansu do gatunku. Poza tym faktyczny sezon na truskawki jest jedynym słusznym momentem roku, w którym warto przeczytać tę książkę. Trudno jest dobrze pisać o seksie: wprost, bez wstydu. We współczesnej literaturze polskiej jest mało udanych prób tego typu. Dzido poniekąd się to udało. Uchwyciła rozedrganie, ekscytację, ciekawość pierwszych doświadczeń, opisała różnorodność kobiecych doświadczeń, dobrze oddała klimat końcówki lat 80. i 90. Nawet jeśli poziom tekstów jest nierówny, a obecność ostatniego w zbiorze uważam za nieporozumienie, język miejscami zgrzytał i nie do końca odnalazłam się w opisywanych historiach, to doceniam fakt, że tego typu książki powstają. Cieszy fakt, że kobieca perspektywa jest coraz mocnej obecna i coraz lepiej słyszalna w dyskursie publicznym. Wiele kobiet odnajdzie w tej literaturze fragmenty swojego doświadczenia, dla niektórych być może stanie się ona impulsem do dokonania zmian w życiu, inspiracją do przemyśleń. Pozostaje życzyć sobie, by tego typu głosów pojawiło się jeszcze więcej.  Lektura idealna na ten czerwcowy moment.



sobota, 1 maja 2021

Czytelnicze podsumowanie kwietnia


Kwiecień był miesiącem, w którym wydawcy postanowili wydać większość książek typu " must read" tego roku. Nowy Wicha, nowy Karpowicz, nowy Stasiuk i wiele innych wartościowych tytułów. Ja z kolei stanęłam do wyścigu z samą sobą, żeby nadążyć z czytaniem, bo oczywiście, swoim stałym zwyczajem chciałam być na bieżąco i poznać wszystkie treści w trybie "now". Ostatecznie przeczytałam 14 książek - tylko jeden tytuł wśród nich okazał się dużym zawodem czytelniczym, co uważam za sukces. 

1. Sen o okapi Mariana Leky, tł. Agnieszka Walczy - Okładka tej książki, mówiła do mnie: przeczytaj mnie! Posłuszna podszeptom intuicji, zamówiłam ją na długo przed premierą i nie zawiodłam się. Jest to historia o mieszkańcach małego miasteczka. Jednej z nich - Selmie, raz na jakiś czas śni się okapi. Sen ten oznacza zawsze, że któryś z członków społeczności umrze w ciągu 24 godzin. Jest to prosta, bardzo przyjemna w odbiorze literatura obyczajowa. Ciepła, mądra, otulająca, dająca nadzieję, pozytywna historia, których bardzo brakuje we współczesnej prozie i taka, której wszyscy potrzebujemy. Idealna "comfort read" na ten dziwny, pandemiczny, kryzysowy czas. Sięgajcie bez zastanowienia!

https://www.znak.com.pl/ksiazka/sen-o-okapi-mariana-leky-183362?query=sen%20o%20o

2. Cicho, cichutko Ignacy Karpowicz - recenzja książki tu.

3. Kierunek zwiedzania Marcin Wicha - okładka tej książki, zaprojektowana przez Przemka Dębowskiego jest mistrzostwem świata. Okazuje się, że da się zrobić okładkę minimalistyczną, czystą, bez wszechobecnych, podobno niezbędnych blurbów. Gratuluje pomysłu, odwagi i konsekwencji w realizowaniu własnej wizji. Mam nadzieję, że za tym przykładem już wkrótce podążą inni wydawcy. Nazwisko Wichy na okładce jest dla mnie gwarancją jakości. Do tej pory się nie zawiodłam i na każdą kolejną jego książkę czekam z rosnącą ciekawością. Tym razem autor oddal w nasze ręce biografię Kazimierza Malewicza - malarza, przedstawiciela awangardy, twórcy suprematyzmu, autora słynnego czarnego kwadratu na białym tle. De facto jest to jednak bardziej lekcja muzealna, oprowadzanie po wystawie i dekonstrukcja biografii. Wicha za pomocą krótkich, prostych zdań przedstawia migawki z życia artysty, jego środowiska, rodziny i uczniów. Traktuje czytelnika z poczuciem humoru, doskonale bawi się formą tekstu i naszym przywiązaniem do gatunkowych podziałów i definicji. Jest to też, w dużej mierze, a może przede wszystkim książka o rewolucji - jej istocie, sensie, dynamice. Bardzo specyficzna rzecz, zupełnie inna od poprzednich książek autora, jednocześnie zawierająca wszystkie cechy jego wspaniałego stylu. Poza walorami intelektualnymi, wartościową treścią, otrzymujemy tu również czystą przyjemność obcowania z pięknym przedmiotem. Warto mieć na półce.

https://www.karakter.pl/ksiazki/kierunek-zwiedzania

4. Przywiązania Vivian Gornick, tł. Łukasz Witczak - gdy na tylnej okładce czytam, że autorka opisuje doświadczenie bycia podwójną outsiderką i dalej, że napisała książkę o swojej pokręconej, toksycznej relacji z matką, wiem, że muszę ją przeczytać, bo prawdopodobnie będzie to "moja literatura". Nie pomyliłam się. Vivian Gornick jest amerykańską pisarką żydowskiego pochodzenia, krytyczką, dziennikarką, urodzoną w 1935 roku. Przywiązania są uznawane za jej najważniejszą książkę. W Polsce ukazały się niedawno, w co trudno uwierzyć po 34 latach od premiery w Stanach Zjednoczonych. Podczas wielokilometrowych spacerów po Nowym Jorku, odbywanych w towarzystwie matki, autorka snuje opowieść o dzieciństwie spędzonym w kamienicy na Bronxie, w otoczeniu licznych kobiet. W tym autobiograficznym eseju pisarka wiele uwagi poświęca toksycznej relacji z matką, która przez całe życie tkwiła w żałobie po śmierci ukochanego męża. Zamknięta w świecie własnych emocji, żalu i poczuciu krzywdy, nie zwracała uwagi na uczucia innych. Trudno było przy niej swobodnie oddychać, trudno było wyjść na wolność z budowanej latami klatki. To opowieść o odzyskiwaniu własnego głosu i nadawaniu mu znaczenia. O wyzwoleniu i odwadze kroczenia indywidualną ścieżką, dokonywaniu wolnych wyborów i podejmowaniu często niepopularnych decyzji. O buncie przeciwko narzuconym rolom społecznym, patriarchalnemu porządkowi świata. Równocześnie o tym, jak łatwo wchodzimy w te schematy, zawierając związki małżeńskie. To opowieść o kobiecie, która wybrała własny model relacji damsko - męskich, opartych przede wszystkim na intelektualnym uwodzeniu i przyciąganiu seksualnym, takiej która pragnie żyć w zgodzie ze sobą, nawet za cenę rosnącej samotności i bycia na uboczu, bo największą wartość stanowi dla niej otwarty, niezależny umysł. Gornick jest autentyczna, pisze bezkompromisowo, ostro. Nie bez przyczyny uznawana jest za ikonę radykalnego feminizmu. Urzeka erudycją,  zachwyca uważnością i dbałością o szczegóły, a co najważniejsze zmusza do myślenia i do działania. Dodaje odwagi i skrzydeł. Lektura obowiązkowa!

* Dziękuję Wydawnictwu Filtry za przekazanie egzemplarza do recenzji.

5. Cukry Dorota Kotas - o Dorocie Kotas zrobiło się głośno w zeszłym roku za sprawą Pustostanów - jej debiutu literackiego, za który otrzymała kilka ważnych nagród. O tej powieści pisałam w oznaczonym linku, pod nr 3. Tam Kotas pokazała trochę siebie, przede wszystkim zaprezentowała nam świat swojej wyobraźni i sposób postrzegania świata. Cukry to kolejny przykład, popularnego ostatnio nurtu literatury wyrastającej i opartej wyłącznie na osobistym doświadczeniu. Swoisty coming out autorki. Kotas zaprasza nas do swojego świata, wpuszcza do swojej głowy i serca. Pozwala podejść bardzo blisko, a to, co pisze sprawia, że nawiązuje intymną wręcz relację z czytelnikiem. Jest to świat lesbijki ze zdiagnozowanym spektrum autyzmu, która odnosi nagły sukces po licznych porażkach. Kotas pisze prostym językiem, używając strumienia świadomości jako środka wyrazu. Wydaje się, że swoją codzienność i emocje opisuje 1:1, "tak, jak było naprawdę". Jest autentyczna, pisze bez żadnego pancerza, jako jedyny środek ostrożności stosuje ostrzeżenia we wstępie, że świat opisywany przez nią  może powodować wstręt, wchodzimy więc do niego na własną odpowiedzialność. Mimo to na każdej stronie książki wyczuwamy, że Kotas mimo przyjmowania barw ochronnych chce być zrozumiana i zaakceptowana. Mam słabość do Doroty Kotas, lubię jej bezpośredni język, nieporadność i bezbronność, która budzi czułość. Nie chce i nie potrafię oceniać tej książki w kategoriach literackich. Choć ten typ narracji zawsze prowokuje pytania o to, na ile jest ona literaturą, a na ile autoterapią dla osoby piszącej oraz, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie. Neuro nietypowość jest mi bliska i dobrze ją rozumiem. Podziwiam odwagę Doroty Kotas i szanuje decyzję o napisaniu takiej, a nie innej książki, bo w brutalnym, nastawionym na ocenianie wszystkiego świecie to trudna decyzja. Każdy z nas ma w sobie jakąś inność, warto ją poznać i oswajać, zamiast się jej bać. Ta książka pomaga to dostrzec i zrozumieć, dlatego warto ją przeczytać.

https://wydawnictwocyranka.pl/product/cukry/?v=9b7d173b068d

6. Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu Aleksandra Zbroja - o alkoholizmie, syndromie DDA pisze się dużo, o pijących rodzicach mówi się znacznie rzadziej. Jednym z oczywistych powodów jest wstyd i myślenie o tym, "co ludzie powiedzą", ale też potrzeba źle pojętej ochrony i krycia pijącego. Aleksandra Zbroja przełamuje to tabu i robi to świetnie. Mireczek był alkoholikiem typu menel, któremu często zdarzało się sypiać na dworcach i klatkach schodowych. Ojcem nieobecnym, zawodzącym i krzywdzącym na wiele różnych, okropnych sposobów. Zbroja daje sobie prawo głosu, prawo do wyrażenia różnych uczuć: gniewu, złości, bezsilności, prawo do nie wybaczenia. Co najważniejsze walczy o siebie, nie stawia w pozycji ofiary. Nie szantażuje emocjonalnie czytelników, chcąc wymusić współczucie. Zamiast tego próbuje zrozumieć, buduje szerszy kontekst, patrzy z różnych perspektyw. Szukając śladów człowieka w ojcu, przy okazji wysłuchiwania opowieści członków jego rodziny i znajomych, poznaje okoliczności jego życia, które mogły mieć wpływ na taki, a nie inny bieg zdarzeń - nie usprawiedliwia, przygląda się z dystansu. Za pomocą statystyk, cytatów z literatury kreśli coś na kształt portretu zbiorowego polskiego alkoholika czasów PRL-u. To swobodne przemieszczanie się między gatunkami sprawia, że ta książka jest tak dobra i broni się literacko. Choć każde doświadczenie alkoholizmu jest inne, to mechanizmy obronne i cechy, których nabywa się w starciu z nim są już bardzo podobne. Książka Zbroi niewątpliwie pomoże osobom z podobnymi doświadczeniami, a tym którzy ich nie mają otworzy umysł, oczy i być może sprawi, że zaczną się uważniej rozglądać dookoła siebie. Mam nadzieję, że takich głosów w literaturze pojawi się znacznie więcej. 

* Dziękuję Wydawnictwu Agora za przekazanie egzemplarza do recenzji.

7. Wiosna Ali Smith, tł. Jerzy Kozłowski - trzeci tom cyklu Pory roku. Przy książkach Smith zawsze największą trudność sprawia mi opisywanie fabuły, bo tak naprawdę są o wszystkim i o niczym jednocześnie. Przeszłość łączy się tu z przeszłością, granice czasowe nie istnieją, a poezja miesza się tu z publicystyką i zaangażowaniem społecznym. I o dziwo jest to całkiem przyjemna, dobrze strawna mieszanka. Pierwszy tom cyklu mnie zachwycił, drugi rozczarował, Wiosna przyniosła z sobą powrót przyjemności z powodu obcowania z tą lekturą. Mamy tu historię reżysera filmowego Richarda Lease, który dostaje zlecenie nakręcenia filmu na podstawie powieści "Kwiecień" - o przypadkowym spotkaniu pisarki Katherine Mansfield z poetą Erichem Marią Rilke. W tym zadaniu pomaga mu przyjaciółka scenarzystka i asystentka w jednym- Paddy. I tak, po raz kolejny u Smith prawda łączy się z fikcją, a cytaty z Szekspira i Dickensa z licznymi przemyśleniami na temat kryzysu klimatycznego, bo we Wiośnie, jak zawsze o tej porze roku przyroda odgrywa zasadniczą rolę. Jest również o Brexicie, nieudolnej polityce Donalda Trumpa, imigrantach i kryzysie uchodźczym. Fani poprzednich powieści z tego cyklu raczej nie będą zawiedzeni, ci nieprzekonani do stylu pisarki tacy pozostaną.

* Dziękuję Wydawnictwu W.A.B. za przekazanie egzemplarza do recenzji.

8. Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę Ocean Vuong, tł. Adam Pluszka - ta książka jest moim największym rozczarowaniem w tym miesiącu. Napisana w formie listu syna do niepiśmiennej matki. Opowiedziana z jego perspektywy historia dzieciństwa naznaczonego wojną w Wietnamie, rodziny zmagającej się ze sutkami zespołu stresu pourazowego. Opowieść o dojrzewaniu, odkryciu homoseksualności, uzależnieniu od narkotyków i stracie bliskiej osoby. Krył się w niej potencjał na wielką literaturę, który niestety zupełnie nie został wykorzystany. Autor jest poetą. Częściowo widać to w formie i języku powieści. Ten ostatni często jest jednak bełkotliwy, a zamiast poetyckości oferuje banał i kicz wzięty wprost z prozy Paulo Coelho. To, co miało wzruszać jedynie irytuje i drażni Nie mam wątpliwości, że z osobistego punktu widzenia ta historia ma ogromne znaczenie dla autora. Literacko jednak zupełnie się nie broni. Wielka szkoda.

https://www.gwfoksal.pl/wspaniali-jestesmy-tylko-przez-chwile-ocean-vuong-sku758390174e69ff72e58d.html

piątek, 2 kwietnia 2021

Najlepsze książki marca


W marcu przeczytałam 10 książek.  Więcej napiszę jedynie o tych najlepszych.

1. Łuk Triumfalny Erich Maria Remarque, tł. Ryszard Wojnakowski - klasyk literatury, na którego wznowienie czekałam od dawna. Wreszcie jest, nowe wydanie ukazało się w lutym tego roku, nakładem wydawnictwa Rebis. Powieść wielka, powieść wybitna, która skradła moje serce. Fenomenalnie napisana historia Ravica - uchodźcy z Niemiec, który w przededniu wybuchu II wojny światowej ukrywa się we Francji, wykonując zawód lekarza pod fałszywym nazwiskiem. Opowieść o obezwładniającej, niemożliwej do spełniania miłości, która wywołuje zazdrość, tęsknotę i lęk jednocześnie. Traktat o kondycji ludzkiej, zawodności człowieka, zemście - jej zasadności i konsekwencjach. Głównym bohaterem jest tu również nocny Paryż - miasto podejrzanych spelunek, burdeli, małych hotelików ukrytych w ciemnych zaułkach. Najlepsze zdanie o tej książce, które usłyszałam w jednej z recenzji brzmi: opakowana w papier i twardą oprawę depresja instant. Trudno się nie zgodzić. To powieść totalna, kompletna, tragiczna, do której idealnie pasuje zdanie: napisana z epickim rozmachem. Zdecydowanie najlepsza książka przeczytana przeze mnie w marcu i jedna z najważniejszych przeczytanych w życiu.

https://www.rebis.com.pl/pl/book-luk-triumfalny-erich-maria-remarque,b46889.html

2. O tym się nie mówi Emilie Pine, tł. Joanna Figiel - zbiór niezwykle osobistych esejów irlandzkiej eseistki, w których autorka przełamuje wiele społecznych tabu. O alkoholizmie ojca, rozwodzie rodziców, przemocy, zaburzeniach odżywiania, chęci posiadania dziecka i niemożności zajścia w ciążę, poronieniu, menstruacji. Pine pisze szczerze, odważnie, bez grama lukru. Całość jest mocna, soczysta, głęboko poruszająca i skłaniająca do przemyśleń. Faktycznie o tym się nie mówi na co dzień, przy herbacie, dlatego cały czas warto o tym czytać, zwłaszcza w takim wydaniu.

https://wydawnictwocyranka.pl/product/o-tym-sie-nie-mowi/?v=9b7d173b068d

3. Pustostany Dorota Kotas - przyznam, że po przeczytaniu opisu na czwartej stronie okładki w ogóle nie byłam zainteresowana czytaniem tej książki, wydawała mi się zbyt abstrakcyjna na mój gust. Nie przekonały mnie do tego również nagrody, które otrzymała za nią autorka. Dopiero zainteresowanie drugą książką Kotas, która ma się ukazać 14 kwietnia sprawiło, że postanowiłam dać szansę tej pierwszej i w ten sposób, w końcu się spotkałyśmy. Była to ciekawa przygoda. Pustostany to faktycznie dość abstrakcyjny zbiór opowiadań o bezrobotnej kobiecie zamieszkującej opuszczoną kamienicę na warszawskiej Pradze. Tym, co rzuca się w oczy i przyciąga uwagę od pierwszych stron jest specyficzny język używany przez Kotas. Mnóstwo tu ironii i sarkazmu, które uwielbiam oraz celnych obserwacji na temat polskiej rzeczywistości, np. takich:

Poczta zawsze wygląda tak samo. Jest jak Polska w skali mikro. Makieta najważniejszych symboli i mieszanina czołowych mitów narodowych. To największy znany mi dom handlowy, który nie jest domem handlowym. Eldorado pełne kalendarzy z przepisami na mięso z siostry Anastazji, kolorowanek z sarmatami i naklejkami gratis , ręczników z wyszytymi złotą nicią tytułami honorowymi Mąż i Żona oraz foremek do pieczenia drożdżowej baby dla baby.* 

Takich perełek jest w tej książce znacznie więcej. Do tego mamy świat wykreowany na granicy jawy i snu, w którym, co chwila nie wiemy już, co jest prawdą, a co zmyśleniem i nieprzystosowaną społecznie, wysoko wrażliwą, na pierwszy rzut oka socjopatyczną bohaterkę. Intrygujący miks. Pustostany należy czytać powoli, dawkować sobie w małych ilościach, najlepiej po jednym rozdziale/ opowiadaniu dziennie. Wtedy można bez problemu zobaczyć i docenić wszystkie walory tego stylu pisania. Mój błąd polegał na tym, że, z uwagi na małą objętość, potraktowałam ją , jak powieść do przeczytania "na raz". A ta proza czytana w ten sposób po jakimś czasie zaczyna męczyć, staje się duszna, za ciasna i w rezultacie ciężka do strawienia. Nie mam jednak wątpliwości, że Dorota Kotas jest zapowiedzią dużego talentu, który w tym momencie wymaga jeszcze delikatnego oszlifowania. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autorki.

http://niebieskastudnia.pl/index.php?s=kw&i=82

4. Dryfując do Betlejem Joan Didion, tł. Mikołaj Denderski - twórczość Didion znałam dotychczas jedynie ze świetnej książki Rok magicznego myślenia. Od razu po jej przeczytaniu wiedziałam, że chcę poznać całą twórczość autorki. Zbiór reportaży wydany w Polsce w lutym był doskonałą okazją do tego. Reportaże powstały w latach 60. XX wieku publikowane m.in: w "Saturday Evening Post", "New York Time Magazine". Są to teksty na wskroś amerykańskie, często dotyczące małych, pozornie nieistotnych fragmentów rzeczywistości. Choć niektóre z nich nie oparły się upływowi czasu, to większość, przede wszystkim dzięki stylowi pisania Didion - od ogółu do szczegółu, skupieniu na historii pojedynczych osób, ich charakterze i próbie zrozumienia postępowania, wciąż jest interesująca w lekturze i wywołuje apetyt na więcej.

https://wydawnictwocyranka.pl/product/dryfujac-do-betlejem/?v=9b7d173b068d

5. Odeszło, zostało Jennifer Croft, tł. Robert Sudół - o książce pisałam tu.

*Cytowany fragment pochodzi z omawianej książki.


wtorek, 30 marca 2021

Odeszło, zostało - Jennifer Croft, tł. Robert Sudół


Jennifer Croft zaprasza czytelników do obejrzenia jej rodzinnego albumu. Po wejściu w ten intymny, często bardzo prywatny świat autorki, okazuje się, że wielu z nas odnajdzie tam fragmenty własnych historii i sposobu odczuwania świata.

Na wstępie przyznam, że nie zwróciłabym uwagi na tę książkę, gdyby nie fakt, że Croft jest tłumaczką książek Olgi Tokarczuk. To przykuło moją uwagę i wzbudziło ciekawość tytułem. Była to słuszna intuicja.

Historia sióstr - starszej Amy, której pasją jest fotografia oraz młodszej Zoe została przedstawiona w postaci migawek, pojedynczych scen, kadrów zatrzymanych w czasie i pamięci W tym fotograficznym zapisie obserwujemy codzienność Amy i Zoe, które oglądają razem telewizję, odwiedzają dziadków, chowają się w schowku przed tornadami. Ważnym momentem w ich relacji jest zdiagnozowanie choroby nowotworowej  u Zoe. Nieśmiała Amy boi się o siostrę, czuje jeszcze większą odpowiedzialność za nią, spędzają razem więcej czasu, podczas edukacji domowej. Choroba Zoe zmienia życie rodziny, ale w nim nie dominuje. Płynnie wchodzimy w okres dojrzewania. Siostry przeżywają wspólną wyprawę do drogerii po pierwsze środki higieniczne, u Amy pojawia się fascynacja nauczycielem języka rosyjskiego. Po raz pierwszy obserwujemy u niej również potrzebę posiadania własnej, niezwiązanej z Zoe przestrzeni. W związku z tym przychodzi również czas na pierwsze tajemnice. Kolejne szczeble edukacji pozwalają Amy wybić się na niezależność i rozstać z siostrą.

Niezwykle ważną, równorzędną częścią tej prozy są zdjęcia. Uzupełniają ją, dopowiadają, ale przede wszystkim otwierają czytelnikom pole do własnych interpretacji, przemyśleń. W całości tworzą osobną, równoległą narrację. Jednocześnie ich duża ilość w tak krótkim tekście nieco rozprasza uwagę, nie pozwala odpowiednio skupić się na losach bohaterek, a tym samym przywiązać do nich i przeżyć właściwie ich historii.

W Odeszło, zostało, widać, jak ważne dla Croft są słowa i język. Dobiera je ostrożnie, waży z uwagą. O rzeczach najważniejszych: miłości, tęsknocie, lęku, chorobie pisze z dużą wrażliwością, ale bez odrobiny patosu, egzaltacji. O tematach trudnych: niezrozumieniu, braku akceptacji, zaburzeniach odżywiania, próbie samobójczej -  z dystansem, na chłodno. Co ważne, w żadnym fragmencie nie próbuje szantażować emocjonalnie czytelników. Wszystkie emocje pulsują tu pod skórą, są ukryte pod powierzchnią tekstu. Croft pilnuje, by uwalniały się powoli, nie przejęły kontroli nad percepcją całości. Język używany przez autorkę jest prosty, momentami naiwny, mający podkreślić perspektywę dziecka.

To nie jest wielka literatura i trudno oprzeć się wrażeniu, że nie rości sobie praw do tego typu określeń. To proza oszczędna, kameralna, intymna. Prezentowana czytelnikowi z dużą nieśmiałością i licznymi obawami. Wyrosła na gruncie osobistego doświadczenia. W związku z tym bardzo trudno ją oceniać. Z jednej strony mamy tu uniwersalną powieść o dojrzewaniu, z drugiej, prozę autobiograficzną, skupioną na opisie codzienności. Może więc wystarczy napisać zwyczajnie: po prostu dobrą literaturę. 

Nie udało mi się podczas lektury przywiązać  do bohaterek, opowieść nie poruszyła we mnie tych najczulszych strun. Niemniej dostrzegam jej wszystkie wzruszające momenty. Najcenniejsze w tej prozie są jednak: język i oryginalna forma. To właśnie z uwagi na nie warto zapoznać się z tą historią.

Odeszło, zostało J. Croft, tł. R. Sudół, Wydawnictwo Literackie 2021.
* Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za przekazanie egzemplarza do recenzji.


wtorek, 2 marca 2021

Czytelnicze podsumowanie lutego


W najkrótszym miesiącu roku przeczytałam mało książek i w ogóle nie mogłam się zabrać do pisania o nich. W końcu postanowiłam się zmobilizować i oto jest, tekst podsumowujący moje lutowe osiągnięcia.

1. Matka wszystkich pytań Rebecca Solnit, tł. Barbara Kopeć-Umiastowska - W najnowszej książce Solnit kontynuuje misję uświadamiania nam, że wciąż żyjemy w świecie zdominowanym przez patriarchat, wskazuje, ile jeszcze mamy do zrobienia, by to zmienić, zauważa również to, co już zmieniło się na lepsze. Pisze o uciszaniu kobiet, pomijaniu, odbieraniu im głosu i prawa do decydowania o sobie i swoim ciele. O wymazywaniu z historii, choćby poprzez utrwalanie stereotypu, że w dawnych czasach to mężczyźni wyruszali na polowanie, a kobiety czekały na nich, siedząc bezczynnie w jaskiniach. O kulturze gwałtu, w której wciąż świadectwa kobiet uznaje się za bezwartościowe i powszechne jest przekonanie o tym, że "sama jest sobie winna, bo..." . O przemocy domowej: fizycznej i psychicznej O tym, że coraz więcej mężczyzn rozumie, czym i po co jest feminizm i staje się feministami. Problem uciszenia dotyczy również ich, choćby przez wpajanie im od dziecka, że nie powinni okazywać emocji, bo to niemęskie. Solnit pisze bardzo bezpośrednim, momentami wręcz kolokwialnym językiem. Pisze zadziornie, zaczepnie, konfrontacyjnie, polemicznie. Pisze tak, że recenzje jej książek mogłyby być jednym, bardzo obszernym cytatem. Matka wszystkich pytań, nie jest krokiem milowym w twórczości eseistki, bardziej jest kolejnym etapem na drodze do budowania, kształtowania i zmieniania świadomości społecznej w temacie szeroko pojętej opresji kobiet. Nie jest to też żadne odkrycie Ameryki, bo o tych sprawach mówi się już od dawna. Smutne jest to, że mimo upływu lat, rozwoju cywilizacyjnego i zmianach w świadomości, wciąż są one tak boleśnie aktualne, w zasadzie pod każdą szerokością geograficzną. Że wciąż trzeba mówić o tym głośno, przypominać, tłumaczyć, przekonywać uświadamiać. I całe szczęście, że jest ktoś taki, jak Rebecca Solnit, kto robi to w sposób prosty i zrozumiały dla wszystkich.

* Dziękuję Wydawnictwu Karakter za przekazanie egzemplarza do recenzji.

2. Dom duchów Isabel Allende, tł. Zbigniew Marcin Kowalewski - klasyka literatury sprzed blisko 40 lat, ostatnio pięknie wznowiona przez Wydawnictwo Marginesy. Saga o rodzinie temperamentnego Estebana Trueby. Choć głównym bohaterem na pierwszy rzut oka wydaje się mężczyzna, tak naprawdę jest to powieść o kobietach, ich sile wzajemnym wsparciu i więzach rodzinnych, z których nie sposób się uwolnić. Pięknie napisana historia o miłości, odwadze, nienawiści i zemście. Mamy tu świetnie skonstruowanych bohaterów, do których przywiązujemy się od pierwszych stron, trzymającą w napięciu, gęstą od emocji fabułę. Mamy również sporą dawkę realizmu magicznego, który jednak w żaden sposób nie zaburza harmonii całości, a jedynie dodaje jej smaku i charakteru. Literatura doskonała.

* Dziękuję Wydawnictwu Marginesy za przekazanie egzemplarza do recenzji.

3. Wegetarianka Han Kang, tł. Justyna Najbar-Miller, Choi Jeong In - Yong -hye nawiedzają makabryczne sny. W związku z tym z dnia na dzień postanawia przestać jeść mięso. Ta decyzja na zawsze odmieni jej życie. Gdybym miała określić tę książkę dwoma przymiotnikami, napisałabym : dziwna i osobliwa. Spodziewałam się po niej zupełnie czego innego, niż finalnie otrzymałam. Myślałam, że będzie to zaangażowana społecznie powieść, dostałam: studium szaleństwa, przemocy, dewiacji seksualnych i  swego rodzaju odczłowieczenia. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że autorka w rozwiązaniach fabularnych poszła "o jeden most za daleko", gubiąc po drodze myśl przewodnią i główny wątek. W efekcie uczyniło to tekst niezrozumiałym i nieprzystępnym. Szkoda.

https://www.gwfoksal.pl/wegetarianka-han-kang-sku194a3099cf8a7e5e2011.html

4. Rozmowy z przyjaciółmi Sally Rooney, tł. Łukasz Witczak - Pierwsza wydana w Polsce w zeszłym roku powieść autorki: Normalni ludzie mnie zachwyciła i trafiła na listę najlepszych książek 2020 roku. Druga, będąca jej literackim debiutem, która u nas ukazała się niedawno jest jednym z największych tegorocznych rozczarowań. Młoda kobieta Frances występuje wraz ze swoją byłą dziewczyną Bobbi na slamach poetyckich. Tam pewnego dnia poznają znaną dziennikarkę Melissę oraz jej męża Nicka - aktora. W ten sposób trafiają do świata wyższych sfer. Tekst w całości jest klasycznym small talkiem udającym pogłębioną rozmowę. Pogłębioną, bo mamy tu całą masę aktualnych tematów: różnice klasowe, ekonomiczne, LGBT, uchodźcy, mamy celne miejscami obserwacje, niby poczucie humoru i niby błyskotliwość, która jednak w rezultacie tworzy miałką, mocno przegadaną i ciężkostrawną papkę. Niedobrym, szkodliwym względem autorów pomysłem wydawców jest wydawanie debiutów po uznanych i lubianych powieściach. Gdyby Rozmowy z przyjaciółmi ukazały się u nas prawidłowo jako pierwsza książka Rooney, można by ją uznać za niezłą wprawkę przed drugą powieścią. Jako druga po Normalnych ludziach, pozostawia jedynie złe wrażenie i budzi wątpliwości, co do talentu i warsztatu pisarskiego autorki.

https://www.gwfoksal.pl/rozmowy-z-przyjaciolmi-sally-rooney-sku1605bad37aa38cbd9464.html

5. Miss Birmy Charmaine Craig, tł. Jolanta Kozak - saga rodzinna z historią Birmy i polityką w tle. Pochodząca z ludu Karenów Khin przyjeżdża do Akyab - miasta położonego w zachodniej Birmie, tuż przed wybuchem II wojny światowej. Pracuje jako pomoc domowa. Pewnego dnia poznaje Benny'ego, który jest Żydem. Podziały etniczne, konflikty zbrojne, wielka polityka położą się cieniem na ich wspólnym życiu. Niezwykle cenne jest to, że autorka pokazuje historię Birmy - kraju nieobecnego w powszechnej świadomości i często pomijanego w przekazach medialnych. W tym miejscu żyje ponad 140 grup etnicznych i narodów. Dwie największe: Bamarowie i Karenowie - żyją w ciągłym konflikcie i mają inne wizje państwa. Przede wszystkim jest to jednak powieść o sytuacji kobiet w klasowym, patriarchalnym społeczeństwie. O ich sile i odwadze w walce o siebie. Ta kobieca perspektywa wyróżnia powieść na tle innych. Dobrze napisana, choć nie pozbawiona mankamentów realizacyjnych. Otwiera oczy na nieznany fragment historii i znacząco poszerza perspektywę.

https://wydawnictwowam.pl/prod.miss-birmy.22893.htm?sku=81307





piątek, 12 lutego 2021

Najlepsze książki stycznia


Spośród wszystkich przeczytanych w styczniu książek postanowiłam wybrać dwa najlepsze tytuły i omówić je szerzej.

1. Gorzko, gorzko Joanna Bator - najnowszą powieścią laureatka Nike wraca do świetnej formy pisarskiej i na Dolny Śląsk. Saga o losach czterech pokoleń kobiet z rodziny Serce to wielowątkowa opowieść o losie powtórzonym, tęsknocie, niespełnieniu, ale też o odwadze i sile, by walczyć o siebie i dzień po dniu stawiać czoła fatalnym okolicznościom życiowym. Prababka -  Berta Koch została wychowana w uzdrowiskowym miasteczku na Dolnym Śląsku, przez surowego ojca -  rzeźnika, który przekazał jej swój fach. Jedyne, o czym marzyła przez całe życie to wielka miłość. I właśnie takie fatalne zauroczenie, w konsekwencji zaprowadziło ją do więzienia. Urodzona w zakładzie karnym babka Barbara trafia do sierocińca - przez całe życie starała się zasłużyć na miłość i przez całe swoje życie nie wierzyła, ze jest to możliwe. Córkę urodziła na długo przed trafieniem do więzienia. Jedynym marzeniem Violetty było to, by wyrwać się z ciasnej klitki przy placu Górnika do lepszego życia, oczywiście w towarzystwie rycerza wyjętego wprost z komedii romantycznej lub popularnego romansu. Przez całe życie goniła za marzeniami, uciekała przed wszelką odpowiedzialnością i konfrontacją z rzeczywistością. Jej córka - Kalina jest dziełem przypadku, efektem klasycznej wpadki. Ze wspomnień, zasłyszanych na ich temat historii usiłuje złożyć i zapisać opowieść, by móc wreszcie odnaleźć siebie i swoją tożsamość. Bator stworzyła pełnokrwiste, wyraziste bohaterki, do których się przywiązujemy od pierwszych stron i, których losy śledzimy z ciekawością i zapartym tchem do samego końca. Powieść jest doskonale napisana i skonstruowana. Przeplatające się na przemian historie doskonale się uzupełniają, Mimo dużej objętości (656) udaje się utrzymać uwagę czytelnika. Mamy też idealny miks stylów. Podobnie jak w poprzednich powieściach Bator pojawia się realizm magiczny, który pozostaje w harmonii z faktami i przemyśleniami bohaterek. Ten element magiczny występuje w charakterze przyprawy, która nie zaburza całości narracji i nie odbiera jej powagi. Ogromne wrażenie robi też język i epicki rozmach powieści. Bator potrafi z jednego zdania stworzyć mikropowieść, które na długo zapada w pamięć. Mimo że świat przedstawiony w Gorzko, gorzko jest smutny i trudny, to nie chcemy go opuszczać, bo hipnotyzuje i zasysa. To niezwykle intensywna, dynamiczna proza, o której trudno zapomnieć.

https://www.znak.com.pl/ksiazka/gorzko-gorzko--180665?query=gorzko

2. Amerykańska choroba. Szpitalne zapiski o wolności Timothy Snyder, tł. Bartłomiej Pietrzyk

Snyder to wybitny amerykański historyk, politolog, intelektualista. Autor m.in: O tyranii, Czerwonego Księcia, Skrwawionych ziem. Tym razem napisał książkę wywodzącą się z bardzo osobistych doświadczeń. W grudniu 2019 roku z powodu bardzo złego samopoczucia trafił do szpitala w Niemczech. Lekarze nie rozpoznali zapalenia wyrostka robaczkowego i po jednej dobie został wypisany ze szpitala. Złe samopoczucie nie ustępowało, dwa tygodnie później, po powrocie do Stanów Zjednoczonych ponownie trafił do szpitala, tym razem w Connecticut, gdzie lekarze wycięli mu ślepą kiszkę i znów po jednym dniu pobytu wypisali do domu. Autor udał się wraz z rodziną na urlop na Florydę, gdzie po raz kolejny poczuł się bardzo źle - odczuwał drętwienie rąk i nóg. Znalazł się w szpitalu, z którego po raz kolejny wypisano go po jednym dniu. Wrócił do domu w New Haven, gdzie wykłada historię na Uniwersytecie Yale. 29 grudnia 2019 roku ponownie znalazł się w szpitalu, w związku z gwałtownym pogorszeniem stanu zdrowia. Tym razem na prawidłową, w końcu diagnozę czekał przez 17 godzin na Izbie Przyjęć. Szereg błędnych decyzji i przeoczeń lekarzy doprowadziło Snydera do sepsy, stanu zagrożenia życia i konieczności walki o nie. Te dramatyczne doświadczenia stały się dla niego pretekstem do napisania swoistego aktu oskarżenia przeciwko amerykańskiemu systemowi opieki zdrowotnej i polityce Donalda Trumpa. Skłoniły go również do refleksji nad tym, czym jest wolność i, co oznacza w kontekście choroby?  Snyder stawia tezę, że nie ma wolności bez sprawnie działającej służby zdrowia. I, jeśli Ameryka w dalszym ciągu chce się uważać za ojczyznę wolności musi w radykalny sposób zreformować cały system opieki zdrowotnej, bo obecnie nie pomaga on ludziom, nie chroni ich zdrowia i życia. Jako jego największą wadę wskazuje fakt, że służba zdrowia traktowana jest w Stanach Zjednoczonych, jak biznes, nastawiony na zwiększanie zysków szpitali, klinik, firm farmaceutycznych. Dobro pacjenta ma w tym wszystkim drugo, a nawet trzecio- rzędne znaczenie. Lekarze natomiast są w tym systemie podwykonawcami, trybikami, którzy działają tak, jak oczekuje tego, nastawiony na maksymalizację zysków system. Wykazane są tu także ogromne nierówności: klasowe, rasowe, a przede wszystkim ekonomiczne w dostępie do ochrony zdrowia. Przykład Snydera pokazuje, że nawet posiadanie odpowiedniego statusu i dużej ilości pieniędzy, wcale nie gwarantuje uzyskania rzetelnej, fachowej pomocy i opieki medycznej. Autor dużo uwagi poświęca również polityce Donalda Trumpa. Pokazuje, w jaki sposób: ignorancja, niewiedza, brak środków ochrony, braki kadrowe, oszczędność i złe zarządzanie pandemią koronawirusa doprowadziły Stany Zjednoczone do katastrofy. Świetnie napisana, niezwykle aktualna, ważna i potrzebna książka. Tym cenniejsza, że wyrosła na gruncie osobistych, dramatycznych doświadczeń. Choć dotyczy amerykańskiego systemu ochrony zdrowia, można tu znaleźć wiele uniwersalnych refleksji i spostrzeżeń, które śmiało można odnieść do tego, co dzieje się obecnie w służbie zdrowia na naszym, krajowym podwórku.

* Dziękuję Wydawnictwu Znak za przekazanie egzemplarza do recenzji.

poniedziałek, 1 lutego 2021

Zima - Ali Smith, tł. Jerzy Kozłowski

W drugim tomie cyklu Pory roku Ali Smith kontynuuje eksperymenty z pojęciem czasu i formą literacką.

Byłam przekonana, że Zima będzie kontynuacją Jesieni, która w ubiegłym roku wzbudziła mój zachwyt. Spodziewałam się, że poznam dalsze losy bohaterów, których zdążyłam polubić. Okazuje się, że Zima to odrębna powieść, którą można czytać niezależnie od pierwszego tomu. 

O czym jest ta książka? Najuczciwiej byłoby stwierdzić, że trudno powiedzieć, bo tak naprawdę, o wszystkim. Jak zwykle w twórczości Smith zatarte są granice gatunków, a ramy czasowe i fabularne, nie mają żadnego znaczenia. Przeszłość miesza się z przyszłością, a sny i wizje z bieżącymi wydarzeniami.

Art przyjeżdża na święta do domu  swojej matki Sophii z Lux - dziewczyną, którą zabrał w zastępstwie Charlotte, która niedawno go porzuciła. Niespodziewanie pojawia się tam również dawno nie widziana siostra matki - Iris - nielubiana, czarna owca w rodzinie o zdecydowanych, lewicowych poglądach.

Spotkanie przy wspólnym stole ujawnia podziały wewnątrzrodzinne, tajemnice z przeszłości, do tej pory skrzętnie zamiatane pod dywan, przemilczenia, kłamstwa. Różnice światopoglądowe prowadzą do eskalacji konfliktu między siostrami.

Arta regularnie nawiedzają dziwne wizje. Do jego świadomości usiłują się przedrzeć wszystkie sprawy, które dotychczas starał się wyprzeć z pamięci.

Obok tej zagmatwanej historii rodzinnej, mamy nawiązania do bieżących wydarzeń m.in emocjonalne komentarze do prezydentury Trumpa, czy kwestii globalnego ocieplenia.

W obu tomach pojawiają się liczne nawiązania literackie. Tym razem do Dickensa, Szekspira i Keatsa. Wydaje się, że Smith w swoim cyklu ma również misję przypominania różnych artystek. Tym razem jest to Barbara Hepworth. 

Zima, podobnie, jak jej poprzedniczka Jesień to gęsta, napisana pięknym językiem proza. Mnóstwo tu literackich tropów do odkrycia i publicystyki. Pozostawia wiele możliwości interpretacji. Można się w niej pogubić, można się w niej zatracić, można się nią zachwycić i można się nad nią zamyślić. Literatura nieoczywista, nie dająca się zaszufladkować, niełatwa w odbiorze, długo pozostająca w pamięci. Taka, która nie ma najmniejszego zamiaru podobać się wszystkim i spełniać jakiekolwiek oczekiwania. 

Jesień mnie zachwyciła, Zima nieco ten entuzjazm ostudziła. Niemniej jednak w dalszym ciągu z dużą ciekawością czekam na kolejne tomy z cyklu Pory roku. Nie ulega wątpliwości, że Ali Smith jest jedną z najbardziej oryginalnych, intrygujących, współczesnych pisarek.

Zima, A. Smith, tł. J. Kozłowski, Wydawnictwo W.A.B. 2021.

* Dziękuję Wydawnictwu W.A.B. za przekazanie egzemplarza do recenzji.