Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dziecięca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dziecięca. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 września 2017

Owocowy raj

Gdy opalenizna na skórze przypomina o niedawnych, pełnych słońca i relaksu chwilach, a za oknem goszczą jedynie szarość i chłód, trudno wrócić do codziennych obowiązków. Lekarstwem na to zawsze jest zaplanowanie kolejnej podróży i myśl, że za rok znowu będą wakacje… Jeśli nie możecie sobie pozwolić na szybki wyjazd, proponuje wybrać się na lekturową wycieczkę. Cel idealny: „W Jeżynowym Grodzie” Jill Barklem. Gwarantuje, że nie będziecie chcieli wracać!

Moją pierwszą myślą po przeczytaniu zaledwie kilku stron tego grubego tomu było: chcę się teleportować do Jeżynowego Grodu, natychmiast! Uczucie to wzrastało we mnie, wraz z postępami w lekturze i nie opuściło długo po jej zakończeniu. Nie sądziłam, że książka dla dzieci o przygodach uroczych myszek pochłonie mnie tak bardzo i wzbudzi tego rodzaju emocje. Nie zdarzyło mi się to bowiem od bardzo dawna. Wszystkich fanów ostrego pióra, ironii i poważnych tematów zapraszam do lektury innych tekstów. Tym razem zamierzam się wyłącznie zachwycać. W związku z tym będzie to recenzja monotonna, dla niektórych pewnie nudna i bezwartościowa pod względem krytycznym. Nic na to nie poradzę, mój jest ten kawałek papieru J.

Tytułowy Jeżynowy Gród to sielska, idylliczna kraina zamieszkiwana przez grupę myszek o wywołujących sympatię imionach i nazwiskach. I tak poznajemy rodziny państwa Żabuchów, Jabłuszko, lorda i lady Drewienko, Bazylego, Makóweczkę Bystrzycką, Derenia Mączniaka, Panią Chrupiskórkę, Koniczynkę i wiele innych cudownych stworzeń . Wszyscy oni pracują dla dobra społeczności, pełniąc w niej określoną funkcje. Pan Jabłuszko jest strażnikiem Składziku w Pniu, gdzie gromadzone są zapasy dla wszystkich, Mączniak, jak sugeruje przezwisko odpowiada za młyn. Bazyli opiekuje się piwnicami Składziku w Pniu. Poza pracą, mieszkańcy Grodu spędzają czas na wspólnej zabawie wśród łąk i lasów,  obchodzeniu ważnych świąt i przeżywaniu fascynujących przygód.


Na tom składa się osiem opowiadań. W pierwszej części poznajemy codzienność myszek wyznaczaną przez rytm pór roku. Wiosna to czas zabaw i pikników, latem uczestniczymy w ślubie Makóweczki Bystrzyckiej i Derenia Mączniaka, dzięki temu, przy okazji poznajemy ich miejsca pracy: młyn i mleczarnię. Jesień to czas gromadzenia zapasów na zimę. Zima to z kolei okazja do wspaniałego, wieńczącego rok Śnieżnego Balu.

W kolejnych czterech, powstałych w późniejszym czasie opowiadaniach, czytamy o przygodach myszek: górskiej wycieczce, przeprawie rzecznej, odkrywaniu zakamarków Pałacu pod Starym Dębem i pojawieniu się nowego pokolenia gryzoni. Tutaj możemy w pełni poznać charakter mieszkańców Jeżynowego Grodu.

Są to pracowite, empatyczne, wrażliwe, troskliwe, zaradne, pełne ciepła i miłości stworzenia. Gdy jedno z dzieci gubi się w ciemnym lesie wszyscy wspólnie wyruszają na poszukiwania, gdy ktoś potrzebuje pomocy natychmiast ją dostaje. Tu wszystkie przygody kończą się dobrze, nie ma złych, strasznych upiorów. To pozwala poczuć się bezpiecznie, rozgościć wśród mieszkańców bajkowej krainy i odetchnąć z ulgą.

Barklem udało się stworzyć idealny świat, do którego tęskni każdy z nas i, którego nie chce się opuszczać. Wspólnota, wsparcie, przyjaźń, empatia, wrażliwość, troska, uważność nie są tu jedynie pustymi hasłami, a oczywistością. Ogrom dobra i pozytywnych emocji, płynących z kart tej książki wzrusza i na długo ładuje baterie. Świat byłby odrobinę lepszym miejscem, gdyby każdy z nas miał w swoim otoczeniu taką myszkę i postarał się być nią dla innych.

„W Jeżynowym Grodzie” to pięknie wydany, opasały, bo liczący 248 stron tom. Na pierwsze polskie wydanie tego wspaniałego, pod każdym względem zbioru trzeba było czekać ponad trzydzieści lat. Na szczęście w końcu się pojawiło, a długi czas oczekiwania w pełni wynagradza znakomity przekład Katarzyny Szczepańskiej-Kowalczuk. Twarda oprawa i duży format sprawiają, że książka jest dość ciężka, co dla niektórych może stanowić pewną trudność w lekturze. Warto się poświęcić i przymknąć oko na te niedogodności, bo będzie to najsłodszy ciężar, jaki trzymaliście ostatnio w rękach. Dopełnienie estetycznego wydania stanowią gruby papier i duża czcionka użyta w tekście.

Osobną, wymagającą omówienia kwestią są ilustracje autorki. Piękne, pieczołowicie wykonane, niezwykle drobiazgowe. Wzbogacają historię, pozwalają dopowiedzieć sobie istotne szczegóły z życia myszek, pozwalają bez trudu przenieść się do Jeżynowego Grodu. Są niezwykle klimatyczne, starodawne w najlepszym tego słowa znaczeniu. Tworzą atmosferę książki. Doskonale współgrają z tekstem. Podobnie jak on, tchną ciepłem i spokojem. Są po prostu idealne.


Choć już dawno osiągnęłam pełnoletność i formalnie nie jestem dzieckiem to „W Jeżynowym Grodzie” wzbudziło we mnie właśnie czysto dziecięcy zachwyt. Lektura opowieści napisanych przez Barklem przywołała najlepsze wspomnienia z dzieciństwa i wywołała lawinę dobrych uczuć. W takim nastroju chciałabym pozostać i funkcjonować w tym „mysim” świecie już na stałe.

Jest to mądra, pełna dobra i radości książka dla dzieci. Tu nie liczą się efekty specjalne, skrajne emocje i eskalacja napięcia. Skoro powstają tego typu publikacje i ktoś je wydaje, na przekór obowiązującej modzie, jest nadzieja, że świat nie zwariował do końca i przyszłość najmłodszych rysuje się w jasnych kolorach. Oby tylko jak najwięcej osób ją przeczytało i dało się zaczarować atmosferze Jeżynowego Grodu. O to akurat jestem spokojna.

Ocena: 10/10
J.Barklem, „W Jeżynowym Grodzie”, Wydawnictwo Znak Emotikon 2017.

* Dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon za przekazanie egzemplarza do recenzji http://www.znak.com.pl/wydawnictwo-Znak-Emotikon

niedziela, 17 lutego 2013

Rodzinka PL.


Po debiut literacki Agnieszki Chylińskiej sięgnęłam z ciekawości. Wokalistka odkąd została matką zaskakuje kolejnymi przemianami. Najpierw ostre rockowe brzmienie porzuciła na rzecz bardziej tanecznych rytmów. 

Gdy już wszyscy odsądzili ją od czci i wiary, ona, nie zważając na krytykę postanowiła wejść na kolejny grząski teren. Efektem tego jest książka dla dzieci pod wdzięcznym tytułem „Zezia i Giler”. 

Choć debiut nie wyszedł być może śpiewająco, to w przeciwieństwie do „dzieł” innych gwiazd estrady pozbawiony jest fałszywych tonów.


Tytułowa Zezia, czyli Zuzanna Zezik mieszka wraz z młodszym bratem Czarkiem o pseudonimie Giler i rodzicami w bloku na jednym z warszawskich osiedli. Mama Zezi i Gilera pracuje w biurze, tata zaś jest rzeźbiarzem. Ważnymi postaciami w tej rodzinnej układance są również babcia jasnowłosa, babcia ciemnowłosa i dziadek. Dom rodzeństwa jest zupełnie zwyczajny. Zezia ma do dyspozycji maleńki pokoik, w którym na biurku, ułożone w idealnym porządku mieszkają przybory szkolne. Codzienność Zuzi także nie odbiega od normy. Chodzi do szkoły, wakacje spędza nad morzem i u dziadków. Boryka się również z typowymi dla jej wieku rozterkami ( zmienia w mgnieniu oka obiekty westchnień) i nie rozumie Gilera, którego uważa za bardzo dziwnego.


Ta zwyczajność jest jednocześnie zaletą i wadą książki. Z jednej strony bowiem z pewnością ułatwi to dzieciom identyfikację z bohaterami literackimi. Dorosłym, którzy przeczytają tę historię swoim pociechom może jednak brakować w niej polotu i fantazji. Momentami będą się po prostu nudzić, przysypiając zamiast najmłodszych. Co prawda narratorka opisuje rodzinę Zezików i jej rytuały z dużym poczuciem humoru, bez lukrowania. Z tekstu oczywiście wyłania się przekaz, że rodzina to jest siła, zdarzają się w niej jednak konflikty, których rozwiązanie wymaga pójścia na kompromis. Sama koncepcja fabuły jest dobra, mimo to lektura pozostawia uczucie niedosytu. Być może jest ono spowodowane zbyt dużymi oczekiwaniami, wywołanymi przez liczne, pochlebne opinie i medialną burzę promocyjną.

Rodzina Zezików z pewnością w jakimś sensie wzorowana była na rodzinie Borejków z kultowego już dziś cyklu „Jeżycjada” Małgorzaty Musierowicz. Do tego ideału bohaterom wymyślonym przez Chylińską z pewnością jeszcze bardzo daleko. Biorąc pod uwagę, że zakończenie książki ewidentnie zakłada ciąg dalszy, pozostaje mieć nadzieję, że wokalista dopiero się rozkręca i nie pokazała jeszcze pełni swoich możliwości. Być może regularnie powiększająca się rodzina zainspiruje ją do wymyślania bardziej emocjonujących i mrożących krew w żyłach przygód rodzeństwa. Jako matka Polka, wie przecież doskonale, że najtrudniejszy jest pierwszy krok. Ten ma już za sobą, więc czekamy na kolejne.

Ocena:6/10
A.Chylińska, „Zezia i Giler”, Wydawnictwo Pascal 2012.