piątek, 18 października 2013

Miłość (własna)

Aktorka Ewa Kasprzyk postanowiła dołączyć do bardzo licznego grona osób znanych, które zapragnęły mieć „książkę na koncie”. Nic w tym nowego i oryginalnego. Biorąc pod uwagę panującą od kilku lat modę.

„Mił.ość” wyróżnia jedynie fakt, że przez dużą ilość zdjęć zamieszczonych w środku, spokojnie może być traktowana jako album z tekstem.


Popularność i sympatię szerokiej widowni Kasprzyk zdobyła dzięki rolom w „Koglu – Moglu” i „Komedii małżeńskiej” Romana Zauskiego. Młodsza generacja może kojarzyć ją głównie z „Bellissimy”, seriali „Złotopolscy, „Na dobre i na złe”. W teatrze zasłynęła monodramem „Patty Diphusa”, na podstawie opowiadania Pedro Almodovara. Przez wiele lat była związana z Teatrem Wybrzeże, w 2000 roku przeniosła się do warszawskiego Teatru Kwadrat. Wydawałoby się, że osoba z taką pozycją zawodową nie musi szukać innych form medialnej obecności, a jednak…


„Mił.ość” nie jest klasycznym wywiadem rzeką. Jest to złożony w jedną całość zbiór wspomnień i fragmentów rozmów, przeprowadzonych w różnych miejscach i czasie przez Macieja Kędziaka – dziennikarza „Gali. Zaczyna się tak, w powietrzu między Europą, a Azją: „Czuję się dobrze, kiedy lecę. W samolocie jestem pomiędzy tym, co zostawiam, a tym, do czego zmierzam…Samolot jest nieprzewidywalny. Zawsze możemy spaść albo dolecieć. Lubię oglądać ziemię z góry – być between.

Po tym, nazbyt banalnym początku jest na szczęście nieco lepiej. Kasprzyk oprowadza dziennikarza po swoim rodzinnym mieście, wspomina rodziców, wraca do Teatru Wybrzeże, wspomina swoje ulubione role, początki kariery, odważnie mówi o niespełnieniu zawodowym. W tego typu publikacji nie mogło oczywiście zabraknąć wątków prywatnych. Jest więc o mężu, córce, związku na odległość, przyjaźni, flirtach, relacjach damsko – męskich, niechęci do prowadzenia domu i osiadania w jednym miejscu.

Ewa Kasprzyk swoimi odważnymi wypowiedziami, niepopularną w Polsce otwartością i niezważaniem na konwenanse, nieustannie wzbudza emocje w środowisku. Media regularnie rozpisują się o jej domniemanych operacjach plastycznych, komentują stroje, a paparazzi dostarczają zdjęć z coraz młodszymi mężczyznami. Można kwestionować zasadność powstania tego rodzaju książki, tym bardziej, że sama aktorka unika podsumowań, wydaje się też, że na takowe jest zdecydowanie za wcześniej. Jedynym, najważniejszym argumentem za jest barwna osobowość głównej bohaterki, która stanowi fantastyczny materiał na hit wydawniczy.

W tekście autorka pokazuje ogromny dystans, poczucie humoru i błyskotliwość, ale również wrażliwość, o którą pewnie niewielu ją podejrzewa.

"Od jakiegoś czasu przed wejściem na plan serialu uczę się tekstu w garderobie. Ktoś mi powiedział: „O, a ty nawet nie odpakowałaś egzemplarza”. Bo wyjmuje scenariusz z koperty, kiedy jestem malowana. Nie zaglądam do niego, bo i tak wiem, co kryje. Gdybym miała kreować jakiegoś fizyka, matematyka i musiałabym operować specjalistycznymi terminami, tobym zajrzała do koperty natychmiast po jej otrzymaniu. A jeżeli ja mówię w kolejnych scenach: „Nie nalałaś herbaty” albo „Źle postąpiłaś wobec Wojtka czy: „ Nie odśnieżyłaś chodnika”…
A co mówiłaś ostatnio?
Ewa: „Nie jest sztuką dobrze usmażyć kotlety, ale dobrze kłamać”. Maciek, no to czy trzeba się tego nauczyć w domu? Kiedy ryzykujesz, to potem albo pijesz szampana, albo zażywasz luminal.”

Czy inne polskie gwiazdy filmowe stać na podobną szczerość? Nie zauważyłam.

Osobną kwestią są w tej książce dobre zdjęcia Sary Niedźwieckiej. Ich duża, w stosunku do objętości tekstu ilość nieco drażni i każe zadać pytanie, czy przypadkiem ta ekskluzywna sesja nie była jedynym pretekstem do dopisania reszty i wydania w formie książki. Z drugiej jednak strony, pokazują dobre samopoczucie i wysoki poziom samoakceptacji aktorki, których z całą pewnością można jej pozazdrościć. Można również docenić, że Kasprzyk ma odwagę prezentowania ciała „w tym wieku”, co w polskich warunkach może zostać uznane za kontrowersyjne. Trochę fermentu jeszcze nikomu nie zaszkodziło i bardzo dobrze, że ktoś ma ochotę go robić.

Rozmowy w „Mił.ości” początkowo są nieco chaotyczne, a Maciej Kędziak sprawia wrażenie kogoś, kto zupełnie nie ma pomysłu, spójnej koncepcji całości. Dziennikarz miał jednak szczęście, że trafił na Ewę Kasprzyk, która w pewnym momencie przejęła stery, nadała rytm i oczywiście doprawiła tekst pieprzem. Tak naprawdę tylko dzięki temu resztę czyta się nieźle, pozbywszy się ochoty na zgrzytanie zębami i przerwanie lektury.

Jeśli ktoś lubi czytać wywiady z gwiazdami w pismach o stylu życia, magazynach typu people, które dodatkowo są starannie wydane i dopracowane graficznie będzie zachwycony. Jeśli ktoś wielbi Ewę Kasprzyk od zawsze, będzie miał podobne odczucia, bo tekst daje szansę poznania aktorki w zupełnie nowej odsłonie. Cała reszta spokojnie może odpuścić.

Ocena: 5/10
„Mił.ość”, z Ewą Kasprzyk rozmawia Maciej Kędziak, zdjęcia Sara Niedźwiecka. Wydawnictwo G+J Polska 2013.
*Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa G+J http://www.gjksiazki.pl/

sobota, 12 października 2013

Poetka wyklęta

O Papuszy zrobiło się głośno za sprawą filmu Krzysztofa Krauze i Joanny Kos – Krauze, który w listopadzie wejdzie na ekrany naszych kin. 

Postać cygańskiej poetki dotychczas nie była znana szerokiej publiczności.

 Zanim wybierzemy się na film, warto bliżej poznać jej życiorys, środowisko, z którego się wywodziła oraz odkryć, na czym polegał urok jej wierszy. 

Doskonałą okazją do tego jest lektura przejmującego reportażu Angeliki Kuźniak pt. „Papusza”.


Bronisława Wajs została nazwana Papuszą, czyli lalką z powodu swej niezwykłej urody. Data i miejsce jej urodzenia nie są dokładnie znane. Kuźniak pisze: „Czas w tej opowieści to czas cygański i trudno mu ufać. O lata pytać nie warto. Nikt ich w taborze nie liczył. Krąży opowieść, że chłopi kończyli zbierać zboże z pól w dniu, w którym się rodziła, podobno 17 sierpnia.” W zapisach występuje też jednak data 10 maja. Wiadomo na pewno, że przyszła na świat w taborze, wędrującym po terenach Podola, Wołynia i Wilna. Od wczesnych lat odznaczała się dużym sprytem i bystrością. Dzięki tym cechom szybko nauczyła się kraść i wróżyć a to z kolei sprawiło, że była przydatna w grupie. Nade wszystko ceniła przyrodę i wolność, ale marzyła również, by nauczyć się czytać i pisać, bo wiedziała, że to pozwoli jej być może odkryć zupełnie inny świat. To marzenie pomogła jej spełnić żydowska sklepikarka, która w zamian za kury pokazywała jej alfabet i uczyła czytać, ciesząc się, że Papusza robi tak szybkie postępy. Można śmiało powiedzieć, że ta umiejętność zdecydowała o jej późniejszych losach i ostatecznie przyczyniła się do klęski.


Na nowe umiejętności Papuszy w taborze od początku patrzono nieprzychylnie. Cyganie wyśmiewali jej ambicje, z drugiej strony wzbudzała ciekawość Ona jednak nie zważając na nic, każdą wolną chwilę spędzała na czytaniu i nauce pisania, która szła jej dość opornie. Dla zyskania wprawy, zaczęła zapisywać swoje obserwacje, dotyczące głównie życia w taborze i przyrody, która była jej największą miłością. Z czasem zaczęła pisać wiersze i pieśni cygańskie, których sama nigdy tak nie nazywała. Niewątpliwie jednym z wielu momentów przełomowych w życiu Papuszy było pojawienie się w taborze Jerzego Ficowskiego, który zyskał dużą przychylność Cyganów, zaprzyjaźnił się z Wajs i namawiał ją do pisania, a wiersze już powstałe pokazał Julianowi Tuwimowi, który był nimi oczarowany. Po publikacji kilku utworów w czasopismach literackich, Papusza zaczęła być znana w środowisku ,  zapraszana  na spotkania autorskie. Jej twórczość została doceniona, co przekładało się również na kwestie materialne, a to z kolei nie podobało się cygańskiej braci, wśród której miała coraz więcej zaciekłych wrogów. Kroplą, która przelała czarę goryczy, oburzyła Cyganów i ostatecznie zwróciła ich przeciwko Bronisławie Wajs, było ukazanie się w 1953 roku książki Jerzego Ficowskiego pt. „Cyganie polscy”. Po tej publikacji Papusza została oskarżona o zdradę tajemnic kodeksu cygańskiego i wykluczona ze społeczności.

Od tego momentu „Papusza” jest historią o kobiecie odrzuconej, pozbawionej godności, przegranej, o złamanym życiu. Wajs, z jednej strony nie potrafiła wyrzec się swojego pochodzenia, z drugiej nie chciała wyrzec się słów, które były rodzajem ukojenia. Jest to też jednak opowieść o pokorze, pięknie, wolności i niszczącej sile wrażliwości.

Reportaż Kuźniak opiera się przede wszystkim na archiwalnych dokumentach. Listach, które Papusza pisała do Jerzego Ficowskiego i Juliana Tuwima, fragmentach jej pamiętnika, nagraniach filmowych i radiowych oraz wypowiedziach osób związanych ze środowiskiem cygańskim. Tekst, uzupełniony zdjęciami jest praktycznie zupełnie pozbawiony komentarza odautorskiego, co czyni całość jeszcze bardziej dramatyczną i przejmującą.

 „…Dobre ludzi dali mieszkanie, ale wziąć słowika w klatkę zamknąć, to on wszystko traci. Choć pięknie śpiewa, to jemu jest smutno.”
„A ja cygańska córka, las mi zdrowie daje. Jechałam taborem, to czułam się jak królowa Bona. Do mnie należeli perły rannej rosy. Moje były gwiazdy złote. Dziś, co we włosy wplotę?”
„Śpiewać nauczył mnie wiatr, ruczaje płakać. A jak lipy kwitły, to aż mnie zatykało, tak miód było czuć…To wszystko nie można wydrążyć ze serca.”

Te zdania więcej mówią o Papuszy i klimacie reportażu napisanego przez Angelikę Kuźniak, niż wszystkie najbardziej wyczerpujące recenzje.

Ocena:8/10
A.Kuźniak, „Papusza”, Wydawnictwo Czarne 2013.
*Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne http://czarne.com.pl/


piątek, 4 października 2013

Spotkanie autorskie


Stroniąca od mediów i udzielania wywiadów Dorota Masłowska zdecydowała się na udzielenie wywiadu – rzeki. Rozmowę zatytułowaną „Dusza światowa” przeprowadziła zaprzyjaźniona z pisarką Agnieszka Drotkiewicz. 

W związku z tym, że książka ukazała się w rok po premierze ostatniej powieści Masłowskiej pt. „Kochanie zabiłam nasze koty”, treść w niej zawarta będzie nowa i odkrywcza tylko dla tych, którzy nie czytali licznych wywiadów prasowych udzielonych przez pisarkę przy okazji promocji powieści.


Od debiutanckiej, wydanej dziesięć lat temu „Wojny polsko – ruskiej pod flagą biało – czerwoną”, Masłowska nazywana jest głosem pokolenia, największym objawieniem w polskiej literaturze współczesnej. Krytycy, przy okazji każdego nowego wydawnictwa podkreślają jej talent i niebywały słuch literacki. Wśród czytelników ma tyle samo fanów, co zagorzałych przeciwników. Można nie lubić specyficznych utworów autorki, nie doceniać jej oryginalnego stylu i zabawy konwencją, ale jedno trzeba przyznać, Masłowska ma dużą celność w obserwacji różnych grup i zachowań społecznych. Pewnie stąd chęć wielu osób, by skłonić ją do wypowiedzi „na każdy temat”. Do tej pory dzielnie się przed tym broniła. Częsta obecność medialna, przy okazji promocji „Kotów” sugeruje, że nieco zmieniła strategię. Być może wynika to z faktu, że jak sama mówi nie ma już ochoty na bycie rarogiem.


„Dusza światowa” nie jest zbitkiem wypowiedzi na każdy temat. Masłowska, mimo że występuje tym razem jako główna bohaterka nie stawia się w pozycji mentorki, nie narzuca poglądów. Po prostu zwyczajnie, bez spięcia wymienia z Drotkiewicz myśli na temat procesu tworzenia tekstów i jego przenikania do codziennego funkcjonowania, a także obserwacje dotyczące kultury, społeczeństwa, konsumpcjonizmu. Nie bez znaczenia dla całości rozmowy jest fakt, że autorki są ze sobą zaprzyjaźnione. Mimo wielokrotnie podkreślanych różnic światopoglądowych rozmowa ma charakter pokojowy, Drotkiewicz nie dąży za wszelką cenę do wywołania sporu, konfrontacji i bardzo medialnej jatki, tak często obserwowanej w programach publicystycznych.

Książka została podzielona na rozdziały. Wśród tematów rozmów znalazły się m.in.: Ameryka, morze, miasto, polityka, praca, przyjemności, płeć, przyroda i ciało, a także jeden z najlepszych jedzenie z pęknięciem. Najciekawsze są właśnie obserwacje socjokulinarne: o dynamice głodu w Polsce (najpierw niedosyt wszystkiego, potem przesyt), o tym jak status ekonomiczny wpływa na wybory żywieniowe i o fenomenie czasopisma „Prześlij przepis”. Ciekawie jest również we fragmentach o morzu i pisaniu tekstów. Wątki dotyczące szkodliwości prowadzenia alternatywnego życia na Facebooku, etykietowania literatury i szybkiego anektowania jej przez różne obozy polityczne, fascynacji miastem, przy jednoczesnej chęci powrotu do natury, nadmiernym konsumowaniu kultury były już wielokrotnie wałkowane, a wypowiedzi Masłowskiej nie wnoszą nic nowego do tego, co zostało już zauważone przez innych publicystów, czy osoby publiczne. W rozmowie nie pojawiają się też na szczęście kwestie dotyczące prywatności, z czego obie pisarki drwią w rozdziale „Techniki wywiadu i wspomnienia”. „Dusza światowa” kończy się rozmową uzupełniającą nagraną w 2013 roku, w niej autorki analizują, jak bardzo straciła na aktualności ich rozmowa sprzed roku.

Wszyscy, którzy spodziewali się po „Duszy światowej” zbioru błyskotliwych fraz, które wejdą do języka potocznego, oryginalnych sądów, czy też odkrycia prywatnych sekretów pisarki, będą srodze rozczarowani. Owszem, rozmowa ma kilka przysłowiowych momentów, są też jednak fragmenty zbędne, nudne, banalne. To wrażenie być może związane jest z faktem, że od Masłowskiej, z założenia oczekujemy czegoś wyjątkowego, a po lekturze dowiadujemy się, że po części u pisarki jest po prostu zwyczajnie.

Niektórzy kwestionują zasadność powstania tej książki, ale być może „Dusza światowa” powstała z czystej wygody, by Masłowska mogła odhaczyć kategorię wywiad – rzeka w dorobku pisarza i nigdy więcej do niej nie wracać. Być może przy okazji ukazania się kolejnej powieści okaże się, że jest to jedyna tak obszerna, światopoglądowa wypowiedź pisarki i wszyscy żądni wywiadów dziennikarze będą do niej odsyłani. Jeśli tak to z całą pewnością trzeba ją przeczytać, bo za kilka lat, może się okazać, że będzie miała wartość unikatu. Jeśli natomiast przy kolejnych odsłonach twórczości Masłowska ponownie będzie musiała odpowiadać na pytania zadane przez Drotkiewicz, a czytelnicy dostaną „powtórkę z rozrywki” to faktycznie „Dusza światowa”, poza ekonomiczno – marketingowym rzeczywiście nie ma sensu.

Ocena: 6/10
„Dusza światowa”, z Dorotą Masłowską rozmawia Agnieszka Drotkiewicz. Wydawnictwo Literackie 2013.
*Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego http://www.wydawnictwoliterackie.pl/

piątek, 27 września 2013

Moda Polska

Naczelny skandalista wśród rodzimych stylistów Tomasz Jacyków, postanowił dołączyć do szerokiego grona autorów książek. Na szczęście w przeciwieństwie do niektórych, pisze o tym, czym zajmuje się zawodowo i na czym naprawdę się zna, czyli o modzie. 

W książce „O elegancji i obciachu Polek i Polaków, od stóp do głów” nie znajdziemy jednak plotkarskiego magla i tak popularnego ostatnio „modowego sądu” na celebrytach. 

Niektórzy pewnie zapamiętają z tej książki jedynie dosadny język autora, poczują się urażeni i czym prędzej ją odłożą. 

Warto jednak zdobyć się na odrobinę dystansu w stosunku do stylu wypowiedzi i skupić na treści, bo poradnik zawiera kilka cennych informacji na temat tego, jak się nie ubierać, a raczej, w co ubierać, żeby wyglądać dobrze. 

Teoretycznie większości wydaje się, że wie, ale z praktyką, co pokazuje Jacyków jest zdecydowanie gorzej.


Wygląda na to, że po trendzie na śpiew, taniec, gotowanie w naszym kraju przyszedł czas na modę. Internet pełen jest modowych blogów, a ich autorki potocznie zwane szafiarkami, często bezpodstawnie zyskały rangę celebrytek, relacje z premier filmowych i innych eventów prezentowane w telewizji, skupiają się głównie na tym, kto i jak był na nich ubrany. Wszystkie niemal czasopisma kobiece mają rubrykę typu „modowy sąd” i specjalistów od stylu na etacie w redakcji, którzy ostro oceniają stroje osób znanych. Każda z szanujących się gwiazd filmu, czy telewizji, czuje ostatnio potrzebę stworzenia własnej kolekcji ubrań, biżuterii etc., nawet, jeśli to tworzenie ogranicza się faktycznie do sygnowania własnym nazwiskiem. Nie mówiąc o tym, że ostatnio wszyscy stylizujemy się przed wyjściem z domu, a nie jak dawniej zwyczajnie ubieramy. Rynek wydawniczy jak zawsze błyskawicznie odpowiedział na zapotrzebowanie i pojawiło się na nim sporo modowych poradników, od „Lekcji stylu” Jolanty Kwaśniewskiej po ostatnio wydane „10 sposobów na modę” Mai Sablewskiej. Oczywiście segment publikacji zagranicznych na ten temat również jest bardzo bogaty. Z ostatnich tytułów wystarczy wspomnieć o „Lekcjach Madame Chic”, czy „Paryski szyk. Podręcznik stylu”.


Szerokiej publiczności Tomasz Jacyków znany jest z występów w telewizji śniadaniowej, gdzie w cyklu „Moda Polska”, dobiera ubrania dla „zwykłych” Polek oraz często niezwykle krytycznych ocen stylu polskich gwiazd. Szczerość w mówieniu o homoseksualizmie, przyjaznym stosunku do botoksu i noszenia naturalnych futer, sprawiły, że szybko zyskał miano skandalisty, a liczni złośliwcy zaczęli nazywać stylistę Pajacykowem. W związku z tym, niewielu wie, że swoją karierę w branży modowej Jacyków rozpoczął już w 1991 roku, od współpracy z fotografem Markiem Czudowskim. Pracował też dla zagranicznych pism Harper’s Bazar i Biba, a w Polsce m.in. z „Twoim Stylem”, „Elle”, „Panią”. Na przestrzeni lat współpracował z wieloma światowymi domami mody m.in. Jean Paul Gaultier, Escada, Max Mara, Bruno Banani. Współpracował z gwiazdami, tworzył stroje do programów telewizyjnych, filmów, teatru i opery.

Powstanie książki „O elegancji i obciachu Polek i Polaków, od stóp do głów, jest więc wynikiem wieloletniego doświadczenia i obserwacji. Wstęp poniekąd sugeruje, czego możemy spodziewać się po całości. Czytamy w nim:

„ Starałem się zachować w książce jak najwięcej siebie mojego języka, nie zawsze grzecznego W tym miejscu przepraszam wszystkie dzieci i konsekwentnych konserwatystów – nie bierzcie mnie za przykład, nie nadaję się. Ale kocham to, co robię, swoją pracę, ludzi. Nie lubię półśrodków, lubię mówić to, co myślę i biorę za własne słowa odpowiedzialność.”

Na początku znajdziemy rozdział poświęcony historii mody na świecie i w Polsce. Następne rozdziały to poszczególne części ciała: stopa i przy okazji buty, łydka, kolano i udo, talia, biodra, pośladki, biust, szyja, dekolt. Znajdziemy w nich wskazówki, jak dbać o ciało, jak wyeksponować poszczególne partie, bądź ukryć mankamenty oraz jak się przyodziewać w zależności od sytuacji. W każdym rozdziale wskazane są oczywiście największe błędy popełniane w tych kwestiach przez nasze społeczeństwo W dalszej części przeczytamy rozważania o makijażu i dodatkach: zegarkach, biżuterii, nakryciach głowy, torebkach. Pozostałe treści dotyczą spraw bardziej ogólnych typu: symbole religijne i narodowe w modzie, kulisy przygotowania pokazów, operacje plastyczne, kwestia noszenia futer. Dowiemy się też np., czym różni się dreskod od mody, jakie kolory mieszczą się w pojęciu klasyczna elegancja, dlaczego warto pamiętać o proporcjach i znać mankamenty swojej sylwetki, jak kompletować garderobę, żeby uniknąć problemu nie mam się, w co ubrać!, a także, dlaczego w modzie według Jacykowa nie ma pojęcia tanio i dobrze i dlaczego jakość musi kosztować. Stylista nie byłby sobą, gdyby na końcu nie zamieścił apelu do narodu „ w sprawie nieśmierdzenia i jakiego takiego ochędóstwa”.

W tekście odbija się osobowość autora mnóstwo tu ironii, specyficznego poczucia humoru, dosadnych określeń i przekonania o własnej wyjątkowości. Autor szczerze przyznaje we wstępie, że nie aspiruje do bycia pisarzem, nagrał, to, co chciał przekazać, przepisał, a następnie poskładał, korzystając z pomocy redakcyjnej. Z uwagi na taki sposób „tworzenia” w tekście znajdziemy mnóstwo dygresji, czasami bardzo odległych od tematu głównego. Ich duża ilość wprowadza do całości chaos i sprawia niekiedy, że informacje, rady wartościowe giną w natłoku zdań. Potoczny język używany przez autora odbiera publikacji nieco powagi, a to z kolei sprawi z pewnością, że krytycy wszelkiej maści niezasłużenie uznają książkę za bezwartościowy twór, którym nie warto się zajmować.

Wiele do życzenia pozostawia szata graficzna i jakość wydania. Wszechobecny kolor pomarańczowy i zastosowanie różnych czcionek jest męczące dla oczu i daje, być może zamierzone wrażenie niestaranności. Razi również duża ilość literówek. Szczególnie ważne informacje zostały umieszczone w ramkach, a niezwykle istotne dla stylisty spostrzeżenia na pomarańczowych stronach. Tekst uzupełniony jest o „spostrzeżenia uliczne” Jacykowa, które zostały zaczerpnięte z programu, który prowadził. Dla przykładu:

„ Ta pani w ogóle postawiła na ekstrawagancję i postawiła sobie czapkę z pomponem jak smerfetka po pupę.”
„A tu męska moda typu dżinsy i koszula albo tiszert za paskiem. I to jeszcze wszystko podciągnięte…to tak zwane spodnie na Pawełka, wszystko podciągnięte wysoko. Jeszcze z tyłu tam się robi taka pupa nosorożca. A z przodu gigantyczna przepuklina w jednej nogawce i jesteśmy macho i niech wszyscy nam wybaczą.”

Można uznać, że Tomasz Jacyków nie ma racji, a jego spojrzenie i podejście do mody jest tylko jednym z możliwych, niekoniecznie słusznych. Można go nie lubić i mieć za złe ocierający się o wulgarność język, którego używa. Warto jednak przyswoić sobie kilka przydatnych zasad ubioru, które kryją się pod tą otoczką. Zanim dojdziemy do wniosku, że takie lektury są nam niepotrzebne, warto zadać sobie pytanie, czy naprawdę zawsze wyglądamy tak dobrze, jak nam się wydaje i czy choć raz nie popełniliśmy wymienionych w książce błędów?

Ocena: 6/10
T. Jacyków, „O elegancji i obciachu Polek i Polaków, od stóp do głów”. JS &Co Dom Wydawniczy 2013.
*Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa JS&Co http://www.szulski.com/autorzy


sobota, 21 września 2013

Tajemnice Świętej Patrycji

Choć powieść „Święty Psychol” Johana Theorina ukazała się w serii ze strachem wydawnictwa Czarne i reklamowana jest jako thriller, zdecydowanie bliżej jej do powieści psychologicznej z dreszczykiem. Dodajmy, bardzo dobrej powieści.

Nie od dziś wiadomo, że aby stworzyć atmosferę grozy nie potrzeba wcale makabrycznych zbrodni, trupów ścielących się gęsto, krwi ściekającej z każdej strony książki, spektakularnych pościgów i strzelanin. Wystarczy umieścić akcję w oddalonym od świata szpitalu psychiatrycznym i natychmiast zaczynamy się bać.Właśnie z tego, sprawdzonego już wcześniej patentu skorzystał Theorin.

Jan Hauger – główny bohater książki jest przedszkolankiem z powołania. Tylko wśród dzieci czuje się bezpiecznie i uważa, że jako jedyne są one godne zaufania. Ma to związek z trudnymi przeżyciami z dzieciństwa. Pewnego dnia, powodowany chęcią uporania się z przeszłością, postanawia zmienić miejsce zamieszkania i podejmuje pracę jako opiekun dzieci w miasteczku Valla. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że przedszkole Polana, znajduje się na tyłach szpitala psychiatrycznego imienia świętej Patrycji – potocznie zwanym przez miejscowych Świętym Psycholem, a rodzice uczęszczających tam dzieci są w nim zamknięci. Placówka jest swego rodzaju eksperymentem, a dzieci stanowią istotny element, narzędzie w terapii rodziców. Lekarze badają, na ile kontakt z chorymi rodzicami wpływa na ich prawidłowy rozwój. Podejmując pracę Jan musi zgodzić się na przestrzeganie zasad tam obowiązujących. Jedną z naczelnych jest zakaz rozmów na temat pacjentów „świętego psychola”. Przedszkole ze szpitalem połączone jest podziemnym korytarzem, a jednym z obowiązków pracowników jest przeprowadzanie maluchów na spotkania z rodzicami.

Akcja powieści rozgrywa się bardzo powoli na kilku płaszczyznach czasowych. Z każdą kolejną stroną poznajemy coraz więcej faktów z przeszłości bohatera, pozwala to zrozumieć nam kierujące nim obecnie motywacje. Choć początkowo wydaje się, że w Polanie spotkali się ludzie kompletnie różni, przypadkowi, szybko okazuje się, że łączy ich wspólny cel, sekretny plan, który mają do zrealizowania po drugiej stronie muru. Atmosferę grozy u Theorina budują przede wszystkim pełne zakamarków piwnice, łączące przedszkole ze szpitalem, z których mamy ochotę natychmiast uciec z uczuciem silnej klaustrofobii oraz gęste lasy, w których błądzą bohaterowie. Kolejnymi interesującymi elementami są niejednoznaczna postawa głównego bohatera i ciekawie zarysowane osobowości pozostałych postaci oraz  łączących je relacji, które pozostawiają czytelnikowi duże pole do tworzenia własnych scenariuszy i interpretacji.

„Święty Psychol” traktuje jednak przede wszystkim o złożoności ludzkiej natury, samotności i wyobcowaniu trudnym do zniesienia, a przede wszystkim o miłości niemożliwej, która trwa bez względu na okoliczności i upływający czas. Autor przekonuje, że są rany, których nie goi czas i krzywdy, których nie da się odkupić, a zło bez względu na okoliczności i intencje zawsze pozostaje złem.

Na pierwszy rzut oka powieść wydaje się bardzo przewidywalna, a tempo rozwoju akcji pozostawia wiele do życzenia. Z każdą kolejną stroną przekonujemy się jednak, że jest ona konstrukcyjnym majstersztykiem. Autor zaskakuje przewrotnością proponowanych rozwiązań, błyskotliwie myli tropy. Kiedy wydaje nam się, że już wszystko wiemy Theorin serwuje nieoczywiste zakończenie, pokazując, że za wcześniej straciliśmy czujność, bo w jego twórczości nie ma miejsca na oczywiste schematy.

Ocena: 8/10
J. Theorin, „Święty Psychol”, Wydawnictwo Czarne 2013.
*Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne http://czarne.com.pl/


środa, 11 września 2013

Opowieść derwisza

„Sufi” to debiut powieściowy Elif Şafak, który w Polsce ukazuje jako szósta z kolei powieść autorki. 

Znajdziemy w niej wszystkie znaki „szczególne” twórczości pisarski: fascynację mistycyzmem, umiłowanie alegorycznych opowieści rodem z „Baśni tysiąca i jednej nocy”, szacunek dla słowa i dawnych przekazów ustnych. 

Zwolennicy będą usatysfakcjonowani, sceptycy z kolei mogą odnieść wrażenie, że wciąż czytają tę samą książkę.


Şafak przyzwyczaiła swoich czytelników do wielowątkowości swoich utworów i mnogości występujących w nich bohaterów. Nie inaczej jest tym razem. Młody chłopiec o imieniu Pinhan trafia do klasztoru derwiszów. Młodzieniec nosi w sobie wstydliwą tajemnicę o swojej dwoistej naturze. Ów sekret jest powodem ciągłego smutku i cierpienia. Wśród doświadczonych mędrców próbuje zrozumieć sens swojej przypadłości. Pewnego dnia chłopiec postanawia wyruszyć w podróż, która ma mu pomóc w znalezieniu własnego miejsca w świecie, miłości, a przede wszystkim zbudowaniu swojej indywidualnej historii. W ten sposób trafia do Stambułu. Od momentu wyruszenia w drogę dużo ważniejsze od głównego bohatera stają się postaci, które spotyka, zanim dotrze do celu.


Podczas wędrówki Pinhan spotyka same barwne osobowości. Wśród nich są między innymi karzeł, wędrowny sprzedawca alkoholu, staruszki zaprzyjaźnione z dżinami,  ułomna dziewczynka o niezwykłych zdolnościach, a także zwykli rzezimieszkowie. Każda z tych postaci przynosi z sobą nową, coraz bardziej nieprawdopodobną opowieść, a my z każdą kolejną stroną coraz bardziej oddalamy się od rzeczywistości, wchodząc w magiczny świat baśni.

„Sufi” pełen jest symboli i ukrytych znaczeń. Bohaterów nawiedzają prorocze sny i objawienia. Oprócz wątków mistycznych, pojawiają się również odniesienia do filozofii Empedoklesa, który uważał, że wszechświat powstał z czterech żywiołów. Na kartach powieści znajdziemy mnóstwo filozoficznych rozważań na temat roli przeznaczenia w życiu, osobistego kształtowania swojego losu. Głównym problemem wplecionym w fabułę wydaje się jednak ten, o potrzebie życia w zgodzie z samym sobą, bez względu na przeciwności losu.

Szkatułkowa budowa powieści powoduje, że momentami ginie w niej wątek główny, co sprawia wrażenie chaosu. Poetycki język jest z kolei przesadnie naładowany ozdobnikami, metaforami. Dużo tu również cytatów, fragmentów wierszy i poematów. Niektóre frazy brzmią, jak żywcem wyjęte z prozy Paulo Coelho. Mimo tych niedociągnięć warto pamiętać, że jest to debiut pisarki. Książka ukazała się w Turcji dwadzieścia lat temu, poruszenie tematu homoseksualnej orientacji w tamtym czasie wymagało odwagi i wywołało szok w społeczeństwie. Wydaje się, że między innymi za tę odwagę Şafak dostała za „Sufiego” Nagrodę Rumiego w 1998 roku.

Ocena: 6/10
E. Safak, „Sufi”, Wydawnictwo Literackie 2012.

wtorek, 3 września 2013

Sensacyjne impresje

Dzieła sztuki, ich kradzieże i brawurowe odzyskiwanie to motyw bardzo często wykorzystywany, nie tylko w literaturze, ale także w kinie. 

Jako, że temat jest wyjątkowo nośny jego wykorzystanie, przy odrobinie talentu, fantazji twórcy kończy się stworzeniem bestselleru lub nieśmiertelnego hitu filmowego. 

W swojej najnowszej powieści „Bezcenny” posłużył się nim także Zygmunt Miłoszewski – podobno jeden z najzdolniejszych ostatnio autorów kryminałów w naszym kraju. 

Z całą pewnością osiągnął zamierzony efekt, bo książka sprzedaje się jak ciepłe bułeczki i zagościła na szczytach Empikowej listy przebojów. Faktycznie czyta się ją szybko, choć bez przesadnego zachwytu i z odrobiną znużenia, wywołanym nie tylko sporą objętością całości.


Przerwa urlopowa i chwilowa niechęć do tzw. ambitnej literatury sprawiła, że postanowiłam zagłębić się w kryminały – gatunek, którym w wakacje zachwycają się wszyscy od Bałtyku po Tatry. Dotychczas nie byliśmy przesadnie zaprzyjaźnieni, choć wielokrotnie podejmowałam próby nawiązania głębszych relacji, ale zawsze kończyły się one wnioskiem, że po Christie i Larssonie nic mnie nie zachwyci, więc nie ma to większego sensu. Na szczęście zawsze można zmienić zdanie…Tym właśnie sposobem trafiłam na Miłoszewskiego. Był to mój pierwszy kontakt z pisarzem. Dość późny, przyznaję, bo „przegapiłam” jego dwie wcześniejsze, najpopularniejsze dotąd powieści, czyli sfilmowane przez Jacka Bromskiego „Uwikłanie” oraz kolejną „Ziarno prawdy”- cykl o przygodach prokuratora Szackiego.. W swojej ocenie nie będę, więc porównywać, czy „Bezcenny” jest od nich lepszy czy gorszy i jak postępuje rozwój autora na przestrzeni lat.


Akcja powieści została osnuta wokół zaginionego w czasie II wojny światowej „Portretu Młodzieńca” Rafaela Santi. Do Polski dociera informacja, że jest on w posiadaniu amerykańskiego biznesmena, a jedynym sposobem jego odzyskania jest kradzież. Do tego zadania zostaje powołana „grupa specjalna”, z dr Zofią Lorentz – urzędniczką MSZ, zajmującą się odzyskiwaniem dla Polski zrabowanych dzieł sztuki. Towarzyszą jej ambitny marszand - Karol Boznański, były współpracownik służb specjalnych – Anatol oraz szwedzka złodziejka – Lisa. Okazuje się, że bezcenne dzieło sztuki jest zaledwie początkiem zagadki, której rozwiązanie może wpłynąć nie tylko na losy Polski, ale również świata.

W „Bezcennym” na pierwszy rzut oka wszystko teoretycznie się zgadza. Mamy ciekawie, z małymi wyjątkami (Zofia Lorentz) narysowanych bohaterów, wartką akcję, dużo fachowej, interesującej wiedzy z historii sztuki. Im bardziej zagłębiamy się w lekturze, tym więcej dostrzegamy mankamentów. Po pierwsze wydaje się, że autor zapędził się nieco we własnej fantazji. W książce znajdziemy bowiem zamach terrorystyczny, brawurowe pościgi, strzelaniny, oddział Marines, nawiązania do Bonda, Indiany Jonesa, jakby komuś było mało jest jeszcze obowiązkowa w tej konwencji wycieczka do Szwecji. Można to oczywiście nazwać czerpaniem z najlepszych tradycji kryminału i nie ma w tym nic złego, pod warunkiem zachowania umiaru, którego tutaj zabrakło. Wygląda to trochę tak, jakby Miłoszewski wrzucił do jednego kotła wszystkie książki i filmy, które mu się podobają i wymieszał. Zapomniał tylko, że taka potrawa może być ciężkostrawna, bo niektóre zaproponowane sceny, zamiast napięcia wywołują śmiech, zupełnie niepotrzebne wydają się też aluzje polityczne. Być może właśnie to nagromadzenie inspiracji sprawiło, że w książce są momenty przestoju i dłużyzny, które w kryminałach, sensacji raczej nie powinny się zdarzać. Niektóre sceny, opisy są zbyt rozwlekłe, co niepotrzebnie zwiększa objętość książki. Skondensowanie narracji z całą pewnością nie przyniosłoby uszczerbku dla interesującego tematu głównego. Ogromny plus za erudycję i przemycenie przy okazji sporej dawki ciekawostek.

W udzielonym niedawno Małgorzacie Domagalik wywiadzie Miłoszewski powiedział: „… nie ma skromnych pisarzy…Oczywiście, że chcę być podziwiany. Chcę być najsłynniejszym pisarzem świata.” Dalej dowiadujemy się, że planem minimum pisarza jest, aby jego książka była w każdym polskim domu. Cóż nie od dziś wiadomo, że warto mieć marzenia i zawsze trzeba mierzyć wysoko. Zalecam jednak odrobinę pokory, bo po lekturze „Bezcennego” stwierdzam, że do mistrzostwa, tytułów i pławienia się w blasku i chwale droga daleka.

Ocena: 6/10
Z. Miłoszewski, „Bezcenny”, Wydawnictwo W.A.B. 2013.