środa, 30 października 2019

Jak oni pracują 2 – Agata Napiórska


Przyjrzeć się z bliska pracy ulubionego artysty – to marzenie niejednego z nas. Połowiczną okazją do jego spełnienia jest lektura drugiego tomu rozmów Agaty Napiórskiej, który właśnie ukazał się na rynku.

Poranna kawa, spacer z psem, gimnastyka, ulubiony strój do pracy, planowanie zajęć z kalendarzem w ręku, robienie notatek – codzienne rytuały, które ma każdy z nas. Drobne przyjemności, bez których trudno wyobrazić sobie dzień. Tak samo jest z twórcami, ludźmi tzw. wolnych zawodów – każdy z nich ma swój określony rytm dnia i styl pracy. Rzadko jednak możemy przeczytać / usłyszeć o tym w mediach. Większości dziennikarzy tego typu pytania wydają się nudne i nieatrakcyjne dla odbiorców. Zupełnie niesłusznie, co doskonale udowodniła Napiórska w swoich rozmowach.

O pierwszej części książki pisałam tutaj. Drugi tom zawiera trzydzieści siedem rozmów, z reprezentantami wielu dziedzin sztuki. Nowością jest fakt, że do grona przepytywanych dołączyli muzycy. Wśród rozmówców znaleźli się m.in. : Monika Broda, Paulina Przybysz, Marcin Wicha, Marcin Masecki, Angelika Kuźniak, Marta Dymek, Lidia Popiel, Katarzyna Kozyra, Ewa Winnicka, Cezary Łazarewicz, Jacek Hugo-Bader i inni.

W tej części, rozmówców jest mniej. Rozmowy są dłuższe i bardziej pogłębione, co pozytywnie wpłynęło na jakość i odbiór całości. Schemat wywiadów w każdym przypadku jest podobny. Autorka pyta przede wszystkim o początek procesu twórczego, organizację czasu i miejsca pracy, rytm dnia, codzienne rytuały.

Artyści, ludzie wolnych zawodów, często kojarzą się nam z kolorowymi ptakami. Ich praca, dająca pełnię wolności twórczej, bez szefa nad głową, stałych godzin i miejsca często wydaje się idyllą. Rozmowy Napiórskiej zadają kłam takim wyobrażeniom. Owszem, w przypadku wolnych zawodów trudno mówić o regularności, stałym rytmie dnia, a artyści cieszą się pełną swobodą twórczą. Jednak, aby osiągnąć sukces i utrzymać wysoki poziom muszą być ludźmi bardzo zdyscyplinowanymi, świetnie zorganizowanymi, konsekwentnymi. Sam proces twórczy, gromadzenie materiałów, to często długie godziny spędzone przed ekranem komputera, monotonne działanie, powtarzalność, samotność. Gotowe dzieło zawsze daje satysfakcję, sukces niesie z sobą radość. Błysk trwa jednak tylko chwilę, po nim cały proces zaczyna się od początku. To właśnie on jest codziennością twórców. Wielu odbiorców nie dostrzega, bądź nie chce dostrzec trudów związanych z byciem artystą. Ta książka pozwala je sobie uświadomić.

Jak oni pracują 2, to świetna rzecz dla wszystkich, których interesuje to, co dzieje się za kulisami, którzy doskonale wiedzą, że oglądanie czegoś od kuchni często jest dużo ciekawsze od samego efektu końcowego. Rozmowy są prowadzone w taki sposób, że dają odbiorcy poczucie nawiązania bliskiego kontaktu z twórcą i możliwość obserwowania go z niecodziennej perspektywy, a to nie zdarza się często. W tym właśnie tkwi największa wartość tomu.

A.Napiórska,Jak oni pracują2, Wydawnictwo W.A.B. 2019.
*Dziękuję Wydawnictwu W.A.B. za przekazanie egzemplarza do recenzji.

czwartek, 24 października 2019

Iwan Konwicki, z domu Iwaszkiewicz. Biografia – Tadeusz Konwicki, il.Danuta Konwicka.


W pierwszej chwili pomysł na napisanie biografii kota wydaje się ekscentryczny. Pogląd ten ulega  diametralnej zmianie, gdy okazuje się, że chodzi o życiorys kota Iwana Konwickiego. Wtedy wiadomo już na pewno, że to pomysł znakomity. Lektura tekstu potwierdza, że został on także doskonale zrealizowany.

Ustalenie ojcostwa to sprawa zasadnicza. Bywa, że skomplikowana, również w świecie zwierząt. Zawiłą kwestia proweniencji kota Iwana zajmuje się we wstępie do książki prawnuczka Jarosława Iwaszkiewicza – Ludwika Włodek. Czy ojcem Iwana był rudy kot Bazyli? A może jego istnienie to efekt romansu matki – Jagusi z jakimś półdzikim kocurem, który od czasu do czasu pojawiał się w Podkowie Leśnej? Zdania na ten temat są podzielone, a wersje zdarzeń przekazywanych w rodzinie z pokolenia na pokolenie znacznie się różnią. Pewne jest tylko jedno: Iwan został podarowany państwu Konwickim przez Marię – córkę Iwaszkiewicza.

Iwan, jak wskazuje już samo imię to osobnik trudny. Władczy, nieznoszący sprzeciwu, kapryśny, złośliwy. Bez trudu zagarnął domowe terytorium i podporządkował sobie wszystkich współlokatorów, szczególnie zaś swojego pana, pisarza – Tadeusza Konwickiego. Gdy coś nie było po jego myśli, obrażony uciekał się do przemocy. Wymierzał domownikom surowe kary w postaci uderzeń łapami, drapnięć, a nawet ugryzień. Nie lubił wyjeżdżać na wakacje, zmuszał więc pana do dotrzymywania mu towarzystwa, czemu ten, nie bez żalu oczywiście ulegał. Wspólnego mieszkania nie ułatwiał fakt, że Iwan przez większość życia był brutalnym, niestrudzonym mordercą. Jego ofiarami najczęściej padały wróble. Z dumą prezentował właścicielom efekty swojej niecnej działalności. O jego względy zabiegali przedstawiciele elity artystycznej Warszawy: Stanisław Dygat, Gustaw Holoubek. Bezskutecznie. Zdarzało się, że jako jedyny z członków rodziny otrzymywał zagraniczne paczki wypełnione konserwami. Bez mrugnięcia okiem uznawał, że to mu się po prostu należało.

Iwan osiemnaście lat swojego życia spędził w rodzinie Konwickich. Pisarz poświęcił mu liczne fragmenty swojej twórczości. Doczekał się również osobnego tekstu: bajki Dlaczego kot jest kotem. Nie ulega wątpliwości, że mimo niełatwego charakteru i wszystkich trudności związanych ze wspólną egzystencją, stał się w tym czasie pełnoprawnym członkiem rodziny. Konwiccy darzyli go ogromną miłością, przywiązaniem, podziwem.

Ta książka to dobro i piękno w czystej postaci. Zabawna, mądra, czuła. We fragmentach poświęconych odchodzeniu Iwana i jego pośmiertnemu życiu niezwykle wzruszająca i poruszająca. Urokowi całości dodają śliczne ilustracje autorstwa Danuty Konwickiej.

Iwan Konwicki, z domu Iwaszkiewicz, poleca się na wszelkie smutki, chandry i depresje. Książka powinna być przepisywana jako lekarstwo na różnego rodzaju dolegliwości. Natychmiastowe działanie i skuteczność gwarantowana. Wartościowa treść w przepięknym wydaniu to duet idealny i niezawodny.

Mało jest książek budzących wyłącznie pozytywne uczucia. Uniwersalnych, takich, które ucieszą i dorosłych i dzieci. Ta jest jedną z nich. Dlatego nie zastanawiajcie się dłużej i sięgnijcie po nią czym prędzej. Jeśli jesteście zagorzałymi „psiarzami”, a na koty macie alergię – Iwan z wrodzonym wdziękiem szybko przeciągnie was na swoją stronę. Obiecuje.

Wracając do Iwana, to powiem, że obecność Iwana do dzisiaj czuje. Minęło ze dwanaście lat od czasu, kiedy on zniknął, odszedł. A mnie jeszcze się zdarza, że kiedy w nocy przechodzę przez korytarz, to się potykam, bo mi się wydaje, że on przebiega mi koło nóg. Nie dość tego. Mam uczucie, że on skądś tam nadzoruje nas, naszą rodzinę.*

T.Konwicki,il.D.Konwicka, Iwan Konwicki, z domu Iwaszkiewicz. Biografia, Wydawnictwo Znak 2019.

*Dziękuję Wydawnictwu Znak za przekazanie egzemplarza do recenzji.
*Cytowany fragment pochodzi z omawianej książki.

piątek, 18 października 2019

Lista. Dziennik 2005 – Anda Rottenberg


Jak pisać dziennik? Tylko tak, jak robi to Anda Rottenberg. Drugi po Berlińskiej depresji zbiór zapisków potwierdza, że obecnie jest ona jedną z najlepszych obserwatorek i komentatorek współczesności w polskim życiu publicznym.

Mam nadzieję, że odwiedzającym ten blog nie trzeba przedstawiać Andy Rottenberg. Gdyby jednak była taka konieczność, oficjalna nota biograficzna brzmi tak: historyczka i krytyczka sztuki, kuratorka wystaw. Wieloletnia dyrektorka warszawskiej Zachęty. Inicjatorka powołania i budowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Nie sposób wymienić wszystkich jej aktywności zawodowych. Jedną z najnowszych jest szefowanie działowi kultury w magazynie Vogue Polska.

Pierwsze słowa, które przychodzą mi do głowy, gdy myślę o Andzie Rottenberg to: erudycja, mądrość, odwaga, klasa, elegancja. Każdą z jej dotychczasowych publikacji, czytałam z dużą uwagą, zainteresowaniem, przyjemnością. Wszystkie były ucztą dla intelektu i ducha. Nie inaczej było w przypadku najnowszego dziennika.

Lista. Dziennik 2005 – obejmuje okres pół roku. Od chwili wybuchu afery związanej z tzw. „listą Wildsteina”, na której znalazło się nazwisko Rottenberg, do momentu uzyskania przez nią statusu pokrzywdzonej.

Autorka opisuje emocje związane z tą sprawą i atmosferę tamtego czasu. Siłą rzeczy sporo tu polityki i medialnego szumu. Oczywiście nie jest to jedyny temat. Obok tzw. życia z listą toczy się codzienność wypełniona podróżami, uczestnictwem w konferencjach, wystawach, spotkaniami z przyjaciółmi i rodziną. Paryż, Berlin, Kraków to tylko nieliczne z miejsc, które odwiedziła kuratorka w tym czasie. Wydarzenia towarzyskie przeplatają się z bardzo przyziemnymi sprawami: pielęgnacją ogrodu, opieką nad kotami, wizytami u fryzjera. Rottenberg odnotowuje również śmierć papieża Jana Pawła II i wrażenie, jakie wywarła na niej żałoba narodowa.

Jak najlepiej zachęcić do lektury dziennika? Dzieląc się jego fragmentami. Oto kilka smacznych kąsków na zaostrzenie czytelniczego apetytu.

Warszawa. Piątek 18 lutego 2005
Grypa Wildsteina szaleje w Naprawie. Wirus jest na płytce, pojemność siedemset mega. Gnasz do domu, jakbyś dostał w prezencie działkę brown sugar, zamykasz się i klikasz. Jeszcze tego sprawdzimy. I tego. No, no…A ta? Kto by pomyślał! Czy to na pewno ona?[…] Gorączka sobotniej nocy. Piątkowej. Wielkopostnej. Przed telewizorem.*

Warszawa. Czwartek, 3 marca 2005
Bardzo śmieszne. Rząd przechodzi do opozycji. Sam wobec siebie.

Warszawa. Sobota, 5 marca 2005
Francuzi, jeszcze jeden wysiłek! Jak spadnie adrenalina, to zacznę chorować i nigdy tego nie nadrobię. To wcale nie takie trudne, trzeba się tylko trochę skoncentrować. Kocurki, za dużo jecie, już nic nie zostało. Żadnych zapasów. Trzeba do supermarketu, jak cała Polska, hurtowo. Żeby tylko nie zapomnieć spodni do pralni Acha, przecież nie działa kablówka, dzieci znów będą narzekać, że nie działa Fox Kids. Skąd znowu tyle butelek? Prawda, rodzina była tu przez cały tydzień, chyba zapraszali gości! Awizo! Nie, poczta nie! Na pewno znów zaświadczenie o braku dochodów. Gdzie tu zaparkować? Może uda się wjechać w tę bryłę śniegu? […]*

Warszawa. Poniedziałek, 4 kwietnia 2005
Wszystko odwołane. Wszystko zamiera. Ulga, że mogę nie jechać do Gdańska. I do Moskwy. Przepraszam, ale wyłoniły się inne okoliczności. Życzę owocnych obrad. Na chwilę nie muszę uczestniczyć w codziennym kontredansie. Na chwilę mogę się wyłączyć. Zwolnić tempo. Jechać sześćdziesiąt na godzinę wśród innych, którzy też przestali się spieszyć i zaczęli ustępować pierwszeństwa. Patrzeć na zawiązki tulipanów i nabrzmiewające pąki na drzewach w moim ogrodzie. Jechać z kotem do lekarza, żeby mu wyleczyć skaleczenie dowodzące jego wzmożonej wiosennej aktywności […]*

Warszawa. Niedziela, 10 kwietnia
Po elegijnym tygodniu wypełnionym modlitwą, miłością i gestami pojednania – nawet Lechu pojednał się z Olkiem – wracamy do rzeczywistości. Najpierw otrząsa się motłoch w szalik  ach, ryczący na dworcach i stadionach swoje nienawistne zaklęcia. Do telewizji wraca reklama, zawsze głośniejsza od bieżących programów. Potem obudzą się inne upiory. Zmarł Jerzy Grzegorzewski. Chyba był bardzo zmęczony.*

Lista. Dziennik 2005 to znakomita książka. Jej jedyną wadą jest to, że jest za krótka, a można by ją czytać jeszcze i jeszcze. Bez końca. Mnogość wydarzeń kulturalnych, w których uczestniczy Anda Rottenberg, erudycja i lekkość, z jaką pisze, może zawstydzić niejednego czytelnika. Świadomość, ilu rzeczy nie wiemy i jak wiele pozostało do odkrycia, wywołuje pozytywne uczucie „intelektualnego głodu” i chęć nadrobienia zaległości. Chcę czytać już tylko takie dzienniki, a moja sympatia dla autorki wzrasta z każdą kolejną jej książką.

Żyjemy w czasach deficytu autorytetów w sferze publicznej i dewaluacji elementarnych wartości. Głos Andy Rottenberg jest tym, którego chce się słuchać i którego warto słuchać uważnie. Gdy inni kalkują, czy warto zabrać głos w ważnych społecznie sprawach, ona odważnie, nie zważając na konsekwencje mówi to, co myśli. W spolaryzowanym społeczeństwie, mediach, w których dominuje język nienawiści, ona pokazuje, że można rozmawiać, różnić się, zachowując przy tym szacunek dla oponentów. Mam nadzieję, że nie będziemy długo czekać na kolejną książkę Andy Rottenberg i, że jej aktywność zawodowa wbrew zapowiedziom nie zmniejszy się, bo szczególnie teraz jest nam bardzo potrzebna.

A.Rottenberg, Lista. Dziennik 2005, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2019.
*Dziękuję Wydawnictwu Krytyki Politycznej za przekazanie egzemplarza do recenzji.
*Wszystkie cytaty pochodzą z omawianej książki.

wtorek, 6 sierpnia 2019

Lektury wakacyjne, część 6 – Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje Charlie LeDuff


LeDuff powraca i w charakterystycznym dla siebie stylu prześwietla i diagnozuje Amerykę. W historiach przegranych ludzi z nizin społecznych, upatruje przyczyn wygranej Trumpa.

LeDuff dał się już poznać polskim czytelnikom jako pogromca medialnej „ściemy”, gdy w książce Detroit. Sekcja zwłok Ameryki, przedstawił poruszającą historię upadku, niegdyś dobrze funkcjonującej metropolii i motoryzacyjnej kolebki wielu gigantów rynkowych. Tym razem wyruszył w podróż po Ameryce, by nakręcić ogólnokrajowy program telewizyjny „Amerykanie”. W ciągu trzech lat przejechał pięćdziesiąt tysięcy kilometrów. Zwieńczeniem tego projektu jest książka.

Jeździ wyłącznie bocznymi drogami, zawsze obok głównego nurtu medialnej wrzawy. Rozmawia z Indianami, imigrantami, robotnikami fabrycznymi, rolnikami, przestępcami i policjantami, gospodyniami domowymi, wdowami i politykami. Z tych rozmów wyłania się krajobraz przemian rasowych, politycznych i gospodarczych, jakie zaszły w Ameryce w ostatnich latach. Autor pisze o problemach z pracą , pogłębiających się podziałach rasowych i klasowych, zatrutej wodzie w mieście Flint, wraca też do Detroit, by pokazać, że od czasu jego ostatniej książki właściwie nic się tam nie zmieniło. Nie pomija problemu Meksykanów i „wymazywania” Indian. Udowadnia tym samym, że pompowany medialnie przekaz o  wielkiej, wszechmocnej Ameryce już dawno można włożyć między bajki, bo tzw. prawdziwe życie jest zupełnie gdzie indziej.

Od pierwszego zdania nie ulega wątpliwości, że gwiazdą i głównym bohaterem Shitshow! jest LeDuff. Jego opinie i poglądy są tu na pierwszym planie i zdecydowanie przykrywają historie faktycznych bohaterów tej książki. Jest w tych sądach brutalnie szczery, bezkompromisowy, arogancki, wulgarny. Pisze bez ogródek, „prosto z mostu”, nie zważając przy tym na konwenanse i polityczną poprawność. Jest odważny, nie boi się zadać przedstawicielom establishmentu politycznego najbardziej niewygodnych pytań, zajrzeć w najciemniejsze. „zapomniane przez Boga i ludzi” zakamarki.

Zdaje sobie sprawę, że taki styl może niektórych drażnić. Z całą pewnością nie jest to reportaż dla „grzecznych ludzi”, ceniących stonowanie i ukrycie reportera za bohaterem oraz oszczędność środków wyrazu. Mimo wszystko warto poznać jego opinie, bo trudno odmówić mu trafności spostrzeżeń. Zmusza do myślenia i wybija z dobrego samopoczucia. Tacy reporterzy, zwłaszcza dzisiaj również są światu bardzo potrzebni. Fani Serii Amerykańskiej Wydawnictwa Czarne, do których się zaliczam będą usatysfakcjonowani lekturą.

Ch.LeDuff, Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje, tł. K.Gucio, Wydawnictwo Czarne 2019.

czwartek, 1 sierpnia 2019

Lektury wakacyjne, część 5 – Podróżny Ulrich A.Boschwitz


Podróżny powstał pod koniec lat 30. ubiegłego wieku. Mimo upływu czasu wciąż jest porażająco aktualny. Szczególnie w obecnej sytuacji społeczno-politycznej na świecie i w Polsce. Choć nie jest to typowo wakacyjna lektura i należy do kategorii „trudnych”, to warto po nią sięgnąć właśnie teraz. Choćby po to, by docenić fakt, że dzisiaj podróż jest dla nas najczęściej wyborem i przyjemnością, a nie koniecznością i ucieczką. Ku pamięci, ku przestrodze.

Już same okoliczności powstania i wydania tej książki zachęcają do tego, by po nią sięgnąć. Boschwitz zaczął ją pisać w 1938 roku, tuż po nocy kryształowej. Miał wtedy 23 lata i mieszkał już w Paryżu. Powieść ukazała się po angielsku. Autor miał przy sobie manuskrypt powieści, gdy w 1942 roku deportowany z Anglii płynął do obozu dla internowanych w Australii. Statek zatonął trafiony przez torpedę wystrzeloną z niemieckiej łodzi podwodnej. Zaginiony manuskrypt odnaleziono po osiemdziesięciu latach. Ponownie zredagowany, w innej wersji po raz pierwszy ukazał się w Niemczech w 2018 roku. Natychmiast wzbudził sensację.

Zamożny kupiec – Otto Silbermann z dnia na dzień zostaje zmuszony do ucieczki ze swojego berlińskiego mieszkania. W nazistowskich Niemczech rozpoczęło się bowiem polowanie na Żydów. Jego jedynym sprzymierzeńcem jest aryjski wygląd i walizka z pieniędzmi, którą ma przy sobie i obsesyjnie pilnuje. Trzydzieści tysięcy marek -  jego jedyny ocalały majątek i szansa na przeżycie. Zdradzony przez przyjaciół i rodzinę nigdzie nie czuje się bezpiecznie.

Podróżny to specyficzna powieść drogi, a w zasadzie ucieczki. Silbermann postanawia bowiem podróżować po Niemczech pociągami. Przemieszcza się z miasta do miasta, z czasem rozkłady jazdy zna na pamięć, a bycie w ruchu staje się jego obsesją. Podobnie, jak strach przed zgubieniem walizki. Stara się sprawiać wrażenie normalnego podróżnego: obserwuje krajobrazy mijane za oknem, nawiązuje kontakty ze współpasażerami, są wśród nich zarówno Niemcy, jak i inni uciekający Żydzi. Z czasem zatapia się wyłącznie we własnych myślach. Dominującą wśród nich jest rozpaczliwe pragnienie przekroczenia granicy. Zaczyna również odczuwać niechęć wobec innych Żydów, a kolejne etapy podróży są kolejnymi etapami jego upadku. Uświadamia sobie, że znalazł się w potrzasku i bycie wiecznym tułaczem jest jego jedynym losem.

Boschwitz kreśli świetny portret psychologiczny ofiary. Doskonale pokazuje, jak łatwo z podmiotu stać się obiektem. Szanowany, zamożny obywatel z wyższych sfer w jednej chwili staje się zwierzyną łowną, ściganym. Równie przerażający jest tu obraz biernego, obojętnego społeczeństwa, które woli udawać, że nie widzi, nie reagować, niż stanąć w obronie.

Podróżny to także studium szaleństwa. Obserwujemy stopniowe popadanie w obłęd przez Silbermanna, dostrzegając przy okazji paranoje w funkcjonowaniu całego państwa i systemu totalitarnego.

Atmosfera rosnącego napięcia, nieustanne poczucie zagrożenia, niewiadoma powodują, że czytamy tę książkę jak thriller. Znajomość historii sprawia, że przeczuwamy, jak zakończy się ta powieść. Mimo to, nie przestajemy trzymać kciuków za bohatera, chcemy, żeby mu się udało.

Trudno uciec tu od myśli, że historia lubi się powtarzać. Taka sytuacja może spotkać każdego z nas, w każdej chwili. Warto o tym pamiętać. Zawsze. Zwłaszcza mając z tyłu głowy kryzys uchodźczy, czy ostatnie wydarzenia w naszym kraju.

U.A.Boschwitz, Podróżny, tł. E.Ptaszyńska-Sadowska, Wydawnictwo Znak 2019.

niedziela, 28 lipca 2019

Lektury wakacyjne, część 4 – Trzy razy o świcie Alessandro Baricco


Trzy razy o świcie to zdecydowanie najcieńsza z moich dotychczasowych wakacyjnych lektur. Ma zaledwie 110 stron. Jednocześnie jest to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam tego lata.

Trafiła w moje ręce nieco przez przypadek. Skuszona promocyjną ceną, postanowiłam dorzucić ją do wirtualnego koszyka w księgarni. Jak bowiem powszechnie wiadomo, nie istnieje pojęcie: za dużo książek, jest tylko za mało miejsca na półkach J Na szczęście okazało się, że zachłanność czasem popłaca, bo był to bardzo dobry wybór.

Zamiast streszczenia fabuły, tym razem cytat:

Książka ta przedstawia historię prawdopodobną, która jednak nie mogłaby się wydarzyć w rzeczywistości. Opowiada bowiem o dwóch osobach, które spotykają się trzykrotnie, lecz za każdym razem jest to spotkanie wyjątkowe, pierwsze i zarazem ostatnie. Mają taką możliwość, ponieważ żyją w innym Czasie, którego na darmo szukać w naszej codzienności. Czas ten wypełniają opowieści, które są ich wielkim przywilejem.*

Tych dwoje to: Mary Ho Pearson i Malcolm Webster.

Minimalistyczna, nasycona emocjami proza o sprawach istotnych: przeznaczeniu, nieodwracalności wyborów życiowych, straconych szansach, złudzeniach. Mimo niepozornych rozmiarów jest to niezwykle treściwa książka. Mnóstwo tu życiowej mądrości, trafnych, choć bolesnych refleksji, smutku, melancholii. Do tego świetne dialogi i ciekawie prowadzona narracja. Czego chcieć więcej? Nieco surrealistyczne, acz bardzo przyjemne i ważne doświadczenie czytelnicze. Na zakończenie, jeszcze jeden cytat na zachętę:

No dobrze, nie ma w tym nic nadzwyczajnego, on jest mężczyzną mojego życia, a ja kobietą jego życia ,ot co, tyle że nigdy nie udało nam się żyć razem. (…)Nie jest powiedziane, że jeśli naprawdę kogoś kochasz, i to bardzo, najlepszym rozwiązaniem jest wspólne życie.*

A.Baricco, Trzy razy o świcie, tł. L. Rodziewicz-Doktór, Wydawnictwo Sonia Draga 2019.
* Wszystkie cytaty pochodzą z omawianego tekstu.



piątek, 26 lipca 2019

Lektury wakacyjne, część 3 – Pamiętnik księgarza Shaun Bythell


Po serii lektur o sprawach ostatecznych: śmierci, przemijaniu, cierpieniu samotności i trudnych: dysfunkcyjnych rodzinach, nakazałam sobie przeczytanie czegoś z kategorii: "lekkie, łatwe i przyjemne", do tego najlepiej zabawne. Tak oto w moje ręce trafił Pamiętnik księgarza. Czy był to dobry wybór? Niekoniecznie.

Z racji wykształcenia i zainteresowań tzw. książki o książkach zawsze budziły moją radość. Choć w pewnym momencie przestałam po nie sięgać, bo poczułam przesyt tematem, to jednak wciąż zdarza się, że widząc nowy tytuł z tej kategorii nie mogę się oprzeć lekturze. Zwłaszcza, jeśli okładka obiecuje rzecz przezabawną, ciepłą i gwarantuje parsknięcia śmiechem. Czuje wtedy natychmiastową potrzebę zweryfikowania tych opinii.

Szkot Shaun Bythell prowadzi antykwariat w małym, sennym miasteczku – Wigtown. Zatrudnia ekscentrycznych pracowników, wśród nich -  Nicky, która żywi się jedzeniem znalezionym w śmietniku przy supermarkecie i usilnie stara się przekonać do tego swojego szefa. Sklep odwiedzają równie specyficzni klienci. Sam Shaun, żyje w związku na odległość z Anną, swój czas wolny spędza najczęściej na łowieniu ryb, spotkaniach z przyjaciółmi w lokalnym pubie i oczywiście czytaniu książek.

W codziennych zapiskach opisuje swoją pracę: kontakty z uciążliwymi klientami, trudności związane ze sprzedażą internetową, kupowanie księgozbiorów po zmarłych i wszystkich, którzy z różnych przyczyn chcą się pozbyć swoich książek. Dużo czasu poświęca również na organizowanie działań stworzonego przez siebie Klubu Przypadkowej Książki i lokalnego festiwalu literackiego, który z czasem zyskał rozgłos i uznanie na świecie. Jest też oczywiście dużo narzekań na wciąż za małą sprzedaż i niezadowalające dochody.

Owszem, jest w tej książce sporo sarkazmu i ironii, ale zamiast spontanicznych wybuchów śmiechu i obiecanych parsknięć, towarzyszył mi jedynie delikatny półuśmiech, od czasu do czasu. Całość, rozciągnięta niepotrzebnie na 380 stronach jest dość monotonna i po prostu nudna. Dla ludzi związanych zawodowo z książką z pewnością nie ma tu nic odkrywczego. Może być interesująca tylko dla tych, którzy lubią czytać i zawsze chcieli pracować wśród książek. W dodatku tekst raczej utrwala stereotypy dotyczące zawodu i wizerunku księgarza, niż przedstawia go w nowym świetle. Najciekawsze dla mnie były cytaty z książki Bookshop Memories Georga Orwella, umieszczone na początku każdego rozdziału.

Jeśli możecie kupić tylko jedną książkę w miesiącu, macie mało czasu na lekturę lub mało miejsca w walizce, dokonajcie innego wyboru czytelniczego. Pamiętnik księgarza nie jest złą książką, ale raczej szkoda na nią czasu i pieniędzy. Ja po odwiedzinach w dziale: „lekkie, łatwe i przyjemne”, z radością wracam do mojego ulubionego : „lektury trudne i przygnębiające”. Postępowanie wbrew naturze, zwłaszcza na wakacjach się nie opłaca J

S.Bythell, Pamiętnik księgarza, tł. D. Malina, Wydawnictwo Insignis 2019.