poniedziałek, 28 września 2020

Dziennik hipopotama - Krzysztof Varga

 

Dziennik hipopotama to solidnie napisany tom. Stworzony zgodnie z zasadami i nawiązujący do najlepszych wzorców gatunku. Bez wstydu może stać na półce obok Dzienników Pilcha. 
 
Obwoluta tej książki jest straszna, zniechęca do lektury. Brzmi, jak ostrzeżenie: nieupoważnionym wstęp wzbroniony, otwierasz na własną odpowiedzialność lub ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją. Biorąc pod uwagę treść, nie jest to zamysł całkowicie bezzasadny. Tylko, dlaczego tak topornie wykonany?

Dla stałych czytelników felietonów Vargi, publikowanych w Dużym Formacie treść ani ton Dziennika nie będą zaskoczeniem. Autor skupia się w nim przede wszystkim na tym, na czym zna i w czym czuje się najlepiej, czyli: kulturze. Dużo pisze o filmach, serialach, literaturze. Oczywiście daje upust swoim obsesjom na punkcie kościoła katolickiego i polskiego patriotyzmu,wspomina o polityce.  
 
Początkowe wpisy mają objętościowy rozmach felietonów i są napisane w tym stylu.
Całość zapisu obejmuje dwa ostatnie lata: od 2018 do marca tego roku.

Varga nie bierze jeńców. Dostaje się tu absolutnie wszystkim. Kolegom po piórze: (Stasiukowi - za występ u Wojewódzkiego, Twardochowi - za całokształt), twórcom produktów książkopodobnch (Mrozowi i Lipińskiej) za psucie rynku, byłym przyjaciółkom ( Plebanek) za tworzenie sztucznego publicznego wizerunku. Działy promocji wydawnictw wydają duże pieniądze na promowanie chłamu, recenzenci i blogerzy zajmują się wyłącznie robieniem selfie z książkami,tworząc przy okazji kółko wzajemnej adoracji. Ostrze krytyki nie ominęło również festiwali literackich i spotkań autorskich, na które oczywiście sam autor często i ochoczo jeździ. Czytelnicy dokonują złych wyborów, politycy są źli i zepsuci. Jeśli zastanawiają się Państwo, czy według Vargi w ogóle coś jeszcze ma sens? Odpowiadam - tak, wyłącznie czytanie, oglądanie i słuchanie klasyków.

Dziennik hipopotama podczas lektury często denerwuje, męczy, irytuje, drażni. Varga marudzi, narzeka,zrzędzi, jest złośliwy, cyniczny, ironiczny, niesprawiedliwy. Bywa fałszywy, a nawet pogardliwy. Co chwila ma się ochotę z nim kłócić, nie zgadzać, polemizować. Na szczęście równie często chce się śmiać.

Perturbacje i trzęsienia ziemi w życiu prywatnym sprawiają, że niespodziewanie  pisarz porzuca na chwilę twarz naczelnego ironisty. W jego zapisach pojawiają się smutek, melancholia, strach przed przemijaniem, niepewność. 

W prawie wszystkich recenzjach pojawiają się zarzuty, o których piszę powyżej. I przynajmniej częściowo można je uznać za zasadne. Pytanie tylko brzmi: jaki sens ma pisanie grzecznych, neutralnych dzienników, które nikogo nie obchodzą? Dziennik hipopotama jest dokładnie taki, jaki powinien być każdy opublikowany przez jakiegokolwiek twórcę dziennik: wywołuje emocje, pobudza do samodzielnego myślenia i refleksji.

Można Vargi nie czytać, można się z nim nie zgadzać i nie ma żadnego obowiązku recenzowania jego twórczości. Jeśli już jednak się Go czyta i recenzuje, to nie sposób nie zauważyć, że jego spostrzeżenia często są trafne i po prostu ma rację. Jako jeden z nielicznych w swoim środowisku ma odwagę mówić bez ogródek to, o czym inni dla wygody wolą dyplomatycznie milczeć.

Ośmielam się stwierdzić, że od czasu Dziennika Pilcha, żaden współczesny polski pisarz, nie opublikował lepszego, niż Dziennik hipopotama Vargi. Obawiam się, że długo to nie nastąpi.

K.Varga, Dziennik hipopotama, Wydawnictwo Iskry 2020.
*Dziękuję Wydawnictwu Iskry za przekazanie egzemplarza do recenzji.



wtorek, 8 września 2020

Jesień – Ali Smith

 


To powieść idealna na nadchodzącą porę roku: melancholijna, oniryczna, a jednocześnie dająca nadzieję.

Ali Smith jest uznawana za najwybitniejszą współczesną szkocką pisarkę  Wielokrotnie nagradzana i nominowana do najbardziej prestiżowych nagród, w tym czterokrotnie do Nagrody Bookera. Ma bogaty dorobek literacki. Mam nadzieję, że dzięki Jesieni zdobędzie popularność i uznanie również wśród polskich czytelników.

Elisabeth Demand w dzieciństwie zaprzyjaźnia się ze swoim sąsiadem -  Danielem, który często pod nieobecność matki pełni rolę jej opiekuna. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dzieli ich ponad siedemdziesiąt lat. On wzbudza w niej pasję do historii sztuki i rozwija wyobraźnię dzięki snuciu opowieści. Samotna dziewczynka zyskuje ciekawego towarzysza rozmów, doświadczonego przewodnika po zagmatwanym świecie.

Z czasem ich kontakt się urywa. Elisabeth wraca do domu rodzinnego po latach, jako dorosła osoba, w szczególnym momencie – tuż po referendum w sprawie Brexitu. Ponad stuletni Daniel przebywa w domu opieki, znajduje się w śpiączce.

Jesień rozgrywa się w kilku planach czasowych. Elisabeth raz jest małą dziewczynką chodzącą na spacery z sąsiadem, by po chwili, na kolejnej stronie zmienić się w dorosłą kobietę, starającą się o nowy paszport. Z kolei Danielowi podczas długiego snu, raz wydaje się, że jest drzewem, innym z kolei, że już nie żyje i trafił do raju. Wspomnienia z domu rodzinnego, mieszają się z tymi o największej, nieszczęśliwej miłości. W ten sposób do fabuły zostaje wpleciona autentyczna postać – brytyjska malarka epoki pop artu -  Pauline Boty.

Te następujące po sobie w mgnieniu oka zmiany czasu sprawiają, że łatwo się w powieści zgubić i czasem trudno zorientować się, co jest teraźniejszością, co przeszłością, co snem, a co rzeczywistością. Początkowo może to sprawiać wrażenie chaosu i męczyć niektórych. Gwarantuje jednak, że z każdą kolejną stroną, ta fascynująca podróż w czasie coraz bardziej wciąga, zasysa i nie pozwala oderwać się od powieści.

Ta sprytna zabawa z czasem ma oczywiście głębszy sens i znaczenie. Smith pokazuje nam, że granice są płynne, umowne i nie mają znaczenia, bo wszystko ma swój czas.

Przez wątek Brexitu jest to też powieść niezwykle aktualna i zaangażowana społecznie. Autorka pokazuje podziały społeczne i ich skalę. Zastanawia się też nad momentem, w którym one tak naprawdę się zaczęły i do czego finalnie doprowadziły.

Największą siłą i wartością, która decyduje o tym, że Jesień jest powieścią szczególną i wyjątkową jest język, którego używa autorka. Momentami subtelny, delikatny czuły, niemal poetycki. W innych fragmentach cięty, wyrazisty, trafiający w punkt celnością spostrzeżeń. Niepozbawiony poczucia humoru (często czarnego) i ironii. W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o znakomitym przekładzie autorstwa Jerzego Kozłowskiego.

Najważniejsze, z czym zostawia nas Smith po lekturze Jesieni, to nadzieja. Powtarzające się, następujące po sobie pory roku zawsze oznaczają szansę na zmianę.

Jesień to pierwsza część tetralogii Pory roku, które mają ukazywać się w Polsce zgodnie z kalendarzem. Jeśli kolejne tomy będą tak dobre, jak ten pierwszy, oznacza to początek fantastycznej literackiej przygody, której dalszego ciągu nie mogę się już doczekać.

Jesień, A. Smith, tł. J.Kozłowski, Wydawnictwo W.A.B. 2020.

*Dziękuję Wydawnictwu W.A.B. za przekazanie egzemplarza do recenzji.

 

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Podsumowanie sierpnia

 


Dziś podobno Dzień Blogera. To najlepszy moment, by napisać o lekturach przeczytanych w sierpniu. Jest ich bardzo niewiele, ale za to prawie wszystkie są dobre, wartościowe i godne waszej uwagi.


Sierpień był dla mnie czasem urlopu i długo wyczekiwanego nadmorskiego wyjazdu. Ten z kolei zawsze jest dla mnie czasem czytelniczego lenistwa, momentem, w którym pozwalam oczom odpocząć od zadrukowanych gęsto stron. Jedyne co robię to napawam się widokiem i szumem fal. W tym roku temu błogiemu stanowi wyjątkowo sprzyjała upalna pogoda. W związku z tym moja lista przeczytanych w sierpniu tytułów nie prezentuje się zbyt okazale, no ale nie zapominajmy, że jest życie poza czytaniem J

1.      Porozmawiaj z roślinami M. Orriols, tł. K. Sosnowska – Paula – 42 letnia neonatolożka doświadcza podwójnej straty. Mauro, jej partner ginie nagle w wypadku samochodowym. Dzień przed śmiercią oznajmia , że odchodzi do innej kobiety. Główna bohaterka mierzy się nie tylko z żałobą, ale również ze zdradą. Porozmawiaj z roślinami to piękna, poetycka, bardzo kameralna i minimalistyczna powieść. Jest to zapis i analiza uczuć towarzyszących Pauli. Obserwujemy zmiany zachodzące w kobiecie. Nie ma tu akacji są wyłącznie emocje opisane przepięknym językiem, który jest największą siłą i wartością tej krótkiej prozy. Bez banału, łatwych ocen, z dużą empatią i czułością. Zdecydowanie zbyt cicho jest o tej powieści, a zasługuje na najwyższe uznanie i uwagę.

 

https://soniadraga.pl/produkt/porozmawiaj-z-roslinami

 

2.      Mur duchów S. Moss, tł. P. Surniak – Przyszedł czas na odważne wyznanie, za które pewnie znienawidzą mnie wszystkie booktuberki i bookstagramerki, otóż: nie jestem wielką fanką tej niezwykle popularnej i docenianej we wszystkich kręgach czytelniczych autorki. Mówiąc ściśle: nie jestem fanką jej stylu pisania. W ubiegłe wakacje próbowałam się zmierzyć z dwoma poprzednimi powieściami Moss i doszłam do wniosku, że zupełnie nie są dla mnie. W tym roku dałam autorce trzecią szansę. Przyznaje, że zrobiłam to tylko ze względu na niewielką objętość najnowszej powieści. Jest to dobra książka, ale w dalszym ciągu nie przekonałam się do stylu autorki i nie stanie się ona jedną z moich ulubionych. Ojciec zabiera żonę i córkę na obóz antropologiczny, którego uczestnicy odtwarzają życie w epoce żelaza. Wyjazd staje się dla niego okazją do przejęcia i pokazania światu pełni władzy nad rodziną. Od pierwszych stron nienawidzimy postaci ojca tyrana, współczujemy jego nastoletniej córce Silvie, która próbuje się buntować i w pełni posłusznej żonie, która marzy jedynie o świętym spokoju i ciele bez śladów uderzeń. Jest to również książka o dojrzewaniu, odkrywaniu własnej tożsamości i seksualności. Zakończenie mrozi krew w żyłach i sprawia, że jest to rzecz wyłącznie dla osób o mocnych nerwach.

 

https://wydajenamsie.pl/produkt/mur-duchow/

3.      Immortaliści Ch. Benjamin, tł. A. Zano – Usłyszałam o tej książce całkiem niedawno i zastanawiałam się, jak mogłam ją przeoczyć w momencie wydania? Ma przecież wszystkie moje ukochane motywy literackie: rodzinę, śmierć, przeznaczenie i Nowy Jork na dokładkę. Opis sugerował, że to tytuł idealny dla mnie, czym prędzej rzuciłam się więc do nadrabiania zaległości. I niestety zachwytów brak, było za to duże rozczarowanie. Czwórka rodzeństwa: Varya, Klara, Simon i Daniel w dzieciństwie udają się do wróżki – kobieta każdemu z nich przepowiada datę śmierci. Ta informacja zdeterminuje życie i wybory każdego z nich. Pomysł na olśniewającą powieść świetny, z realizacją poszło niestety dużo gorzej. Fabuła (mimo dużej objętości książki) jest płaska, nie wywołuje emocji i głębokich refleksji. Niektóre wątki nie zostały należycie rozwinięte i pogłębione inne z kolei są przesadnie rozciągnięte. Bohaterowie często irytują, zamiast wywoływać współczucie, czy chęć kibicowania ich losom. Całość jest dość przewidywalna i momentami banalna. Był to dla mnie spory zawód, bo spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, a przede wszystkim stojącego na wyższym poziomie literackim. Miał być must read, jest kategoria: można, ale zdecydowanie nie trzeba.

 

https://www.czarnaowca.pl/kategorie/literatura-piekna/immortalisci,p712545313

 

4.      Smutny ambasador A. Devi, tł. K. Jarosz. – o tej książce napiszę osobną recenzję.

 

https://wpodworku.pl/index.php/produkt/smutny-ambasador/

 

5.      Średni współczynnik szczęścia D. Machado, tł. W. Charchalis – Daniel po kolei traci rodzinę, pracę, mieszkanie. Na pocieszenie zostają mu dwaj przyjaciele, o równie skomplikowanej sytuacji: Xavier, który od 12 lat nie wychodzi z domu i pogrąża się w coraz większej depresji oraz Almodovar, który siedzi w więzieniu za napad na stację benzynową. Wszystkie działania, które podejmuje Daniel są próbą wyjścia z rozpaczliwej sytuacji, ocalenia siebie, rodziny. W dobie pandemicznego kryzysu ta powieść zyskuje niezwykle aktualny wydźwięk. Mnóstwo tu trafnych refleksji na temat kondycji ludzkiej i świata. Zdecydowanie warto zwrócić uwagę i poświęcić czas tej lekturze.

 

https://www.ezop.com.pl/produkt/sredni-wspolczynnik-szczescia/

 

 

 

 

piątek, 31 lipca 2020

Podsumowanie półrocza

Wiem, że mamy dziś ostatni dzień lipca i robienie teraz podsumowania może się wydawać co najmniej ekstrawagancją, jeśli nie przesadą, ale z drugiej strony mamy lato, wakacje, czas rozluźnienia i myślę, że to małe opóźnienie, nie będzie stanowiło żadnego problemu. Jeśli jeszcze szukacie inspiracji na lektury wakacyjne, potraktujcie ten subiektywny wybór jako listę typu: must read.

Zacznę od tego, że od dwóch lat mam szczęście i nie zdarza mi się już czytać całkowicie złych książek, zręcznie też unikam literackiej papki i tandety. Czytam różnorodnie, oczywiście poszczególne pozycje prezentują różny poziom, zdarzają się rozczarowania, ale nie zgrzytam już zębami w czasie czytania, nie prycham z poirytowania i nie rzucam w kąt niedokończonych książek. Jednym zdaniem: intuicja mnie nie zawodzi, złą literaturę wyczuwam na odległość i omijam szerokim łukiem. Uważam to za spory sukces i mam nadzieję, że ta pozytywna tendencja będzie się utrzymywała jak najdłużej. Podsumowanie będzie dość krótkie, dla wygody i większej czytelności podzieliłam je na kategorie.

  1. Najlepsza książka tego półrocza – oczywiście nie będzie to jedna książka, dokonałam tu podziału na literaturę obcą, polską i faktu.

Literatura obca: w tym roku nadrobiłam trochę pozycji z klasyki literatury, siłą rzeczy nie mogło ich tu zabraknąć.

Droga C. McCarthy – na pewno będę jeszcze szerzej pisała o tej książce, mam nadzieję, że przedstawiać nie trzeba, póki co zostawiam link do strony wydawcy.

https://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/5075/Droga/

Myszy i ludzie J. Steinbeck – więcej o książce pisałam tu.

Hana A. Mornstajnova – na pewno napiszę o tej książce w osobnym poście.

http://amaltea.az.pl/hana/

Normalni ludzie S. Rooney – recenzja tu.

Wierzyliśmy jak nikt R. Makkai – recenzja tu.

Zbieranie kości J. Ward – pisałam o książce tu.

Literatura polska : – tutaj lista będzie znacznie krótsza, bo czytam znacznie mniej polskiej prozy.

Bezmatek M. Marcinów – cały czas zbieram się do napisania recenzji tej książki. Z uwagi na temat i ciężar gatunkowy myślę, że pojawi się jesienią. Jest to proza, która pozostawia po sobie obezwładniające wrażenie, z gatunku tych, które miażdżą serce. Lektura konieczna!!!!

https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/bezmatek

Poufne M. Grynberg – pisałam o tej książce tu.

Od jednego Lucypera A. Dziewit-Meller – recenzja tu.

Najlepszy reportaż: – wybrałam tytuły o największym ciężarze emocjonalnym i jeden, którego przyporządkowanie do tej kategorii jest pewnym nadużyciem.

Płuczki. Poszukiwacze żydowskiego złota P.P. Reszka

https://kulturalnysklep.pl/ksiazka/pluczki--poszukiwacze-zydowskiego-zlota-plu

Strup. Hiszpania rozdrapuje rany. K. Kobylarczyk

https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/strup

Osobisty przewodnik po Pradze M. Szczygieł – więcej o tej książce pisałam tu.

  1. Największe rozczarowanie półrocza: – po obu tytułach spodziewałam się zupełnie czego innego niż otrzymałam.

Polska przydrożna P. Marecki – więcej pisałam o tej książce tu.

https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/polska-przydrozna

Argonauci  M. Nelson

https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/argonauci

  1. Największe zaskoczenie półrocza:

Była sobie rzeka D. Setterfield – książka równie piękna w środku, jak na zewnątrz, a myślałam, że będzie raczej niewinnym, mało ambitnym czytadłem z piękną okładką. I takie niespodzianki lubię! Wciąż czeka w kolejce na obszerniejszą recenzję J

 

4. Premiery książkowe na które czekam – wybór ograniczyłam do sierpnia i początku jesieni.

https://www.karakter.pl/ksiazki/niewidzialne-kobiety-jak-dane-tworza-swiat-skrojony-pod-mezczyzn

http://amaltea.az.pl/pusta-mapa/

https://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/5274/Pokora---Szczepan-Twardoch

 https://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/5283/Dodatkowa-dusza---Wioletta-Grzegorzewska

https://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/5285/Jak-przejac-kontrole-nad-swiatem-2/

https://soniadraga.pl/produkt/wdziecznosc

 https://czytelnik.pl/pl/p/Stara-milosc/1114

https://wydawnictwocyranka.pl/product/koniec-swiata-umyj-okna/?v=9b7d173b068d

https://tajfuny.pl/?s=moralnej+paniki&post_type=product&type_aws=true&id=1&filter=1&awscat=Form:1+Filter:All


wtorek, 28 lipca 2020

Trzy po trzy


Rozpoczynam nowy cykl na blogu. Pod tym tytułem będę krótko pisała o trzech, nieco starszych książkach, które nie były intensywnie promowane przez wydawnictwa, często przeszły bez echa, a z różnych względów zasługują  na uwagę i uważam, że są wartościowe.

Eleonor Oliphant ma się całkiem dobrzeSzukałam czegoś w klimacie Dziewczyny z konbini Sayaki Muraty. Na taką potrzebę, Asia z kanału tuczytam polecała właśnie Eleonor. Główna bohaterka ma trzydzieści lat, wykonuje monotonną pracę biurową, znacznie poniżej kwalifikacji, chodzi cały czas w tym samym, nieśmiertelnym sweterku, ma ustalony plan dnia, którego ściśle się trzyma, źle znosi wszelkie odstępstwa od normy, jest samotna. Otoczenie odbiera ją jako dziwną, aspołeczną jednostkę. Taka postawa wynika u niej z bardzo trudnych doświadczeń z dzieciństwa. Eleonor usiłuje się z nimi uporać i nauczyć właściwego funkcjonowania w świecie. Wzruszająca, miejscami urocza i zabawna, choć jest to bardziej refleksyjny półuśmiech i śmiech przez łzy, niż głośny, radosny śmiech. To nie jest wybitna literatura, dużo słabsza od wspominanej już Dziewczyny z konbini. Mimo to, polecam ją waszej uwadze, bo myślę, że wiele kobiet zwłaszcza singielek może odnaleźć się w tej postaci i jej przemyśleniach.

http://www.harpercollins.pl/ksiazka,3507,eleanor-oliphant-ma-sie-calkiem-dobrze.html

Dzieci czasu. Z kalendarza dziejów ludzkościTa książka trafiła na moją półkę trochę przez przypadek. Kupiłam ją po prostu w bardzo atrakcyjnej cenie, a do koszyka wrzuciłam z ciekawości, bo słyszałam wcześniej kilka pochlebnych opinii. Na pierwszy rzut oka ta książka nie wzbudza zainteresowania, podchodziłam do niej trochę, jak pies do jeża. Wcześniej nie czytywałam kronik, a Internet jest pełen treści z cyklu: zdarzyło się dnia, czy zatem w dobie Wikipedii i zalewu informacji jest jeszcze coś o czym nie słyszeliśmy, czego nie odnotowano? Zmieniłam zdanie już po przeczytaniu kilku pierwszych wpisów. Każdy dzień jest dla Galeano pretekstem do mikropowieści o historii świata, a zwłaszcza Ameryki Południowej. Historia ta pełna jest brutalności, przemocy, śmierci. Dla równowagi, na szczęście sporo tu też sarkastycznego poczucia humoru i ironii. Autor często opisuje pozornie nieistotne zdarzenia, które nie znalazły miejsca w zbiorowej świadomości, a miały wpływ na losy świata. Odwołuje się zarówno do mitologii, jak i do antyku, by pokazać, że mechanizmy rządzące historią, polityką, zachowaniem społecznym, w gruncie rzeczy nie zmieniły się od wieków. Bardzo polecam do nieśpiesznej lektury, po kartce dziennie. Wtedy praca Galeano ujawnia cały swój kunszt. Być może zapisy nie napawają optymizmem, ale z całą pewnością skłaniają do refleksji.

https://www.gwfoksal.pl/dzieci-czasu-z-kalendarza-dziejow-ludzkosci-eduardo-galeano-sku133552603b1a62cc05a2.html

PsikusDomenico Starnone jest podobno partnerem życiowym Elleny Ferrante. Jego książki nie zyskały jednak takiej popularności i uznania. Niesłusznie, bo jest równie utalentowany jak galaktycznie znana Włoszka. Psikus to druga po Sznurówkach książka autora wydana w Polsce. Dużo lepsza od tej pierwszej. Znany ilustrator powraca do rodzinnego Neapolu, by zaopiekować się wnukiem, podczas kilkudniowej nieobecności jego rodziców. Konfrontacja z żywiołowym czterolatkiem, krytyka własnej twórczości, na którą nie był przygotowany, zmusza go do dokonania rachunku sumienia dotyczącego relacji rodzinnych, podejścia do pracy i stosunku do własnej twórczości. Oszczędna, a jednocześnie dynamiczna i trzymająca w napięciu powieść o przemijaniu, godzeniu się z losem i pożegnaniu z fałszywymi wyobrażeniami na własny temat. Subtelna i mocna zarazem.

https://www.gwfoksal.pl/psikus.html


czwartek, 23 lipca 2020

Od jednego Lucypera – Anna Dziewit-Meller


Literatura polska doczekała się w końcu wielowątkowej, gęstej, mocnej historii o kobietach, napisanej z kobiecej perspektywy. Warto było czekać.

Bardzo lubię sagi rodzinne. Gdy przeczytałam opis zamieszczony na tylnej okładce Od jednego Lucypera, od razu wiedziałam, że to coś dla mnie. Intuicja nie zawiodła, dostałam dużo więcej, niż się spodziewałam.

Główna bohaterka – Katarzyna, jest wykładowczynią na holenderskim uniwersytecie. Robi karierę zawodową, ma dobrą sytuację materialną, choruje na anoreksję. Emigrowała, żeby uciec od Śląska, chłodu emocjonalnego panującego w jej rodzinie i niemożności porozumienia z najbliższymi. Jedno zdjęcie, znalezione w szufladzie babci, które zapamiętała z dzieciństwa, niewypowiedziana historia sprawia, że chce poznać bliżej losy kobiet w swojej rodzinie. To zmusi ją do konfrontacji i zweryfikowania dotychczasowych poglądów na temat relacji rodzinnych.

Równolegle przenosimy się do schyłku lat 40. XX wieku i poznajemy historię Marijki – przodownicy pracy w chorzowskich zakładach azotowych. Ma poczucie sprawczości, niezależności i siły płynącej z możliwości awansu zawodowego i społecznego.

Mała historia rodzinna splata się tu z wielką Historią. Marijka przypadkowo wpada w jej tryby i niestety staje się ofiarą.

Od jednego Lucypera, to opowieść o sile rodzinnych więzów. O tym, że od korzeni nie da się odciąć, a od siebie samego nie można uciec. Niedopowiedzenia, przemilczenia, trupy trzymane w szafach i to, co zamiecione pod dywan, żeby ładnie wyglądało w obrazku, zawsze – wcześniej czy później upomną się o swoje, będą ciążyć, jak niechciany bagaż i utrudniać wzajemne zrozumienie.
Los powtórzony to nie wymysł psychologów, a coś, co zdarza się  często. Doświadczenia psychiczne przekazujemy w genotypie, przechodzą one z pokolenia na pokolenie i mają istotny wpływ na nasze życie. Przodkowie mogą być źródłem wsparcia i siły, ale bywają też przyczyną słabości, wstydu. Czas i miejsce urodzenia mocno determinują nasz los. Poza indywidualnymi uwarunkowaniami, istnieją także tzw. okoliczności dziejowe, na które nie mamy wpływu.

Czuć, że Anna Dziewit-Meller napisała tę książkę ze złości, wkurzenia na rzeczywistość i niezgody na częste w literaturze i kinematografii ukazywanie Śląska przez pryzmat narracji patriarchalnej. Ten nerw można wyczuć zwłaszcza w języku. Dosadnym, mocnym, bez upiększeń.

To powieść niezwykle zaangażowana społecznie. Mamy tu całe spectrum ważnych tematów, trafnych spostrzeżeń i komentarzy. Od emancypacji i statusu kobiet, przez pokątne aborcje dokonywane w latach 50.,brak systemowego wsparcia i możliwości wyboru, po rzeczywistość panującą na oddziałach położniczych w polskich szpitalach lat 80., która bardzo często była daleka od hasła: Rodzić po ludzku. Pojawiają  się również tematy gwałtu, mobbingu w pracy, czy wspomniane już zaburzenia odżywiania. Co cenne, pisarka nie unika odważnych opisów cielesności.

Chciałabym, żeby ta powieść miała kontynuację, bo jedyny i największy zarzut, jaki mam wobec niej, to fakt, że jest za krótka. Przez to miejscami nie udało się uniknąć skrótowości. W Polsce bardzo lubimy porównania. W związku z tym chciałabym, żeby Od jednego Lucypera, stało się rodzimym odpowiednikiem Ósmego życia. Zdaje sobie sprawę, że to daleko idące porównanie, ale w zasadzie, dlaczego nie?  Zachęcam autorkę do przemyślenia takiej możliwości J

Należy również docenić pracę lingwistyczną i dokumentacyjną, którą wykonała Dziewit-Meller. Do powieści włączony jest język śląski, a fabułę przecinają fragmenty autentycznych dokumentów IPN-u.

Od jednego Lucypera, to uniwersalna, dojrzała, pełnokrwista powieść. Będzie ciekawa i wartościowa dla wszystkich, bez względu na płeć. Absolutnie podpisuje się pod apelem Sylwii Chutnik, żeby w końcu przestać traktować literaturę pisaną przez kobiety i opisującą ich doświadczenia jako przeznaczoną tylko do nich.

A.Dziewit-Meller,Od jednego Lucypera, Wydawnictwo Literackie 2020.
*Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za przekazanie egzemplarza do recenzji.

piątek, 17 lipca 2020

Poparzone dziecko – Stig Dagerman


Literatura skandynawska powszechnie kojarzy się z minimalizmem, surowością, chłodem i oszczędnym stylem. Poparzone dziecko przełamuje i zaprzecza wszelkim tego rodzaju stereotypom. Powieść Dagermana stoi na przeciwnym biegunie.

Powieść ukazała się w 1948 roku. Wywołała wtedy bardzo wiele emocji, kontrowersji i oburzenia. Od tamtej pory czasy bardzo się jednak zmieniły i dziś historia młodego chłopaka, który wchodzi w miłosną relację z nową żoną swojego ojca, nie dziwi i nie szokuje już tak wielu osób. Mimo upływu czasu powieść jest jednak nadal aktualna. Przede wszystkim dzięki uniwersalnym motywom, ale również świetnemu tłumaczeniu Justyny Czechowskiej.

Alma – matka Bengta umiera nagle. Chłopak w czasie pogrzebu dowiaduje się, że jego ojciec od kilku lat zdradzał chorą matkę z inną kobietą. Zrozpaczony, osamotniony, w jednej chwili zostaje zmuszony do tego, by zbudować się na nowo i odnaleźć swoje miejsce w świecie. Wspiera go eteryczna, nieśmiała narzeczona – Berit.

Mamy tu do czynienia zarówno z powieścią inicjacyjną – obserwujemy przeobrażenie chłopca w mężczyznę, a także dziennikiem czasu żałoby, dramatem, w którym obserwujemy powolny rozpad rodziny, płomiennym romansem, gdzie rodzi się zakazane uczucie.

Ta książka kipi od emocji. Bengt miota się między rozpaczą i tęsknotą za matką, a żalem, nienawiścią i wściekłością na ojca. Pragnie zemsty na nim i jego kochance – Gun. Z czasem wikła się w miłosną relację z tą starszą kobietą. Ona z jednej strony w sposób oczywisty ma mu zrekompensować nieobecność matki. Z drugiej rodzi się między nimi erotyczna fascynacja, namiętność, a w końcu miłość. Do wachlarza emocji, które targają Bengtem dołączają zazdrość i poczucie winy. Młody mężczyzna jest coraz bardziej zagubiony, zupełnie nie potrafi uporządkować swoich uczuć. Doprowadza go to do podjęcia ostatecznej decyzji.

Poparzone dziecko w chwili ukazania się w oryginale podzieliło krytyków na dwa skrajne obozy. Przeciwnicy zarzucali Dagermanowi nadmierną psychoanalizę. Jest to słuszny zarzut. Główny bohater do bólu analizuje każdą przeżywaną emocje, reakcję, zaistniałe sytuacje. Często popada przy tym w egzaltację. Momentami czyni to cały tekst nieco teatralnym i sztucznym. Ponadto autor nie unika kategorycznych zdań i zasadniczego tonu. Przez to niektóre fragmenty nie są wolne od moralizatorstwa i dydaktyzmu.

Mój stosunek do tej powieści śmiało mogę określić jako klasyczną relację love & hate. Z jednej strony nie mogłam się oderwać od lektury. Byłam zachwycona klimatem i pięknymi opisami rodzącego się uczucia. Nadmiar emocji, nieustanne rozedrganie głównego bohatera, jego desperacja, sprawiły jednak, że przejęłam nastroje postaci. Było mi duszno, ciasno, chciałam, jak najszybciej wyjść z tej historii. Czułam się osaczona i przytłoczona. Ostatecznie zakończyłam czytanie z poczuciem ulgi i dużego zmęczenia.

Poparzone dziecko, to klasyka szwedzkiej literatury, którą z całą pewnością warto poznać. Należy jednak zaznaczyć, że nie jest to powieść łatwa w odbiorze i nie spodoba się wszystkim. Jeśli lubicie dzielenie włosa na czworo, często dokonujecie auto i psychoanalizy, sięgajcie po nią śmiało i bez obaw. Pozostali, niech robią to na własną odpowiedzialność, pamiętając o ostrzeżeniach.

Poparzone dziecko, S.Dagerman, tł.J.Czechowska, Wydawnictwo Poznańskie 2020.
Dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu za przekazanie egzemplarza do recenzji.