środa, 24 maja 2017

Cud pamięci

Kiedyś sądziłem, że ludzi pamiętamy, dopóki możemy ich opisać. Teraz myślę, że jest odwrotnie: są z nami ,dopóki nie umiemy tego zrobić[1]. „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy to rzadki przykład menuaru, tryptyku o utracie rodzica – matki. Literatura wybitna.

Każdy z nas zmierzył albo będzie musiał się zmierzyć w przyszłości z porządkowaniem rzeczy po bliskich zmarłych. Jest to proces nieunikniony. Nie da się do niego przygotować, każdy moment jest zły. Między innymi o tym nieprzygotowaniu, konieczności selekcji i dokonywania trudnych wyborów jest książka Wichy. Autor opowiada o matce, poprzez przedmioty, które po niej zostały. Zarówno, te ważne, cenne, jak i zupełnie niepotrzebne drobiazgi.

Znaczna część tekstów poświęcona jest porządkowaniu księgozbioru pozostałego po zmarłej. To matka bowiem nauczyła autora miłości, szacunku i właściwego ważenia słów.
Biblioteki są zapisami naszych czytelniczych porażek. Jak mało w nich książek, które naprawdę nam się podobały. Jeszcze mniej takich, które podobają nam się przy kolejnej lekturze. Większość to pamiątki po ludziach, którymi chcieliśmy być. Których udawaliśmy. Których braliśmy za siebie[2].

W rodzinnej bibliotece autora znalazła swe miejsce klasyka polska i światowa, dużo beletrystyki z lat 90., 4 – tomowa Encyklopedia PWN – u, poradniki, księgozbiór zawodowy matki (pracowała w poradni zawodowej). Fragmenty dotyczące dylematów w selekcji książek, są jednymi z najbardziej poruszających w zbiorze. W części „bibliotecznej” pojawiają się też wspomnienia o polowaniu na „Kto pocieszy Maciupka”, dobieraniu z największą uwagą księgozbioru dla wnuczek. Jest też o najwyższej półce, na której znajdowały się ulubione powieści matki. Wśród nich, działająca terapeutycznie Emma , Staroświecka historia, Saga rodu Forsyte’ów, Domostwo pani Wilcox. Bardzo znaczące miejsce w domu rodzinnym autora zajmowały, gromadzone z zapamiętaniem książki kucharskie i przepisy kulinarne, wycinane z gazet.

Matka uwielbiała zakupy, wraz z ojcem mieli swoje ulubione księgarnie, sklepy z zabawkami, punkty napraw. Kupowali całe mnóstwo niepotrzebnych przedmiotów: imbryczki, scyzoryki, lampy, latarki, nadmuchiwane podgłówki. Nie znikniemy bez śladu, a nawet jak znikniemy, to zostaną nasze rzeczy, zakurzone barykady[3]

Matka jawi się jako osoba apodyktyczna, bezkompromisowa, lękowa, szczera do bólu i przez to wszystko niesłychanie trudna w kontaktach. Wicha pisze o Niej z czułością, ale bez sentymentalizmu. Teksty dalekie są od laurki. Autor nie boi się pisać, o tym, co w relacjach rodzinnych było trudne: swego rodzaju wzajemnym niedopasowaniu, które komplikowało bliskość, zawiłej historii rodzinnej matki i jej żydowskim pochodzeniu. O wszystkim, co zdecydowało o tym, jaka i dlaczego, taka właśnie była.

„Rzeczy, których nie wyrzuciłem” to niezwykle osobista, momentami intymna wypowiedź. Jednocześnie te mikroeseje napisane są w bardzo oszczędny, powściągliwy, wyważony sposób. Bez grama ekshibicjonizmu. Krótkie, nieraz urwane w pół zdania, sprawiają, że wszystkie teksty kipią od niewypowiedzianych emocji. Czyni to ten niepozorny tom nadzwyczaj przejmującym. Podobnie, jak w przypadku pierwszej książki, „Jak przestałem kochać design”,pojawia się poczucie humoru, ironia, a nawet sarkazm. Tutaj wszystkie te środki zostały jednak użyte bardziej jako antidotum na tęsknotę, żal, rozpacz.

Lektura obowiązkowa o sprawach najważniejszych. Doskonale zapisana próba oswojenia straty. Tym cenniejsza, że wciąż, zwłaszcza w polskiej literaturze rzadka.

Ocena: 9/10
M. Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, Wydawnictwo Karakter 2017.

* Dziękuję Wydawnictwu Karakter za przekazanie egzemplarza do recenzji https://www.karakter.pl/




[1] M.Wicha, „Rzeczy,których nie wyrzuciłem”, Wydawnictwo Karakter 2017, s. 5
[2] op. cit., s.12.
[3] op. cit., s.23-24.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz