niedziela, 1 listopada 2020

Podsumowanie czytelnicze października


Październik był kolejnym miesiącem, który przyniósł istny wysyp nowości wydawniczych typu: must read. Nawet osoby mocno związane ze światem książki, dużo czytające, nie są w stanie nadążyć z lekturą, być na bieżąco. 

Ten zalew z jednej strony cieszy, bo pozwala zrobić plany czytelnicze na całą zimę, co zważywszy na sytuację pandemiczno-społeczną w kraju jest cenne. Z drugiej jednak jest szkodliwy, bo wiele wartościowych tytułów przepadnie w gąszczu, nie doczekawszy należytej uwagi ze strony mediów, a co za tym odbiorców. 

Można odnieść wrażenie, że w tym roku Gwiazdka przyszła dużo wcześniej i wszystkie najważniejsze tytuły już się ukazały. Pytanie tylko, czy dla wydawców nie jest to oby strzał w kolano? Przekonamy się wkrótce.


1. Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu 2 D. Masłowska, il. M.Chorąży. - Nie przepadam za prozą Masłowskiej. Natomiast jestem wielką fanką jej felietono-esejów publikowanych w internetowym czasopiśmie dwutygodnik.com. właśnie pod takim tytułem. Pierwszy tom tych teksów wzbudził mój zachwyt, drugi na szczęście nie zawiódł oczekiwań. Mamy tu codzienność poddaną wnikliwej ironiczno-sarkastycznej, śmieszno-smutnej analizie i refleksji. Masłowska z pasją i zaangażowaniem pisze zarówno o programie telewizyjnym Apetyt na miłość , kursie szycia, na który zapisała się w czasie wolnym, jak i o swoich licznych podróżach, w tym stypendium w Szanghaju. Nie brak tu również pisanych "na gorąco" pandemicznych obserwacji. Lektura idealna dla wszystkich chcących nabrać dystansu do rzeczywistości.

https://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/5285/Jak-przejac-kontrole-nad-swiatem-2/

2. Żółty dom S.M. Broom, tł. Ł. Błaszczyk - recenzję książki znajdziecie tu.

3. Koniec świata, umyj okna A. Jelonek - Debiut prozatorski. Główna bohaterka - Alicja cierpi na ataki paniki. Nerwice, stany lękowe, inne zaburzenia psychiczne wciąż bardzo rzadko są tematem polskiej prozy. W związku z tym już sam fakt, że taka książka powstała zasługuje na uznanie i uwagę. Autorka bardzo dobrze opisuje emocje i napięcia, które towarzyszą atakom paniki. Wskazuje też, że tego typu problemy nie biorą się znikąd, nigdy nie są jedynie czyimś  wymysłem, czy fanaberią  Bardzo krótka, skondensowana forma tekstu buduje atmosferę duszności i wzmaga poczucie zagrożenia u czytelnika. Nie jestem pewna, czy jest to dobra lektura dla osób z aktywnym problemem tego typu, ze względu na to, że raczej nie pozostawia nadziei i trudno ją nazwać optymistyczną. Dla tych, którzy nie znają problemu może być z kolei zbyt ciężka w odbiorze i niezrozumiała. Wszyscy zainteresowani tematem, nie powinni jej przeoczyć, o co bardzo łatwo, bo praktycznie wcale nie jest promowana ani przez wydawcę ani w mediach, a szkoda, bo jest to książka potrzebna i wartościowa.

https://wydawnictwocyranka.pl/?v=9b7d173b068d

4. Cudze słowa W. Szostak - recenzję książki znajdziecie tu.

5. Mona B. Bellova, tł. A. Radwan - Żbikowska - Pięknie wydana, niewielkich rozmiarów mocna, gęsta proza. Niezwykle aktualna w kontekście ostatnich wydarzeń w naszym kraju, co potęguję jej siłę rażenia i miejscami wywołuje dreszcze. Nieokreślone miejsce, nieokreślony czas. Mona jest kobietą, żoną, matką pielęgniarką w szpitalu, do którego, jak czytamy wdziera się dżungla, opiekuje się rannymi w wyniku działań wojennych. Wśród nich jest Adam - młody żołnierz po amputacji nogi. Życie głównej bohaterki poznajemy równolegle w dwóch liniach czasowych. Druga z nich to wspomnienia dzieciństwa i młodości. Wspomnienia świata, którego już nie ma. Rodziców, którzy zniknęli nagle, z dnia na dzień, babci, która z obawy o wnuczkę trzymała ją w komórce pod podłogą. Jedynym łącznikiem między tymi światami, symbolem luksusu i smakiem minionej beztroski są rozpływające się w ustach makaroniki. Mona ma męża, który jej nie zauważa i syna, który jej nie szanuje. Żyje w świecie, w którym kobiety są zdominowane przez mężczyzn, religię, państwo. Poddane kontroli, licznym zakazom i nakazom Mona się nie zgadza, pragnie czegoś więcej: prawdziwej miłości, zaspokojenia potrzeb i ma odwagę tego szukać. Autorka niczego nie dookreśla. Tropy kulturowe, które podaje prowadzą nas w różne miejsca świata i w różny czas. Mona to napisana surowym językiem niezwykle uniwersalna opowieść. O kobiecości, seksualności, zmysłowości, buncie, odwadze, potrzebie wolności, poszukiwaniu miłości i dojrzewaniu. W czasach walki o prawo wyboru - lektura konieczna.

https://www.wydawnictwoafera.pl/mona,id73.html

* Dziękuję Wydawnictwu Afera za przekazanie egzemplarza do recenzji.

6. Soroczka A. Kuźniak Intymny, kameralny  reportaż o przygotowaniach do śmierci za życia. Bohaterkami i bohaterami są tu starzy mieszkańcy wsi, którzy opowiadają reporterce o ubraniach, w których chcą być pochowani -  owinięte w folię czekają w szafach na swój czas. Rozmowy o przemijaniu, lęku, ludowych tradycjach i obrzędach związanych z pochówkiem są oczywiście pretekstem do opowieści o życiu: często tragicznym, naznaczonym wojną, tułaczką, cierpieniem. Kuźniak daje głos prostym ludziom. Wysłuchuje ich z niezwykłą wrażliwością, empatią, uważnością. Całość napisana jest  oszczędnym, subtelnym, pięknym językiem. Uzupełniają ją doskonale fotografie autorstwa Anny Bedyńskiej. Rzecz idealna na ten listopadowy, jesienny czas. Do oswojenia, przeżywania, przemyślenia. Nie przegapcie!

https://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/5293/Soroczka/

7. Stacja Tokio Ueno Yu Miri, tł. D. Latoś - Kazu nie żyje. Powraca na ziemię jako duch do parku Ueno, w którym jako bezdomny spędził ostatnie lata  życia. Z tej perspektywy wspomina koleje swojego losu, ważnych ludzi i miejsca. Sam pomysł na fabułę wydawał mi się bardzo ciekawy. Niestety z realizacją wyszło dużo gorzej. Spodziewałam się po tej książce znacznie więcej i czego innego, niż otrzymałam finalnie. Opowieści o życiu bohatera przeplatają  się tu z faktami z historii Japonii, opisami świąt i tradycji. Do tego zostały dodane obserwacje zachowań przypadkowych bywalców parku Ueno. Tworzy to w sumie dość chaotyczną i ciężkostrawną całość, bez czytelnego przesłania, pozbawioną głębi przekazu. Pozycja, która zadowoli wyłącznie zagorzałych wielbicieli Japonii. Seria z Żurawiem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego ma już swoją renomę na rynku wydawniczym i cieszy się dużym uznaniem wśród czytelników. Zaliczam się do jej sympatyków, jednak ten konkretny tytuł był dla mnie dużym rozczarowaniem.

https://wuj.pl/ksiazka/stacja-tokio-ueno#oprawa-miekka-ze-skrzydelkami

sobota, 24 października 2020

Cudze słowa - Wit Szostak


Cudze słowa
 to dla mnie osobiście - lektura zaskakująca, fascynująca, nieoczywista. Zdaje sobie sprawę, że dla innych może być pretensjonalna i irytująca. Niezależnie od poglądów, jedno jest pewne: ta książka wywołuje emocje i nikogo nie pozostawi obojętnym, a o to przecież przede wszystkim chodzi w literaturze.

Choć Wit Szostak jest już uznanym pisarzem, ze sporym różnorodnym dorobkiem literackim, Cudze słowa są jego pierwszą książką, którą przeczytałam. Już dziś śmiało mogę powiedzieć, że jest to dla mnie jedno z największych odkryć i zaskoczeń tego roku w literaturze polskiej. Po tej lekturze mam ochotę czym prędzej nadrobić zaległości i przeczytać pozostałe powieści autora. 

Cudze słowa to wielokrotny portret Benedykta - człowieka trudnego, nieprzeniknionego, charyzmatycznego. Miał zadatki na wybitnego filozofa, zamiast kariery naukowej wybrał jednak kulinaria i stworzył restaurację Isola w Krakowie. 

Siedem osób, siedem różnych relacji, siedem żyć Benedykta. Z każdej narracji wyłania się zupełnie inny człowiek z zupełnie inną biografią Weronika - partnerka Benedykta zaczyna opowieść tak: 

Nie ma go tu. Był bogiem. Kochałam go.*

Profesor Paweł Czaski - wykładowca Benedykta:

Był lekkomyślny. Ale nie w zwyczajnym tego słowa znaczeniu, tylko głębszym, sięgającym źródła. Nie chodzi o niefrasobliwość czy brak istotnej refleksji, bynajmniej.*

Józef - ojciec Benedykta:

Gdybym wiedział, że odejdziesz tak szybko, Syneczku, kochałbym Cię inaczej.*

W Cudzych słowach strona po stronie odbywa się dekonstrukcja mitu i tworzenie go na nowo. Już te krótkie, nieliczne fragmenty pokazują, że nie ma jednej prawdy o człowieku, każdy ma swoją własną. Każda opowieść o kimś jest w gruncie rzeczy opowieścią o nas samych. O Benedykcie wiemy tylko tyle, ile zechciano nam opowiedzieć. Reszta pozostaje w sferze domysłów, własnych interpretacji, przemyśleń, ocen. I być może właśnie to jest w Cudzych słowach najbardziej fascynujące.

Benedykt od pierwszych stron zachwyca, olśniewa, zaciekawia. Jego, momentami wręcz   obezwładniająca  osobowość sprawia, że chcemy iść za nim na koniec świata, a na pewno na koniec książki, by poznać tę historię do końca. W miarę rozwoju fabuły rozczarowuje i zawodzi. Staje się zwyczajny, pospolity. Traci ten boski pierwiastek z pierwszego zdania, któremu z łatwością i ochotą daliśmy się uwieść 

Ważnym wątkiem jest tu relacja mistrz-uczeń, tym ciekawszym, że autor sam jest wykładowcą akademickim, filozofem. Zawarta jest tu refleksja na temat tego, jaki wpływ na studenta może mieć wybitny profesor i co szanowanemu, uznanemu wykładowcy może dać bliski kontakt ze zdolnym studentem. 

Równie ważna i chyba najsmutniejsza z całości jest relacja ojciec-syn. Pokazuje, że często wychowanie dziecka, mimo najszczerszych chęci i największych starań okazuje się porażką rodziców, a ono samo finalnie stanowi źródło ich niewypowiedzianego nigdy żalu, rozczarowania, pretensji.

Niezwykle istotny jest też motyw jedzenia, biesiadowania stołu, jako miejsca, które łączy osoby z różnych pokoleń o skrajnie różnych charakterach i poglądach. Pozwala im spotkać się przy wspólnym posiłku i poznać.

Każda z narracji jest napisana w inny sposób, innym językiem. Ta różnorodność, gry słowne, zabawy słowotwórcze, badanie granic słowa są jednym z największych atutów powieści. Trzeba uczciwie przyznać, że niektóre z tych gier mogą budzić kontrowersje. Monologi Magdaleny zostały napisane na granicy dobrego smaku. To w tych fragmentach autor zdaje się najbardziej badać możliwości tworzenia słów i granice ich używania. Spora grupa czytelników może uznać tę część za nieco przeszarżowaną i pretensjonalną. Dla innych z kolei całość może okazać się przeintelektualizowana, a nawet efekciarska. Z pewnością nie jest to historia, która przypadnie do gustu wszystkim.

Cudze słowa to niezwykle erudycyjna, wysmakowana językowo, spójna powieść. Liczne nawiązania do kultury śródziemnomorskiej, religii, mitologii, czynią z niej doskonałą ucztę dla intelektu. Refleksje, które wywołuje, przestrzenie, które otwiera, są z kolei idealną pożywką dla duszy.

Po lekturze książki Wita Szostaka byłam usatysfakcjonowana i zadowolona, dokładnie tak, jak po dobrym posiłku, który dostarcza organizmowi, w tym przypadku głowie i sercu wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Autor zabrał mnie w niezwykłą, interesującą podróż, z której nie chciałam wracać. Warto ją odbyć, bez względu na gusta i poglądy.

W.Szostak, Cudze słowa, Wydawnictwo Powergraph 2020.

*Dziękuję Wydawnictwu Powergraph za przekazanie egzemplarza do recenzji.

*Wszystkie cytowane fragmenty pochodzą z omawianej książki.


poniedziałek, 19 października 2020

Żółty dom. Wspomnienia - S.M.Broom

 

Sarah M. Broom z topograficzną precyzją odtwarza historię swojej wielopokoleniowej rodziny i żółtego domu - miejsca, w którym się wychowała. Kreśli też surowy portret Nowego Orleanu. Znacznie odbiegający od powszechnych wyobrażeń na temat tego miasta. Porywająca lektura.

Bardzo chętnie sięgam po sagi rodzinne, autobiograficzne i biograficzne opowieści. Jednak ta konkretna początkowo umknęła mojej uwadze. Mam wrażenie, że przeczytałam ją na szarym końcu, kiedy zrobili to już wszyscy. Większość zdążyła się już również wypowiedzieć na jej temat. Mimo to, cieszę się, trafiła w końcu w moje ręce. Dzięki temu, nie ominęło mnie poruszające czytelnicze przeżycie.

Broom opisuje dzieje rodziny z perspektywy kobiet, które całe życie musiały walczyć o przetrwanie, a ich głównym pragnieniem było posiadanie własnego miejsca na ziemi. Udało się to dopiero jej matce - Ivory Mae.

Sarah jest najmłodszą z dwanaściorga rodzeństwa. Jej matka dwukrotnie wychodziła za mąż. Pierwszy raz, w bardzo młodym wieku, tuż po ukończeniu ósmej klasy. Ze związku z Webbem miała dwoje dzieci - chłopców: Eddiego i Michaela. Drugi mąż, ojciec Sary - Simon Broom miał z kolei dwie córki z poprzedniego małżeństwa. Od początku tworzyli więc rodzinę patchworkową. Niestety, Simon zmarł w wyniku wylewu, tuż po narodzinach Sarah. 

Różnice wieku między rodzeństwem były tak duże, że Sarah miała problemy z odnalezieniem swojego miejsca w rodzinie, nawiązaniem relacji z rodzeństwem. Historia rodziny sprzed jej narodzin, zwłaszcza postać ojca, którego nie zdążyła poznać, była dla niej zagadką. Poznawała wszystko na podstawie relacji pozostałych współmieszkańców żółtego domu. Ci jednak nie byli zbyt skorzy do mówienia. Dzieciństwo upłynęło jej więc w dużej mierze na walce o akceptacje ze strony rodzeństwa i uwagę matki. Całe rodzeństwo dotknął również problem segregacji rasowej w szkole i podziałów klasowych wśród rówieśników.

Wymarzony żółty dom stał się własnością Ivory Mae w 1961 roku. Był to typ domu-wielbłąda: podłużny, parterowy, z frontem skierowanym do ulicy. Znajdował się na przedmieściach Nowego Orleanu. Obszar New Orleans East, według władz miał być kurą znoszącą miastu w przyszłości złote jaja. Tak naprawdę osiedle znajdowało się na \osuszonych, bagnistych terenach. Lokalizacja ta w ogóle nie  była atrakcyjna dla białej części społeczeństwa. 

Remont domu zakończył się w 1964 roku. Z powodu braku funduszy nie udało się dokończyć wszystkiego. Mnóstwo było prowizorycznych rozwiązań i niedoróbek. Ivory Mae lubiła ładne przedmioty i starała się nimi otaczać, tak by stworzyć rodzinie przytulne, ciepłe miejsce. To jednak nie wystarczyło, by wszyscy faktycznie poczuli się tam, jak u siebie. Po śmierci Simona dom systematycznie przeistaczał się w wymagającą ciągłych napraw i remontów ruderę. Ivory Mae nie była w stanie sprostać jego stale rosnącym potrzebom.

W ten sposób upragnione miejsce na ziemi stało się powodem do wstydu. Rodzina nie zapraszała do siebie nikogo spoza swojego kręgu. Tworzyli własny mikrokosmos, w którym mogli liczyć wyłącznie na siebie i okolicznych sąsiadów. którzy znali prawdziwe warunki ich życia. Izolowali się wbrew swojej naturze i potrzebom. Wszystko dlatego, ze na zewnątrz prezentowali zupełnie inny obraz siebie. Rodzeństwo zawsze chodziło dumnie wyprostowane, porządnie, schludnie ubrane, czyste i ufryzowane zgodnie z normami i modami. Dopiero wnętrze domu  pokazywało ich prawdziwą sytuację. Do jej ujawniania nie chcieli dopuścić.

Mimo różnych przeciwności dom trwał, a starsze rodzeństwo Sary często zatrzymywało się w nim na dłużej, w wyniku różnych zawirowań życiowych. Do czasu. W 2005 roku Nowy Orlean nawiedziła "wielka woda" w postaci huraganu Katrina. Żółty dom przestał istnieć, cała rodzina w jednej chwili, podobnie, jak setki tysięcy innych mieszkańców Nowego Orleanu straciła dach nad głową.

Żółty dom jest też w dużej mierze portretem miasta. Nowy Orlean widziany oczami Broom, jawi się jako skorumpowane, pełne przemocy i bezprawia miasto, w którym kwitnie bieda i podziały społeczne. Obraz ten pogarsza się jeszcze po przejściu huraganu. Wtedy zaczyna panować totalny chaos, uderza bezradność władz i bezsilność ludzi.

Broom doskonale miesza style i łączy gatunki. Autobiografia i biografia łączy się tu z reportażem i publicystyką. Epicki rozmach z dokumentalną szczegółowością. O Nowym Orleanie pisze konkretnie i rzeczowo, o ludzkiej tragedii po przejściu huraganu Katrina - bez szukania taniej sensacji i prób wymuszenia na czytelnikach emocji. O rodzinie - szczerze, z dużą świadomością, zdobytym przez lata dystansem, bez lukru i prób zamiatania pod dywan tego, co było trudne. Trzeźwe spojrzenie łączy się tu z czułością, a słowna precyzja z metaforami i miejscami poetyckim językiem.

Duża bliska rodzina jest jak ameba. By się oddzielić od jej pełzającego ciała, trzeba je rozerwać. Czy autorce się to udało? Przekonajcie się sami. Warto, bo Żółty dom to również uniwersalna opowieść o świecie świadomych swojego losu kobiet, które tworzą wspólnotę i wspierają się wzajemnie.

Żółty dom S.M. Broom, tł. Ł.Błaszczyk, Wydawnictwo Agora 2020.
*Dziękuję Wydawnictwu Agora za przekazanie egzemplarza do recenzji.
*Cytowany fragment pochodzi z omawianej książki.





czwartek, 1 października 2020

Podsumowanie września


Wrzesień obfitował w premiery. Wszystkie mają status: must read i najważniejszych książek roku. W dodatku wszyscy wydawcy umówili się, że ukażą się one w dwóch terminach 16 lub 30 września. 

Ten natłok jest oczywiście pokłosiem pandemii i tego, że wiele książek, które miały się ukazać wiosną zostało przesuniętych na jesień. Efekt jest taki, że nawet mając cały czas na czytanie, nie sposób nadążyć z lekturami i próbować być na bieżąco.

We wrześniu przeczytałam dziesięć książek, oczywiście nie jestem w stanie napisać o każdej z nich pełnego tekstu, dlatego trafiają do zbiorczego podsumowania. Zapraszam.


1. Jesień A. Smith, tł. J.Kozłowski - recenzję książki znajdziecie tutaj.

* Dziękuję Wydawnictwu W.A.B. za przekazanie egzemplarza do recenzji.

2. Dziennik hipopotama K.Varga - recenzję książki znajdziecie tutaj.

*Dziękuję Wydawnictwu Iskry za przekazanie egzemplarza do recenzji.

3. Pokora Sz. Twardoch - Do przeczytania tej książki najbardziej zachęciła mnie oryginalna, niezwykle sugestywna okładka, która całą sobą krzyczała: zajrzyj do środka,przeczytaj! Sam Twardoch nie jest moim ulubionym pisarzem, choć przeczytałam większość jego książek. Główny bohater powieści - Alois Pokora - syn górnika ze Śląska bierze udział w I wojnie światowej, po niej trafia do ogarniętego rewolucją Berlina. Całe życie walczy o szacunek, uznanie, awans społeczny, a przede wszystkim o miłość ukochanej, tajemniczej - Agnes. Cały czas zmaga się również z pytaniami o tożsamość. Nie czuje się do końca ani Polakiem, ani Ślązakiem, ani Niemcem. Motywy tożsamości, klasowości, awansu społecznego i zmagań z męskością są doskonale znane czytelnikom poprzednich powieści pisarza. Nie sposób więc, oprzeć się wrażeniu, że Pokora jest wtórna wobec poprzednich dokonań. Co bardziej bolesne, równie schematycznie, jak w poprzednich książkach, zostały tu nakreślone postaci kobiece. Twardoch jest oczywiście doskonałym rzemieślnikiem, w związku z tym powieść jest świetnie napisana, ma dobre tempo. Sceny walk są niezwykle plastyczne, niemalże filmowe. Największym problemem Pokory jest to, że w żaden sposób nie zaskakuje, niczego nowego nie odkrywa. Literatura popularna na wysokim poziomie i nic więcej. Książka ma świetną kampanię promocyjną w mediach i jestem pewna, że żadne, nawet odrobinę  krytyczne recenzje jej nie zaszkodzą. Sięgniecie po nią z czystej ciekawości, bo twórczość Twardocha po prostu wypada znać.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za przekazanie egzemplarza do recenzji.

4. Ballada o lutniku W. Paskow, tł. M. Mikołajczak - Bardzo rzadko sięgam po literaturę bułgarską.  Ballada jest drugą po Fizyce Smutku G. Gospodinowa powieścią z tego obszaru, którą przeczytałam. Tym chętniej wybrałam się w tą nieco egzotyczną literacką podróż. To przede wszystkim historia niezwykłej przyjaźni starego lutnika Georga Heniga z małym chłopcem - Wiktorem i jego rodziną. To też opowieść o biednych mieszkańcach jednej z kamienic w Sofii. To powieść z klimatem, który sprawia, że chcemy się w niej rozgościć od pierwszej strony i przeczytać do końca. Bardzo kameralna, subtelna językowo. Trochę przypowieść, trochę baśń, o przyjaźni, empatii, dojrzewaniu, przemijaniu i starości. Nie ma tu żadnych fabularnych, czy stylistycznych fajerwerków. Idealna książka dla wszystkich, którzy w literaturze poszukują ukojenia, spokoju, oddechu. Dla mnie osobiście, po prostu dobra literatura, bez zachwytów i olśnień.

 * Dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu za przekazanie egzemplarza do recenzji.

5. Powrót z Bambuko K. Nosowska - Czasem porzucam ambitną literaturę, wysokich lotów i dla złapania oddechu, całkowicie świadomie sięgam po produkty książkowe, stworzone przez ludzi kultury, których z różnych powodów cenię. Tak właśnie było z drugą już książką Kasi Nosowskiej - wokalistki, którą lubię i szanuje, do której mam słabość i sentyment od czasów wczesnej młodości. O czym są te mikro opowiastki? Najkrócej mówiąc, proszę Państwa: o życiu. O związkach, rodzinie,dzieciństwie, samoakceptacji, potrzebie czułego spojrzenia na siebie i świat wokół. Ku pokrzepieniu serc, z mądrością życiową, humorem i dystansem. Ortodoksyjni czytelnicy tego bloga, którzy zamierzają grzmieć, że na taką "literaturę" przecież szkoda czasu, muszą mi wybaczyć te małe skoki w bok. Każdy przecież ma swoje guilty pleasure :-)

https://wielkalitera.pl/produkt/powrot-z-bambuko/ 

6 Sabo się zatrzymał O. Horvat, tł. M. Waligórski - Czasami też porzucam literaturę popularną, produkty książkowe, by odkryć zupełnie nowe, nieznane i jak się okazu.je piękne lądy. Tak było z tą książką. Po raz pierwszy usłyszałamo niej na kanale booktubowym. Od razu wiedziałam, że po prostu muszę ją przeczytać. Jest to dziennik żałoby i choroby, napisany w formie mini esejów. Tytułowy Sabo opisuje uczucia, które towarzyszyły mu podczas choroby i po śmierci ukochanej żony. Poruszające, intymne, wzruszające, momentami rozdziera serce. Książka, o której jest zdecydowanie za cicho,a powinien przeczytać ją każdy, kto ma doświadczenie straty bliskich na koncie. 

http://biblioteka-slow.pl/sabo-sie-zatrzymal/ 

7. Przebłyski Z. Smith, tł. J.Kozłowski, J. Dehnel, P. Tarczyński, M. Rusinek i inni. - książka powstała z potrzeby chwili i serca. Nie powstałaby,gdyby nie ogólnoświatowy lockdown wywołany pandemią koronawirusa. Zadie Smith łapie ulotne momenty specyficznej, pandemicznej codzienności, stara się ubrać w słowa emocje i lęki, które w jakimś stopniu towarzyszyły nam wszystkim. Błyskotliwe, trafne, uniwersalne, zdecydowanie za krótkie, momentami sprawia wrażenia pisanego i wydanego "na kolanie". Wszystko to jest oczywiście zrozumiałe, tutaj najważniejsza była szybkość i czas wydania. Świadczy o tym chociażby błyskawiczne ukazanie się polskiego wydania. Do pracy przy tłumaczeniu tych tekstów zatrudniono aż dziewięciu tłumaczy. Warto się zapoznać.

https://www.znak.com.pl/ksiazka/przeblyski-smith-zadie-176851?query=przeb%C5%82yski 

8. Witajcie w Ameryce! L.Bonstrom Knausgard, tł. D. Górecka - Jedenastoletnia Ellen pewnego dnia postanawia przestać mówić. Wydaje się, że jest to wyraz protestu przeciwko odejściu i śmierci ojca oraz buntu przeciwko postawia matki. A może po prostu efekt przeżytej wcześniej traumy i desperacka próba walki o uwagę i akceptację rodziny? Historie opowiadane z perspektywy dziecka są z reguły bardzo ciekawe i poruszające. Ta również miała ogromny, niestety niezrealizowany potencjał.  Przede wszystkim jest to powieść zdecydowanie za krótka, by traktować ją jako poważną, w pełni dojrzałą prozę. Sprawia wrażenie zaledwie szkicu, zarysu. Zarówno relacje między bohaterami, jak i oni sami zostali przedstawieni bardzo powierzchownie. Czytelnik nie ma szansy w pełni ich poznać, zżyć z nimi, zagłębić w fabułę. Nie ma też niestety szansy przejąć się tą opowieścią, przeżyć jej. Wielka szkoda.

https://wydawnictwopauza.pl/product/witajcie-w-ameryce/ 

9. Wdzięczność D.De Vigan,tł. K.Szeżyńska-Maćkowiak - Cenię twórczość De Vigan. Podobały mi się w zasadzie wszystkie jej poprzednie książki. Ta najnowsza jest jednak niestety największym rozczarowaniem Bardzo minimalistyczna, kameralna historia.Michka z uwagi na stan zdrowia trafia do domu opieki. Zajmuje się nią młoda przyjaciółka, "przyszywana" córka Marie, a specjalistycznej pomocy udziela równie młody logopeda - Jerome. Mądrość życiowa, uniwersalne prawdy podane w bardzo łopatologiczny, szkolny, banalny sposób. Tak jakby pisarka nie wierzyła i nie doceniała inteligencji i wrażliwości swoich czytelników. Szkoda.

https://soniadraga.pl/produkt/wdziecznosc

10. Mapa B. Sadurska - bardzo głośny polski debiut ubiegłego roku. Książka ostatnio dostała nagrodę im. Gombrowicza. Na mojej półce od grudnia zeszłego roku czekała na swój czas. Ciekawość sprawiła,że w końcu nadszedł. To zbiór siedmiu opowiadań, które łączy motyw mapy. Finalnie można uznać,że układają się one w powieść. Powieść- labirynt, powieść-zagadkę, powieść- łamigłówkę. Fabuła zbudowana się niczym puzzle - każda część odsłania większy fragment całości. Mnóstwo tu nawiązań do historii, literatury, malarstwa, geografii, kartografii.Wymaga uważności i czasu. Rzecz,którą w pełni doceni tylko wyrobiony, wymagający czytelnik. Bardzo oryginalny miks gatunków i stylów. Ciekawy pomysł, świetnie zrealizowany również pod względem językowym. Obiektywnie: po prostu dobra literatura. Jednocześnie niestety kompletnie nie mój typ literatury i dlatego nie trafia do mojego czytelniczego serca. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jest to dobra, warta waszej uwagi książka.

https://pl-pl.facebook.com/Nisza.Wydawnictwo 


 

poniedziałek, 28 września 2020

Dziennik hipopotama - Krzysztof Varga

 

Dziennik hipopotama to solidnie napisany tom. Stworzony zgodnie z zasadami i nawiązujący do najlepszych wzorców gatunku. Bez wstydu może stać na półce obok Dzienników Pilcha. 
 
Obwoluta tej książki jest straszna, zniechęca do lektury. Brzmi, jak ostrzeżenie: nieupoważnionym wstęp wzbroniony, otwierasz na własną odpowiedzialność lub ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją. Biorąc pod uwagę treść, nie jest to zamysł całkowicie bezzasadny. Tylko, dlaczego tak topornie wykonany?

Dla stałych czytelników felietonów Vargi, publikowanych w Dużym Formacie treść ani ton Dziennika nie będą zaskoczeniem. Autor skupia się w nim przede wszystkim na tym, na czym zna i w czym czuje się najlepiej, czyli: kulturze. Dużo pisze o filmach, serialach, literaturze. Oczywiście daje upust swoim obsesjom na punkcie kościoła katolickiego i polskiego patriotyzmu,wspomina o polityce.  
 
Początkowe wpisy mają objętościowy rozmach felietonów i są napisane w tym stylu.
Całość zapisu obejmuje dwa ostatnie lata: od 2018 do marca tego roku.

Varga nie bierze jeńców. Dostaje się tu absolutnie wszystkim. Kolegom po piórze: (Stasiukowi - za występ u Wojewódzkiego, Twardochowi - za całokształt), twórcom produktów książkopodobnch (Mrozowi i Lipińskiej) za psucie rynku, byłym przyjaciółkom ( Plebanek) za tworzenie sztucznego publicznego wizerunku. Działy promocji wydawnictw wydają duże pieniądze na promowanie chłamu, recenzenci i blogerzy zajmują się wyłącznie robieniem selfie z książkami,tworząc przy okazji kółko wzajemnej adoracji. Ostrze krytyki nie ominęło również festiwali literackich i spotkań autorskich, na które oczywiście sam autor często i ochoczo jeździ. Czytelnicy dokonują złych wyborów, politycy są źli i zepsuci. Jeśli zastanawiają się Państwo, czy według Vargi w ogóle coś jeszcze ma sens? Odpowiadam - tak, wyłącznie czytanie, oglądanie i słuchanie klasyków.

Dziennik hipopotama podczas lektury często denerwuje, męczy, irytuje, drażni. Varga marudzi, narzeka,zrzędzi, jest złośliwy, cyniczny, ironiczny, niesprawiedliwy. Bywa fałszywy, a nawet pogardliwy. Co chwila ma się ochotę z nim kłócić, nie zgadzać, polemizować. Na szczęście równie często chce się śmiać.

Perturbacje i trzęsienia ziemi w życiu prywatnym sprawiają, że niespodziewanie  pisarz porzuca na chwilę twarz naczelnego ironisty. W jego zapisach pojawiają się smutek, melancholia, strach przed przemijaniem, niepewność. 

W prawie wszystkich recenzjach pojawiają się zarzuty, o których piszę powyżej. I przynajmniej częściowo można je uznać za zasadne. Pytanie tylko brzmi: jaki sens ma pisanie grzecznych, neutralnych dzienników, które nikogo nie obchodzą? Dziennik hipopotama jest dokładnie taki, jaki powinien być każdy opublikowany przez jakiegokolwiek twórcę dziennik: wywołuje emocje, pobudza do samodzielnego myślenia i refleksji.

Można Vargi nie czytać, można się z nim nie zgadzać i nie ma żadnego obowiązku recenzowania jego twórczości. Jeśli już jednak się Go czyta i recenzuje, to nie sposób nie zauważyć, że jego spostrzeżenia często są trafne i po prostu ma rację. Jako jeden z nielicznych w swoim środowisku ma odwagę mówić bez ogródek to, o czym inni dla wygody wolą dyplomatycznie milczeć.

Ośmielam się stwierdzić, że od czasu Dziennika Pilcha, żaden współczesny polski pisarz, nie opublikował lepszego, niż Dziennik hipopotama Vargi. Obawiam się, że długo to nie nastąpi.

K.Varga, Dziennik hipopotama, Wydawnictwo Iskry 2020.
*Dziękuję Wydawnictwu Iskry za przekazanie egzemplarza do recenzji.



wtorek, 8 września 2020

Jesień – Ali Smith

 


To powieść idealna na nadchodzącą porę roku: melancholijna, oniryczna, a jednocześnie dająca nadzieję.

Ali Smith jest uznawana za najwybitniejszą współczesną szkocką pisarkę  Wielokrotnie nagradzana i nominowana do najbardziej prestiżowych nagród, w tym czterokrotnie do Nagrody Bookera. Ma bogaty dorobek literacki. Mam nadzieję, że dzięki Jesieni zdobędzie popularność i uznanie również wśród polskich czytelników.

Elisabeth Demand w dzieciństwie zaprzyjaźnia się ze swoim sąsiadem -  Danielem, który często pod nieobecność matki pełni rolę jej opiekuna. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dzieli ich ponad siedemdziesiąt lat. On wzbudza w niej pasję do historii sztuki i rozwija wyobraźnię dzięki snuciu opowieści. Samotna dziewczynka zyskuje ciekawego towarzysza rozmów, doświadczonego przewodnika po zagmatwanym świecie.

Z czasem ich kontakt się urywa. Elisabeth wraca do domu rodzinnego po latach, jako dorosła osoba, w szczególnym momencie – tuż po referendum w sprawie Brexitu. Ponad stuletni Daniel przebywa w domu opieki, znajduje się w śpiączce.

Jesień rozgrywa się w kilku planach czasowych. Elisabeth raz jest małą dziewczynką chodzącą na spacery z sąsiadem, by po chwili, na kolejnej stronie zmienić się w dorosłą kobietę, starającą się o nowy paszport. Z kolei Danielowi podczas długiego snu, raz wydaje się, że jest drzewem, innym z kolei, że już nie żyje i trafił do raju. Wspomnienia z domu rodzinnego, mieszają się z tymi o największej, nieszczęśliwej miłości. W ten sposób do fabuły zostaje wpleciona autentyczna postać – brytyjska malarka epoki pop artu -  Pauline Boty.

Te następujące po sobie w mgnieniu oka zmiany czasu sprawiają, że łatwo się w powieści zgubić i czasem trudno zorientować się, co jest teraźniejszością, co przeszłością, co snem, a co rzeczywistością. Początkowo może to sprawiać wrażenie chaosu i męczyć niektórych. Gwarantuje jednak, że z każdą kolejną stroną, ta fascynująca podróż w czasie coraz bardziej wciąga, zasysa i nie pozwala oderwać się od powieści.

Ta sprytna zabawa z czasem ma oczywiście głębszy sens i znaczenie. Smith pokazuje nam, że granice są płynne, umowne i nie mają znaczenia, bo wszystko ma swój czas.

Przez wątek Brexitu jest to też powieść niezwykle aktualna i zaangażowana społecznie. Autorka pokazuje podziały społeczne i ich skalę. Zastanawia się też nad momentem, w którym one tak naprawdę się zaczęły i do czego finalnie doprowadziły.

Największą siłą i wartością, która decyduje o tym, że Jesień jest powieścią szczególną i wyjątkową jest język, którego używa autorka. Momentami subtelny, delikatny czuły, niemal poetycki. W innych fragmentach cięty, wyrazisty, trafiający w punkt celnością spostrzeżeń. Niepozbawiony poczucia humoru (często czarnego) i ironii. W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o znakomitym przekładzie autorstwa Jerzego Kozłowskiego.

Najważniejsze, z czym zostawia nas Smith po lekturze Jesieni, to nadzieja. Powtarzające się, następujące po sobie pory roku zawsze oznaczają szansę na zmianę.

Jesień to pierwsza część tetralogii Pory roku, które mają ukazywać się w Polsce zgodnie z kalendarzem. Jeśli kolejne tomy będą tak dobre, jak ten pierwszy, oznacza to początek fantastycznej literackiej przygody, której dalszego ciągu nie mogę się już doczekać.

Jesień, A. Smith, tł. J.Kozłowski, Wydawnictwo W.A.B. 2020.

*Dziękuję Wydawnictwu W.A.B. za przekazanie egzemplarza do recenzji.

 

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Podsumowanie sierpnia

 


Dziś podobno Dzień Blogera. To najlepszy moment, by napisać o lekturach przeczytanych w sierpniu. Jest ich bardzo niewiele, ale za to prawie wszystkie są dobre, wartościowe i godne waszej uwagi.


Sierpień był dla mnie czasem urlopu i długo wyczekiwanego nadmorskiego wyjazdu. Ten z kolei zawsze jest dla mnie czasem czytelniczego lenistwa, momentem, w którym pozwalam oczom odpocząć od zadrukowanych gęsto stron. Jedyne co robię to napawam się widokiem i szumem fal. W tym roku temu błogiemu stanowi wyjątkowo sprzyjała upalna pogoda. W związku z tym moja lista przeczytanych w sierpniu tytułów nie prezentuje się zbyt okazale, no ale nie zapominajmy, że jest życie poza czytaniem J

1.      Porozmawiaj z roślinami M. Orriols, tł. K. Sosnowska – Paula – 42 letnia neonatolożka doświadcza podwójnej straty. Mauro, jej partner ginie nagle w wypadku samochodowym. Dzień przed śmiercią oznajmia , że odchodzi do innej kobiety. Główna bohaterka mierzy się nie tylko z żałobą, ale również ze zdradą. Porozmawiaj z roślinami to piękna, poetycka, bardzo kameralna i minimalistyczna powieść. Jest to zapis i analiza uczuć towarzyszących Pauli. Obserwujemy zmiany zachodzące w kobiecie. Nie ma tu akacji są wyłącznie emocje opisane przepięknym językiem, który jest największą siłą i wartością tej krótkiej prozy. Bez banału, łatwych ocen, z dużą empatią i czułością. Zdecydowanie zbyt cicho jest o tej powieści, a zasługuje na najwyższe uznanie i uwagę.

 

https://soniadraga.pl/produkt/porozmawiaj-z-roslinami

 

2.      Mur duchów S. Moss, tł. P. Surniak – Przyszedł czas na odważne wyznanie, za które pewnie znienawidzą mnie wszystkie booktuberki i bookstagramerki, otóż: nie jestem wielką fanką tej niezwykle popularnej i docenianej we wszystkich kręgach czytelniczych autorki. Mówiąc ściśle: nie jestem fanką jej stylu pisania. W ubiegłe wakacje próbowałam się zmierzyć z dwoma poprzednimi powieściami Moss i doszłam do wniosku, że zupełnie nie są dla mnie. W tym roku dałam autorce trzecią szansę. Przyznaje, że zrobiłam to tylko ze względu na niewielką objętość najnowszej powieści. Jest to dobra książka, ale w dalszym ciągu nie przekonałam się do stylu autorki i nie stanie się ona jedną z moich ulubionych. Ojciec zabiera żonę i córkę na obóz antropologiczny, którego uczestnicy odtwarzają życie w epoce żelaza. Wyjazd staje się dla niego okazją do przejęcia i pokazania światu pełni władzy nad rodziną. Od pierwszych stron nienawidzimy postaci ojca tyrana, współczujemy jego nastoletniej córce Silvie, która próbuje się buntować i w pełni posłusznej żonie, która marzy jedynie o świętym spokoju i ciele bez śladów uderzeń. Jest to również książka o dojrzewaniu, odkrywaniu własnej tożsamości i seksualności. Zakończenie mrozi krew w żyłach i sprawia, że jest to rzecz wyłącznie dla osób o mocnych nerwach.

 

https://wydajenamsie.pl/produkt/mur-duchow/

3.      Immortaliści Ch. Benjamin, tł. A. Zano – Usłyszałam o tej książce całkiem niedawno i zastanawiałam się, jak mogłam ją przeoczyć w momencie wydania? Ma przecież wszystkie moje ukochane motywy literackie: rodzinę, śmierć, przeznaczenie i Nowy Jork na dokładkę. Opis sugerował, że to tytuł idealny dla mnie, czym prędzej rzuciłam się więc do nadrabiania zaległości. I niestety zachwytów brak, było za to duże rozczarowanie. Czwórka rodzeństwa: Varya, Klara, Simon i Daniel w dzieciństwie udają się do wróżki – kobieta każdemu z nich przepowiada datę śmierci. Ta informacja zdeterminuje życie i wybory każdego z nich. Pomysł na olśniewającą powieść świetny, z realizacją poszło niestety dużo gorzej. Fabuła (mimo dużej objętości książki) jest płaska, nie wywołuje emocji i głębokich refleksji. Niektóre wątki nie zostały należycie rozwinięte i pogłębione inne z kolei są przesadnie rozciągnięte. Bohaterowie często irytują, zamiast wywoływać współczucie, czy chęć kibicowania ich losom. Całość jest dość przewidywalna i momentami banalna. Był to dla mnie spory zawód, bo spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, a przede wszystkim stojącego na wyższym poziomie literackim. Miał być must read, jest kategoria: można, ale zdecydowanie nie trzeba.

 

https://www.czarnaowca.pl/kategorie/literatura-piekna/immortalisci,p712545313

 

4.      Smutny ambasador A. Devi, tł. K. Jarosz. – o tej książce napiszę osobną recenzję.

 

https://wpodworku.pl/index.php/produkt/smutny-ambasador/

 

5.      Średni współczynnik szczęścia D. Machado, tł. W. Charchalis – Daniel po kolei traci rodzinę, pracę, mieszkanie. Na pocieszenie zostają mu dwaj przyjaciele, o równie skomplikowanej sytuacji: Xavier, który od 12 lat nie wychodzi z domu i pogrąża się w coraz większej depresji oraz Almodovar, który siedzi w więzieniu za napad na stację benzynową. Wszystkie działania, które podejmuje Daniel są próbą wyjścia z rozpaczliwej sytuacji, ocalenia siebie, rodziny. W dobie pandemicznego kryzysu ta powieść zyskuje niezwykle aktualny wydźwięk. Mnóstwo tu trafnych refleksji na temat kondycji ludzkiej i świata. Zdecydowanie warto zwrócić uwagę i poświęcić czas tej lekturze.

 

https://www.ezop.com.pl/produkt/sredni-wspolczynnik-szczescia/